(z wsteczną datą)
taaak, ten wrzask towarzyszy każdej mojej czynności.
gotuję.
ja ciem pacieć!!
odstawiam coś na półkę.
ja ciem pacieć!!
robię listę zakupów.
ja ciem pacieć!!
piorę.
ja ciem pacieć!!
sikam.
ja ciem pacieć!!
robię naleśniki.
ja ciem pacieć!! ja ciem tak! (tu sugestywny ruch obrotowy ręki. znaczy: chce mieszać)
dwuipółletni Franek ma nową fazę. raz, że mówi, dwa, że ciekawość go zżera. cie pacieć na wszystko, wszystko obejrzeć, ze wszystkim się zapoznać. więcej gada, więc może zapytać:
cio to jest?
można mu odpowiedzieć dowolnie, na przykład: płaszcz ziemski.
wtedy tonem dobrze poinformowanego znawcy odpowiada:
aha!
pyta też czasem, rozglądając się wszędzie:
mama, dzie? dzie? dzie, mama?
nie wiem, gdzie, synku.
dzie, mama? dzie?
ale CO gdzie, synku? czego szukasz?
nie miem...
często pojawia się, zaczerpnięte od Kuby:
co ja??
oznaczające dosłownie "co ja mogę?", kiedy Kuba się nudzi i zrzędzi.
koniecznie muszę wspomnieć o tym, że Franio ma poczucie humoru. przejawia się ono w żartach, kiedy na przykład zapytany: Franio, mama Cię kocha? odpowiada z tą swoją filuterną miną: nie! lub zapytany: hej, czy Ty jesteś Franek? odpowiada: nie, ja Ała! albo też mówi do Kuby: mamo! (wiem, wiem jak to brzmi...)
przy okazji nowo nabytych umiejętności werbalnych, można się dowiedzieć, że Franek posiada jakie takie pojęcie o czasie. w jego słowniku bardzo szybko pojawiły się takie słowa jak "teraz" (nie ciem tejaź! lub: tak! tejaź ciem!!), "potem" (nie potem! tejaź!), a na końcu "wczoraj" (ja tu wciojaj), to ostanie oznaczające oczywiście dowolną przeszłość.
Franek stara się teraz powiedzieć właściwie wszystko, przez co tydzień temu zaistniała nowa sytuacja: nie zrozumiałam go. do tej pory ja i Kuba rozumieliśmy Frania właściwie zawsze (mimo że mama-mo oznaczało zarówno truskawkę, dżem, jak i malowanie), tym razem musiałam poprosić Starszego Brata o tłumaczenie. od tej pory sytuacja ta powtarza się nagminnie, z tą różnicą, że teraz i Brat nie nadąża za dynamicznym rozwojem mowy...
a propos Brata: w połowie już przestał być Ałą, staje się Pubą :)
różne trudne słowa Franek wypowiada, kładąc duży nacisk na samogłoski, dzieląc słowa na sylaby, na przykład bu-a, skoro "bułka" jest jeszcze niewymawialne.
nie wiadomo, kiedy nadejdzie ten dzień, w którym ostatni raz usłyszę cmoknięcie oznaczające "mleko" i już zawsze będę słyszeć adekwatne słowo... przeżywam swoistą żałobę po tych wszystkich odchodzących rzeczach, które będę mogła jedynie wspominać... jedynym pocieszeniem po nich są te wszystkie pierwsze razy :)
jeśli aspiruję do przedstawienia pełnego obrazu Franka, nie mogę tu nie wspomnieć o jego przejściu na ciemną stronę mocy :) wiadomo, że ja to ja i już zawsze będę jego ukochaną mamusią, niezbędną w pewnych momentach, ale tymczasem Franek zyskał nowe autorytety. Tata i Dziadzia - to są osoby, z którymi się liczy (choć kolejności/ważności nie jestem wcale taka pewna...).
a ja? no cóż, siedzę sobie i zastanawiam się, jak to jest, że - pozornie jak co sezon - siedzę sobie, wyszukując co piękniejsze czereśnie, tyle że tym razem nie zostawiam ich sobie na koniec, tylko przekazuję do malutkiej rączki, która z kolei wtyka je do malutkiej buzi, nie po to bynajmniej, żeby je zjeść, tylko żeby je WYSSAĆ, a później wypluć... podobnie wybieram najdelikatniejsze ziarna bobu i przekazuję je do tej samej ręki/paszczy (te na szczęście są pożerane równie łapczywie jak przez mamusię...). co też mną kieruje?? biologia? niech będzie! biologia - siła, której nie można się oprzeć...
skoro już przy opieraniu się jestem. minom Franka też nie można się oprzeć. naprawdę. po prostu nie można. robiłam testy, ale nie wyszło. ten hultaj może zrobić, co chce, narozrabiać, nałobuzować, a na końcu i tak dostaje uśmiech. a, nie! przepraszam! jest jedna osoba, która skutecznie się opiera. Ała zwany też Pubą jest tak skutecznie dręczony przez tego małego potwora, że miny go nie rozbrajają...
wtorek, 9 lipca 2013
poniedziałek, 1 lipca 2013
niedziela, 30 czerwca 2013
sobota, 29 czerwca 2013
Międzynarodowy Dzień Błota
to dziś!
świętowaliśmy z Przyjaciółmi i Fundacją Sto Pociech
już teraz wpisujcie datę w przyszłoroczne kalendarze, żebyście mogli inicjować obchody w Waszych miastach :) zabawa jest przednia! nie wiem, czy rodzice czy dzieci bawiły się lepiej, ale nie było chyba nikogo, kto bawił się źle. mnie pomysł zachwycił.
świętowaliśmy z Przyjaciółmi i Fundacją Sto Pociech
już teraz wpisujcie datę w przyszłoroczne kalendarze, żebyście mogli inicjować obchody w Waszych miastach :) zabawa jest przednia! nie wiem, czy rodzice czy dzieci bawiły się lepiej, ale nie było chyba nikogo, kto bawił się źle. mnie pomysł zachwycił.
W zoo
kiedyś byliśmy w zoo.
a w zoo, jak to w zoo - wiadomo - samochody itepe:
no dobra, jakieś zwierzęta też tam były
ale najlepsze były te, których można było dosiąść
hipcia w wodzie nadal nie widzieliśmy :((
no dobra, jakieś zwierzęta też tam były
ale najlepsze były te, których można było dosiąść
hipcia w wodzie nadal nie widzieliśmy :((
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Majówka
po zupełnie innej drodze pojechaliśmy na tradycyjną czerwcową majówkę przez...
przez miejsce, które mnie otumaniło sensorycznie. nie wiedziałam, gdzie góra, gdzie dół, czy daleko to czy blisko ani czy w ogóle widzę to, co widzę. nie wiem, czym było to spowodowane, ale nie wyobrażam sobie być tam w tłumie kibiców. brr!
a na majówce Kuba przepadł na 3 godziny w pokoju wypełnionym klockami lego i tym podobnymi rozrywkami
zaś Franek...
... jak to Franek. bziki :)
potem chłopcy zintegrowali się z pozostałymi dziećmi:
bardzo się zintegrowali. co mnie, oczywiście, bardzo cieszy.
lubię tę ich ostrożność. nie są wycofani, ale nie lecą na oślep. potrzebują trochę czasu, żeby się oswoić, ale potem są świetnymi partnerami do zabawy. staram się, żeby przebywali w takim środowisku, które to szanuje. na razie nie ma z tym kłopotu. (bo otaczam się fajnymi ludźmi)
przez miejsce, które mnie otumaniło sensorycznie. nie wiedziałam, gdzie góra, gdzie dół, czy daleko to czy blisko ani czy w ogóle widzę to, co widzę. nie wiem, czym było to spowodowane, ale nie wyobrażam sobie być tam w tłumie kibiców. brr!
a na majówce Kuba przepadł na 3 godziny w pokoju wypełnionym klockami lego i tym podobnymi rozrywkami
zaś Franek...
... jak to Franek. bziki :)
potem chłopcy zintegrowali się z pozostałymi dziećmi:
bardzo się zintegrowali. co mnie, oczywiście, bardzo cieszy.
lubię tę ich ostrożność. nie są wycofani, ale nie lecą na oślep. potrzebują trochę czasu, żeby się oswoić, ale potem są świetnymi partnerami do zabawy. staram się, żeby przebywali w takim środowisku, które to szanuje. na razie nie ma z tym kłopotu. (bo otaczam się fajnymi ludźmi)
Piknik
po drodze odbył się przedszkolny piknik z okazji dnia matki, dziecka i ojca.
zdjęcia nie oddają tego, co widziały moje oczy... może kiedyś uda mi się wrzucić tu filmik
pytanie za 100 punktów: kim byli ci chłopcy?? odpowiedź: robaczkami!!
a kim jest ten chłopiec na zdjęciu poniżej?
a jakąż to dyscyplinę uprawia tu mój starszy syn? (który - jak można zauważyć - przestał już być robaczkiem)
zdjęcia nie oddają tego, co widziały moje oczy... może kiedyś uda mi się wrzucić tu filmik
pytanie za 100 punktów: kim byli ci chłopcy?? odpowiedź: robaczkami!!
a kim jest ten chłopiec na zdjęciu poniżej?
a jakąż to dyscyplinę uprawia tu mój starszy syn? (który - jak można zauważyć - przestał już być robaczkiem)
jedno jest pewne: facet ma talent!
to, co mnie urzekło w tym spektaklu to to, że dzieci nie były przebrane. nie mam na myśli kostiumów - te mogłyby mieć. mam na myśli brak zbędnej formy - krawaty, garnitur i te sprawy. Kuba na ten przykład ubrał się właśnie tak, jak widać. sam szyk.
niedziela, 23 czerwca 2013
Po wakacjach
no tak. od naszego powrotu z wakacji minęły 4 tygodnie. szybko przeleciały. jakoś tak zaraz po powrocie zaczęła się seria mniejszych i większych katastrof, która - miejmy nadzieję - już się skończyła, a pozostała po niej tylko moja obniżona odporność, a także brak zdjęć z tego roku. w tym z wakacji.
coś w tym jest.
x sygnałów o przemijalności, o tym, że chwili nie da się zatrzymać. pal licho zdjęcia. my tam po prostu BYLIŚMY. i zdecydowanie dalej che mi się BYĆ tu i tam. nawet ta angina jest po coś. na pewno.
a na jednej karcie znalazło się troszkę niezgranych zdjęć z jednego wyjścia nad morze. uczestniczyło w nim 3/6 dzieci i 1/5 dorosłych z naszej kolonii. oto unikatowy fotozapis:
po tym wyjściu widoczna na zdjęciach dziewczynka wyraziła głośno coś na kształt pragnienia bycia adoptowaną. bardzo mi to schlebia :) ona i jej brat mieszkają stanowczo za daleko od nas :( błogosławię zatem nasze członkostwo w EU...
tak czy owak mamy szczęście.
ciągle.
coś w tym jest.
x sygnałów o przemijalności, o tym, że chwili nie da się zatrzymać. pal licho zdjęcia. my tam po prostu BYLIŚMY. i zdecydowanie dalej che mi się BYĆ tu i tam. nawet ta angina jest po coś. na pewno.
a na jednej karcie znalazło się troszkę niezgranych zdjęć z jednego wyjścia nad morze. uczestniczyło w nim 3/6 dzieci i 1/5 dorosłych z naszej kolonii. oto unikatowy fotozapis:
po tym wyjściu widoczna na zdjęciach dziewczynka wyraziła głośno coś na kształt pragnienia bycia adoptowaną. bardzo mi to schlebia :) ona i jej brat mieszkają stanowczo za daleko od nas :( błogosławię zatem nasze członkostwo w EU...
tak czy owak mamy szczęście.
ciągle.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























































