niedziela, 10 czerwca 2012

Wakacje - ciąg dalszy

tak, to były dłuuugie wakacje. mnie się wydawało, że to miesiąc :-)

z przyjemnością zacznę tam, gdzie skończyłam: latawiec
może faktycznie trochę mało go widać...
a tu pogoń za latawcem:
a tu z innego dnia. może Was zaskoczę, ale... latawiec!
 i wokół latawca:
 
 a tu już końcówka - zimny dzień
 
 i wspomniana już samodzielność (Kuba nie ma analogicznego zdjęcia, bo on znikał zupełnie):
 i także wspomniane lody. CODZIENNIE:
 a tu już ostatni nadmorski dzień
 
 nie martw się, Kaszkozaurze!! pomoc nadchodzi!!
 drzewo było prowokujące...
 wszystkich sprowokowało
 niektórych do robienia min
 a tu już ostanie zdjęcia znad morza :-(
to były piękne wakacje. cudowne...

piątek, 8 czerwca 2012

Byliśmy na wakacjach

pewna Jednostka kategorycznie domaga się zamieszczenia zdjęć. słusznie.
zatem proszę bardzo!
byliśmy na wakacjach. było wspaniale! nawet pogoda rewelacyjna! na 14 dni 12 słonecznych! w maju! warunki lokalowe... ech... cudo! nastrój dzieci - marzenie! ZDROWIE! wszystkim dopisywało zdrowie! ten aspekt wakacji wyglądał tak, jak lubię najbardziej - nie otworzyłam pudełka z lekami! co więcej - zaplanowałam to i nie zabrałam ze sobą nebulizatora. niczego nie potrzebowaliśmy. a przecież chłopcy wchodzili do morza. w maju! choć tego akurat nie mam na zdjęciach, bo do morza wchodzili pod eskortą.
no dobra, zacznijmy:

pierwszy raz w tym sezonie jedziemy nad morze:
i dojechaliśmy:
początki może były nieco chwiejne, ale jakie radosne!
 na plaży było dla nas sporo miejsca...
sprzyjało to samodzielności chłopców:
 
Kuba zyskał na odwadze - wspinał się nawet na ławki dla olbrzymów
 nie obędzie się bez kilku fotek z plaży:
 znikanie stóp pod piaskiem bardzo radowało Franka:
 mnie radowały wspólne zabawy:
a wszystkich zgodnie zadziwiały pewne morskie operacje:
a tu - wakacyjne śniadanie:
 a tu - mało widoczne wakacyjne przewalanki. mam tych zdjęć ze dwadzieścia, mało na nich widać, ale ja ich bardzo potrzebuję ku pamięci:
codziennie jedliśmy lody:
a w krótkich chwilach, kiedy byliśmy w domu, też się nie nudziliśmy:
Kuba na przykład - po mamusi fan motoryzacji - uczył swoich przyjaciół prowadzić samochód:
 a brata - prowadzić traktor z utrudnieniami
 albo sam się relaksował w przyrodzie:
 
 bardzo się usprawnił przez te dwa tygodnie, co mnie bardzo cieszy
 a na koniec jeszcze z plaży. jak się dało Frankowi 4, 5, 6, 7, 8 pojemników wypełnionych wodą, to można było poleżeć na plaży 8, 7, 6, 5, 4, 3 minuty :-) bo zwykle mój aktywny wypoczynek wyglądał tak: bieg do morza z dwoma wiaderkami, przekazanie wiaderek sztafecie, sztafeta wsypuje do jednego wiaderka dwie garści piachu, potem wszystko wylewa, z drugiego wylewa wodę natychmiast i mówi wymownie "y!", więc biegnę do morza z dwoma wiaderkami, przybiegam, sztafeta...
 to, co najbardziej lubiłam na plaży, to bańki i latawiec. tych pierwszych na zdjęciu nie mam, a szkoda! ponieważ ciągle wiało, bańki robiły się same, setkami. a ja mogłabym godzinami na nie patrzeć... a latawiec - proszę!
 co jeszcze lubiłam? sąsiadów. często byli ze swoim dzieckiem na placu zabaw przed domkami i odpowiadali na SETKI pytań mojego starszego dziecka, podczas gdy młodsze spało. uwielbiam mieć sąsiadów z dziećmi :-))

opowieść będzie kontynuowana, bo oczywiście najtrudniej jest wybrać ze zdjęć te kilkanaście... więc jeszcze coś dołożę :-)

proszę, Jednostko :-)