czwartek, 6 maja 2010

Imieniny

Wy nie wiecie, a ja wiem...
ale to nic dziwnego, skoro Wam nie powiedziałam...
Kubuś ma dziś imieniny!
według jakichś niepisanych reguł powinien je mieć zdecydowanie kiedy indziej, ale z myślą o czasach szkolnych (fajnie jest przecież spotkać się z przyjaciółmi na imprezie imieninowej po maturze :-)) świętuje je właśnie 6 maja.
jak je świętuje? pozwólcie, że oszczędzę Wam szczegółów i powiem tylko, że choruje.
poniższe zdjęcia zdecydowanie nie oddają jego obecnego stanu - ani nie jest tak pogodny, ani tak okrągły, ani nie je pikantnie przyprawionego makaronu...

Jeszcze o majówce

no tak, czegoś mi brakowało w poprzednim wpisie. zapomniałam o jednej aktywności.
po tym, jak Kubuś spotkał się z wieloma dziećmi, pojechał spotkać się z wieloma końmi. n zdjęciu co prawda tylko jeden, ale było ich znacznie więcej.

wtorek, 4 maja 2010

Majowy weekend

choć pogoda dopisała średnio, udało nam się spędzić bardzo miły weekend majowy.

najpierw korzystaliśmy ze słońca lokalnie.
Kuba robił oppa-oppa! na swoim zwierzu:
w ogóle się nie przejmował stanem zdrowia rzeczonego.
zwierz też się nie przejmował i robił sprytne uniki dla zrzucenia z grzbietu najeźdźcy
trochę porządków ogrodowych:
i analiza składu wody w psiej misce
no i rekreacja:
a potem już spotkanie w nieco większym gronie: Kuba był zachwycony:
eksplorował, ile się dało:
a potem biernie wypoczywał:
do najciekawszych należały interakcje z rówieśnikiem - Romkiem:
część z nich polegała na współpracy, innych nie dokumentowałam :-)a tu poranek z ulubionym wujkiem Jasiem:
a to co? jakiś pojazd szynowy? w każdym razie szybkobieżny...
w zwolnionym tempie wyglądało to tak:
a czasem tak:
a co tak może przykuć uwagę trojga dzieci równocześnie??
oczywiście komputer! tu akurat z krecikiem:

a potem było już tylko gorzej. nie z interakcjami akurat (choć te też się skończyły), ale ze zdrowiem. i mierną pociechą było to, że Kuba dziś po raz pierwszy zrobił - pozwólcie mi to nazwać wprost - kupę do nocnika. miał w tej sprawie duże możliwości, bo dolegliwości są brzuszkowe. po raz kolejny zresztą.
piątki? wirus? zatrucie? pewnie się nie dowiemy, ale czekamy na zakończenie tej przygody.

piątek, 30 kwietnia 2010

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Aktywny weekend

przy tak pięknej pogodzie nie sposób było usiedzieć na miejscu, zatem weekend spędziliśmy aktywnie.

zaczęło się leczeniem...
na szczęście tylko misia!a Kubuś zupełnie przy okazji
potem były harce na placu zabaw:
Kubuś jest bardzo dumny ze swojego wchodzenia na zjeżdżalnię. tak, to TA mina :-)a na zjeżdżalni radzi sobie całkiem jak pan Wrona na sankach: przodem, bokiem, na brzuchu, na rzęsach...no i inne atrakcje:
ale czort z atrakcjami, jeśli pod ręką jest rower. jakikolwiek:
nawet upadki Kuby nie zniechęcają:
a to nieco później. nieostre, niewyraźne, bo pod światło lub przez szybę, ale coś tam pokazują:
a to już Bajkowanie:
a tu na lokalnym placu zabaw:
i pomoc mamie w ogrodzie
a tu dzisiejsze wyczyny:
ze starszym kolegą
i obserwacja mrówek: