a jako że Kopciuszek otrzymał rekompensatę za swoje doznania, Kubuś także nie został jej pozbawiony i wieczorem...


a po balu relaks...




a po balu relaks...




a w domu - wspomnienie Tosiowego plecaczka. Kuba z plecaczkiem kompletnie mnie rozczula:
(chwilę wcześniej było zabawniej, bo zwisał mu z niego zahaczony jedną nogą tutu, który teraz leży obok na podłodze)

no i nosa w przypadku kataru nie będziemy już musieli takiemu dużemu chłopcu czyścić! zrobi to sam!
prawda była taka, że ani nie nadaliśmy w końcu Kuby na bagaż, ani nie lecieliśmy polskimi liniami, tylko tanimi węgierskimi, w których obostrzenia dotyczące wagi bagażu skłoniły mnie do pozostawienia aparatu w samochodzie... uff! wielką ulgę sprawiła mi myśl, że niczego nie będę fotografować, tylko będę sobie oglądać zupełnie live... i co?
na ośle
pośród króli
i polującego na pawia
naprawdę polującego!
sfotografowałam też coś, co wydaje mi się być sennym marzeniem Kuby...
trudno mi też było oprzeć się i nie sfotografować sielskiego widoku:
potrójnie sielskiego:
(to akurat była jedyna taka chwila podczas całego pobytu)
radosnego polowania (znów!) na bańki?
spontanicznej twórczości plastycznej?
arystokratycznego wizażu Tosi?
zaskakująco dobrej kooperacji?
czy też kompletnego nienasycenia mojego syna?
a może jego nagłego regresu na widok kojca młodszego kolegi?



wtedy Maks był do wyłącznej dyspozycji Kuby:
troskliwość i opiekuńczość Kuby bardzo mnie wzruszała:
a potem zaczął buszować w skarbach Tosi
Maks był zachwycony!
po powrocie z przedszkola uczucie jakby się nawet nasiliło:
następnego dnia nie było gorzej:
a tu? chcecie wiedzieć, co wywołało na twarzach małych obywateli takie miny?
nie, nie było to najnowsze osiągnięcie kalifornijskiej techniki... był to Miś Uszatek!


tak, to po prostu miejska biblioteka...
z okien biblioteki 5 lutego zobaczyliśmy... lądującego bociana! wiosna pełną gębą!!
i ok. 13:30 władowaliśmy się do samolotu:
bardzo nas ucieszyło, że Kuba w pociągu nie usnął, ponieważ podróż w tamtą stronę bardzo nam pasowała - kiedy tylko wsiedliśmy do samolotu, Kuba usnął i spał tak aż do lądowania. było bosko! tak więc Kuba o 13:30 wsiadł do samolotu i...
...siedział, wstawał, pił, śmiał się, zaczepiał ludzi, wyglądał przez okno, zapinał pasy, odpinał pasy... w każdym razie nie spał, nie płakał i zachował się jak rasowy podróżnik!