czwartek, 26 stycznia 2012

Pierwszy krok

przy okazji opowieści o Franku pojawia się pytanie, czy Franek chodzi. no... jak to powiedzieć, żeby nie skłamać...
nie chodzi. tzn. chodzi już od dawna. trzymając się różnych przedmiotów lub czyjejś ręki. ale sam to nie.
jednak pewnego dnia zrobiłam podstępny podstęp i wyszło na jaw to, czego się spodziewałam od jakiegoś czasu...
to nie są pierwsze kroki Franka, tylko trzecie czy czwarte, ale zapewniam, że pierwsze były dokładnie takie same:
video
sprowokowane i uchwycone w przeddzień Dnia Babci.

środa, 25 stycznia 2012

O Franku

należy mu się w końcu, prawda? żadnej rocznicowej notatki - moja pamięć sięga nie dalej jak tydzień wstecz, więc za miesiąc nie będę już pamiętać, jaki był Franek, kiedy miał rok.

ale od czego zacząć? jest parę obszarów, które warto opisać, ale trudno je spamiętać.

może na początek rzeczy najbardziej charakterystyczne:
zachwyt. zachwyt w oczach, a przede wszystkim w tonie głosu Franka zmusza do tego, żeby obejrzeć śwat z zupełnie innej perspektywy niż tej, do której się od lat przyzwyczailiśmy. lampa, okno, choinka... - normalne, prawda? nie w świecie Franka. lampa!! oooooooo... lampa!! - jakoś tak to trzeba zapisać, choć realnie brzmi: a!! potem dźwięk niemożliwy do zapisania, zbliżony powiedzmy do yyyyyyyy... - absolutnie pełne zachwytu i znów: a!! krótkie i zdecydowane. wskazujące. (bo jest też a pytające) pokazywanie palcem i upewnienie się, że widzisz to samo, co on, że to nie fatamorgana. cudowna, niezwykła lampa! ta sama, co wczoraj. ooooooooo...
pobudki i zasypianie. lub odwrotnie. to jest jakaś osobna część życia. na usypianie Franka przeznaczam sporo wieczornego czasu, ale nie ma w tym ani chwili, której żałuję. spektakl ten, powtarzany co wieczór, jest wciąż absolutnie niepowtarzalny, za każdym razem jedyny w swoim rodzaju, pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji oraz słów: a! ta! e! i wielu śmiechów. i rzucania głową. podrywania się w chwili, kiedy jestem już przekonana, że śpi. i zasypiania nagle, kiedy spodziewam się właśnie kolejnej wolty. a zasypia się najlepiej w poprzek mamy, z nienaturalnie odchyloną głową.
a budzi się? budzi się z okrzykiem a! na ustach. zachwyt od poranka. rzuty na mamę, przytulanie, pokazywanie palcem tego, co właśnie odkrył (tej samej lampy, tego samego okna, tej samej lampki). no i zachwyt, kiedy już odkryje po drugiej stronie mamy Kubusia - w spojrzeniu widać: mamo, czy Ty widzisz to samo, co ja?? Kubuś!!! no i rozpacz, kiedy mama nie pozwala wrzucić telefonu za łóżko. rozpacz. czarna rozpacz. a po sekundzie: a! itd...
zakrętkowa obsesja! spróbujcie przy Franku odkręcić butelkę. albo sok. albo słoik. albo cokolwiek. zaraz jest: e! e! i wyginanie się w kierunku odłożonej zakrętki. zakrętki/nakrętki muszą być natychmiast za(na)kręcane. natychmiast!

i inne tematy:
słoiki. słoiki są super! ale nie jakieś tam plastikowe niewiadomoco. słoikowe słoiki czyli prawdziwe szkło.  rzadko dostaje je do ręki, bo koniec każdej zabawy kończy się rzutem. wczoraj kubek (na szczęście plastikowy) przeleciał przez cały stół. przez naprawdę długi stół. no, nieco się zdziwiłam.
jedzenie Kuby. wiadomo, że jedzenie Kuby jest najlepsze. jeśli siedzą razem przy stole, wiadomo, że Franio nie zje swojego śniadania. Franio zje grzankę Kuby. nawet jeśli Kuba wypije kaszkę Franka, to on jej przy Kubie nie tknie. mleko? proszę bardo - rozlewam chłopakom mleko (jaglane) na ich oczach do ich kubeczków. nie, kubeczek Frania jest do bani! mleko tylko z kubeczka Kuby. e! e! i rób co chcesz. a nawet jak nie chcesz, to daj. na szczęście Kuba jest jakimś aniołem w tym względzie i z Franiem dzieli się nawet żelkami czy lizakiem i to nie proszony. (a nawet proszony o nie dzielenie się :-))
wieże. nadal trwa czas burzenia wież, ale zaczyna się też czas ich budowania. ostatnio powstała wieża z trzech puszek, często powstają wieże z dwóch klocków. jest to też etap nakładania klocków na patyczki (tych klocków z dziurką). i etap wkładania do pudełeczek. tego, co się da oczywiście. małych przedmiotów, jedzenia, skarpetek. wkładanie i wyjmowanie. wkładanie i wyjmowanie. wkładanie i...

ech, tematów jest zbyt wiele, żeby je tak na raz...
to może parę zdjęć?
styczeń:
luty:
marzec:
kwiecień:
maj:
czerwiec:
lipiec:
sierpień:
wrzesień:
październik:
listopad:
grudzień:
i bieżący bonus:
podoba mi się zestawienie włosów z pierwszych zdjęć z tymi z ostatniego...
a po kąpieli one się pięęęęknie kręcą

poniedziałek, 23 stycznia 2012

niedziela, 22 stycznia 2012

Dobry weekend

niby był to Dzień Babci i Dzień Dziadka (tfu! nie niby, tylko całkiem naprawdę!), jednak zastanawiam się, czy przypadkiem nie był to jednak Dzień Matki i Dzień Ojca. a nawet Dzień Ojca i Dzień Matki. noworoczna wróżba sprawdza się już w styczniu i spędziliśmy baaaardzo miło nie dzień a dwa! w czwórkę! (z bałwanem będzie razem pięć...) to już dawno nie było grane...
było naprawdę naprawdę bardzo fajnie:
jeśli można gdzieś zamówić powtórkę, to niniejszym zamawiam...

sobota, 21 stycznia 2012

A kura

- Mamo, powiedz do taty: Ty kuro spleśniała!

Niechcący II

- Niechcący obudziłem się dzisiaj w złym humorze...

środa, 18 stycznia 2012

Dziękujemy za oczy

tak, oczy skłoniły MNIE, żeby dotknąć plasteliny :-)
ale wytwory nie są moje. przynajmniej tak się umówmy...
dziękujemy też za dinozaura. został mamą Dino. można mu bowiem wejść do brzucha i się urodzić.
poniżej prezentuję mamę-dinozaura POMALOWANĄ. to typowy efekt polecenia "pokoloruj" :-))

Niechcący

- Kubusiu, na stole czekają na Ciebie brokuły!
- ... Niechcący nie wiedziałem, że nie chcę...


Śnieg

- Kubusiu, wyjrzyj na taras i zobacz, co tam się tak tłucze i tłucze.
- To śnieg tam się tak tłucze!
- Kubusiu! Zobacz, co się tam naprawdę tłucze!
- To ptaszki! Ptaszki się tłuczą!

Fajna rzecz

Kocham cię, mamo.
I wymyśliłem bardzo fajną rzecz, która cię ucieszy...
Już zawsze będę cię kochał!

niedziela, 15 stycznia 2012

Wieści złe i bardzo dobre

dzisiaj postanowiliśmy zrobić poprawkę wczorajszego nieudanego organizacyjnie dnia.
wybraliśmy się na poranek filmowy do Tamiki. o 10ej dotarliśmy. była Tamika i my:
dla Kuby indywidualny seans:
dla mnie książka:
 i moje ulubione schody:
Franio nam gotował:
a potem i on podziwiał schody:
a potem jego kaszel mnie wykończył...
i to jest ta zła wiadomość: po raz kolejny Franio ma taki potworny i gęsty katar, że z trudem daje sobie radę z oddychaniem. z nosa prawie nie leci, nie odkrztusza... tak trudno być bezsilnym... absolutnie nie jestem w tym dobra :-(

a na koniec coś  dobrego: to wyjście do Tamiki wzięło się z potrzeby świętowania! świętowaliśmy dobre (czyli negatywne) wyniki testów alergicznych Kubusia na gluten!!! ja nie dowierzam, ale nawet jak dowierzam, to okazuje się, że się przyzwyczaiłam i trzymam Kubę z dala od glutenu... zresztą skórę ma teraz gorszą i nie wiem, czy nie z powodu glutenu, który pozwalam mu podjadać od świąt.
tak czy owak, Kubuś ma dobre wszystkie wyniki badań krwi, w co już wierzę, choć nadal mnie to zdumiewa :-)  za to wyniki te znajdują odzwierciedlenie w formie Kubusia:  jest ożywiony, pogodny, z dobrą kondycją. jego widok - szczególnie dziś - to sama przyjemność!

sobota, 14 stycznia 2012

Nowy (poniekąd) sprzęt

moim zdaniem cudo :-) w ogóle niewywrotne. Franiowi na razie służy do nauki chodzenia.

W kawiarniach

tak, Franio ostatnio szaleje towarzysko.
razem ze swoim wirusem odwiedził Tamikę (więcej zdjęć na zaprzyjaźnionym blogu), a dziś kino, kawiarnię (Kredkafe, na zdjęciu) i restaurację (a właściwie bar restauracyjny).

porywająca relacja, co? no cóż, Franio ze swoim zatkanym nosem śpi na mnie (to teraz), co nie pozwala przyjąć zbyt wygodnej pozycji do pisana.
ale kiedyś mi się uda...

środa, 11 stycznia 2012

Goście

pourodzinowo odwiedzili nas goście. ci, którzy i tak mają tego samego wirusa :-))
to ostatnie możemy uznać za przytulanki :-))
ale kumple, co?

Zdjęcia Kuby

mnie się podobają
 

wtorek, 10 stycznia 2012

Pierwsze urodziny Frania

to wczoraj.
dzisiaj jest już dzieckiem, koniec z tym niemowlęctwem!!

w przeddzień odbyła się dekoracja ściany
potem dekoracja Jubilata
a kiedy został już udekorowany
wręczono mu prezent:
jeden mały skromny prezent.
bo wszystko inne już ma.

a w dzień właściwy były już tylko przytulanki.
no i takie to nasze świętowanie. najlepsze.
a życzenia?
żeby sięgał wyżej...