trochę zamilkłam z powodu łącza parapetowego, tzn. odłączonego znów internetu.
postaram się jednak krótko streścić, co się działo z Kubusiem przez ten czas.
otóż miniony tydzień upłynął (!) nam pod znakiem OBCHODÓW (B=D). co oznacza, że Kubusiowi rosną dolne piątki. co zdecydowało też o tym, że Kubuś nie był przez tydzień w przedszkolu. co z kolei zdeterminowało stan psychiczny mamy, ale o tym lepiej nie pisać...
zdjęć najczęstszej w tym tygodniu aktywności Kubusia na szczęście nie posiadam, ale ponieważ humor mu dopisywał, mam inne zdjęcia:
wyciągnięty z poddasza wózek okazał się wspaniałym wyzwaniem dla osłabionego (brakiem przedszkolnych wyzwań) organizmu:


Kubuś został pozbawiony nóg, za to zyskał dodatkową parę rąk:


na pomoc została wezwana Babcia:

Miś przechodził intensywne lekcje obchodowe:

Kubuś czasem jednak padał, wyczerpany:

a czasem walczył z oporną materią:


na przekór wszystkiemu, staraliśmy się prowadzić normalne życie...

a! Kubuś opanował w końcu trudną sztukę używania łyżeczki we właściwy sposób!


w nadziei, że opieka społeczna nie czyta tego bloga przyznam, że odniósł też pierwsze obrażenia w postaci ran ciętych:

no i kontynuował przysiadalność tu i tam:


to ostatnie "tam" to już dziś, w Czułym Barbarzyńcy, tuż po seansie kinowym.
ale szkoda, że nie mamy zdjęć z wczoraj. byliśmy bowiem w gościnie u: dwojga dużych ludzi, trojga mniejszych, czterech kotów, dwóch psów, dwóch rybek i... jaszczura! zdjęcia z tym ostatnim gdzieś mamy i jak Tata dośle z telefonu, to się pojawią.