sobota, 19 grudnia 2009

Pierwszy raz na sankach

no, na zdjęciu to już drugi, ale to ciągle nowość.
za pierwszym razem wiatr ze śniegiem zacinał w oczy, więc zanim dojechaliśmy do górki, Kubuś nie był zbyt szczęśliwy. ale jak już zaczęliśmy zjeżdżać... było bosko! ja co najmniej 15 lat na sankach nie jeździłam! nie powiem, żebym sobie przez te dwa dni odbiła ten czas, ale zapowiada się, że w ciągu kilku najbliższych lat nadrobię tamte :-)macie jakieś patenty, co zrobić, żeby się dziecko tak nie zsuwało non stop?

W czapce

Kubuś z dnia na dzień staje się coraz bardziej samodzielny. jak chce (to rzadko), potrafi się sam ubrać:no, przynajmniej częściowo...

za to całościowo wychodzi mu robienie porządków...

Sztućce

sztućce są ostatnio w cenie, chleb jest jedzony widelcem, a gruszka......łyżką...

Obiecany koń

a właściwie jego zdjęcia.
piękny, prawda?
oczywiście w domu stracił na atrakcyjności i Kuba nie jeździ na nim strasznie często, ale lubi go. można na nim doskonale robić hopa-hopa!oczywiście akrobatyczne figury są najatrakcyjniejsze

niedziela, 13 grudnia 2009

Kwestia smaku

tak, domyślam się, co pomyślicie, oglądając poniższe zdjęcia: zabawia się kosztem swojego dziecka, robi z niego pajaca, przebierańca!
cóż...
tak, zdarza mi się...
tym razem jednak w całości sam wybrał, ja tylko pomagałam ulokować poszczególne elementy stroju na właściwych miejscach...

Wizyta

mieliśmy dziś z Kubą ogromną przyjemność odwiedzić bardzo sympatyczne grono dzieciaków (i prawie-młodzieży).
co prawda na początku Kubuś troszkę się lenił i wylegiwałale jednak nie to było celem wizyty.
prawdziwym celem było twórcze wykorzystanie tej bezkształtnej masy:
tak więc twórcze istoty z entuzjazmem przystąpiły do dzieła (warto się oczywiście przyjrzeć, w którym dokładnie miejscu lokował owo dzieło Kuba...):
pracowite ręce działały samodzielnie oraz z pomocami technicznymi:
zaangażowanie tylko narastało wraz z upływem czasu:
a efekt w postaci wkładu do pieca wyglądał tak:
na finał wypieków się nie doczekaliśmy, jako że Kuba był już wcześniej umówiony z Morfeuszem, za to spotkała nas nie lada niespodzianka:
tak, tak! nieoczekiwanie dla wszystkich pojawił się tort!
(przyszła) jubilatka tak pięknie zdmuchnęła świeczki
a my bez jakiegokolwiek prezentu :-(
co więcej! to my wyszliśmy z prezentem! i to jakim! na pewno jeszcze się tu pojawi

Sporty zimowe i nie tylko

usłyszawszy najświeższe prognozy, Kubuś już przygotowuje się do uprawiania sportów zimowych:...oraz całorocznych
halowych
takich jak np. boks jednoosobowy:wózkiem jeżdżenie:czy też kominiarek przymierzanie:a także całorocznych outdoorowych:(samolotów podglądanie)

Posiłki

zauważyłam, że ostatnio najwięcej mam zdjęć Kubusia podczas posiłków. zaciekawiło mnie to. szybko jednak dotarło do mnie, że wynika to z tego, iż podczas posiłków Kubuś jest poniekąd uwięziony i nie może biec do aparatu, co ostatnio uwielbia. nie sposób mu wręcz zrobić zdjęcia w warunkach "wolności" :-(
niniejszy wpis będzie więc o posiłkach, a przede wszystkim o Kubusiu w trakcie posiłków.

posiłki Kubusia są urozmaicone (choć nie zawsze wyglądają tak ładnie jak ten):Kubuś już już sięgał po brokuły...
gdy zobaczył JAJO!
zasadził się nawet na nie z widelcem!
po posiłkach Kubuś spala kalorie i jest bardzo rozgrzany. zrozumiałe więc chyba, że potrzebuje się czasem ochłodzić:
nie jest Kubuś egoistą, więc do chłodzenia zaprasza też mamę:
- Mama!
- Słucham Cię, Kubusiu?
- Tu!
- Gdzie, Kubusiu?
- TU!!
tak, ja JESTEM szczupła...

wracając jednak do posiłków:
TE ręce są nieprzewidywalnie długie...

a tu już deser. nie wiem, czy pan Blikle V (VII ??) nie obraziłby się, widząc swój rogalik nadziewany różą na widelcu...

a to dla odmiany bułeczka w kawiarni (kawiarnia To lubię na Freta - gorąco polecam: moim zdaniem najlepsza kawa w mieście!):
do tej pory martwiłam się w kawiarniach (nie)istnieniem krzesełek do karmienia dla dzieci, ale wczoraj przestałam:

i znów w domu.
zabawy (z) widelcem:
jedzenie widelcem jest trudne, ale zabawy widelcem są szalenie wciągające, bo niosą ze sobą pewne ryzyko...