sobota, 23 sierpnia 2014

Dzień Pierwszy.

wylądowaliśmy na nowym lądzie.
jesteśmy tu u siebie.
tu jest lepiej.
nic nie robimy, a dużo się dzieje. to dokładnie odwrotnie niż tam.

dziś na przykład wyszliśmy dwa razy na krótko.

raz:



















5 minut od nas.
pamiętam, że kiedyś pojechałam do Budapesztu i tam zwiedzałam równie tajemnicze miejsca. nie trzeba. (choć jaskiń tu jeszcze nie widziałam)

i drugi raz:





3 minuty od nas.
tam zostaliśmy do zmroku. z żalem (ja). tzn. z żalem, że jednak trzeba by wrócić do domu. świetnie się bawiliśmy - nie wszystko dało się ująć na foto.

więc przyjeżdżajcie! Wy z dziećmi i Wy bez dzieci, z noclegiem i bez... nie, co ja gadam! bez noclegu, to jednak słabo :) nocleg się zawsze znajdzie, zwłaszcza, że jutro zamierzam umyć podłogę :)

jest nam tu dobrze. i wiem, że tak już będzie.

środa, 23 lipca 2014

Dziś.

mój ukochany synek ma dziś urodziny.

dialog z wczoraj przy myciu zębów (synek wziął szczoteczkę, rozglądał się za pastą, czytająca w myślach mama podała mu ją bez słowa):
- Kocham Cię, mamo!
- ... A za co mnie kochasz?
- ... Zawsze Cię kocham!
- ...

topię się.

wtorek, 22 lipca 2014

Dzień błota 2014

w Stu Pociechach, oczywiście!













za mało. mi.

Zakończenie roku przedszkolnego

takie umowne, skoro chłopcy nadal chodzą do przedszkola:


na początku było poprawnie:

potem doczekali się upomnienia:

a potem to już nuuuda:

 na koniec przyjemności:


Franek liczy

pisałam, że Franek liczy, prawda?
liczy wszystko. nadal.





 


Online

Franek, pokażę ci, jak w to grać:


i wszyscy szczęśliwi :)

Jeszcze z czerwcowych wakacji

oto wyjaśnienie zagadki, dlaczego nie kładłam się na plaży (dzięki czemu jestem równo opalona ;)). wystarczyło położyć się na chwilę.
wtedy na leżącej ofierze układał się niepostrzeżenie jeden osobnik

do osobnika przytulała się kolejna jednostka

na tę jednostkę napadał kolejny stwór

a na tym wszystkim zgrabnie uwalał się lukier...

niedziela, 6 lipca 2014

Jeszcze o wakacjach nad morzem

nie, to nie był koniec naszych wakacji. po prostu przybyło nam towarzystwo:
i o ile wcześniej popołudnia miałam wolne, o tyle później wypełnione były rozmowami. i nie było czasu na internet.
ale zdjęcia robiłam.



 

cudowne były te wspólne poranki

i wieczory

o środkach nie wspominając :)













całe szczęście, że z tą dodatkową dwójką przyjechała wspaniała animatorka, która ratowała sytuację, kiedy było to niezbędne :)

już bym mogła tam wracać. pod warunkiem, że znów byłby czerwiec...