poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Gorce

kiedy wracaliśmy z Tatr, troszkę martwiliśmy się o to, jak nasze organizmy zniosą różnicę poziomów, dlatego postanowiliśmy zatrzymać się w obozie adaptacyjnym w Gorcach. na miejsce noclegu wybraliśmy pensjonat Akiko
nasz wybór podyktowany był tyleż pięknymi widokami z oknaco jedzeniem Dalekiego Wschodudo rozrywek należały spacery bliższe i dalsze
obowiązkowa lektura Kubusia Puchatkazajęcia z podstaw obsługi maszyny do pisaniaoraz przejażdżki samochodem terenowymwłaśnie w Gorcach Kubuś zjadł swoją pierwszą krewetkę (nie zdążyłam zrobić jej pamiątkowego zdjęcia) oraz skonsumował miskę japońskiego makaronu przy użyciu pałeczek
a wieczorem...
Kubuś aż się za głowę złapał, kiedy zobaczył wybór win
i wybrał to, które mamie spodobało się najbardziej!
nie wiem, jak to się stało, że nie mam zdjęcia sushi, które było elementem kolacji, ale mogę tylko zapewnić, że było pyszne, a porcja była zacna!
bardzo było miłe to kulturowe połączenie

Tosia? Tonia? Antonina!

dziś uznaliśmy, że czas najwyższy odwiedzić Tosię. zanim skończy tydzień... TYDZIEŃ! w ten sposób zrealizowałam swoje marzenie, żeby wziąć na ręce takiego jak najmniejszego maluszka i porównać z Kubą. i co się okazało? ano największym zaskoczeniem było to, że Tosia nic nie waży! miałam wrażenie, że wzięłam obraz, a waga została na rękach mamy :-)
Tosia jest malutka! ma-lut-ka! mam nadzieję, że zostanę dobrze zrozumiana, ale było dla mnie aż dziwne, że jest człowiekiem. wygląda i waży tyle, co profesjonalna zabawka, sama się rusza, a więc może jakieś zwierzątko, ale że urośnie, zacznie samodzielnie myśleć, chodzić, działać... NIESAMOWITE!
Kuba zainteresował się umiarkowanie. zaoferował czerwony samochodzik, ale w obliczu braku reakcji stracił zainteresowanie :-)
bardziej zainteresował go Piotrek i jego zabawki
a Piotrka głównie zabawki :-)

ps. w trakcie wizyty okazało się, że chyba jednak byliśmy u Toni. tak czy owak podobało nam się niezmiernie i zamierzamy wkrótce wrócić!

czwartek, 13 sierpnia 2009

W Poznaniu

jak tylko Kubuś wyzdrowiał, wybraliśmy się na 4 dni do Poznania, żeby odczarować poprzedni wyjazd (rotawirus). i... udało się! spędziliśmy bardzo miłe, pogodne i spokojne 4 dni wakacji w pięknych okolicach.
to akurat jest okolica podpoznańska:
ach, zapomniałabym dodać! wzięliśmy ze sobą Babcię! to sprawiło, że 3 noce spaliśmy bez Kubusia! tzn. Kubuś spał w sąsiednim pokoju. dla nas to rewolucja! nie zrobiło mu to niestety lepiej w kwestii snu, choć takie były początkowe przypuszczenia.
a skoro o kwestii snu mowa: Kubuś pozwolił nam dojechać z Warszawy do Poznania jednym ciągiem. w obie strony obudził się na pierwsze nocne karmienie 3 minuty przed osiągnięciem celu.
tu widać promil jego ekspolatorskiego zacięcia
karmienie kaczek na Malcie
plac zabaw też na Malcie
i na tejże samej Malcie lekka histeria
a tu już inny plac zabaw z Babcią:
obowiązkowa zjeżdżalnia
ciut za duża huśtawka
chwila zadumy
i na karuzelę!
a tu jedziemy kolejką wąskotorową do zoo. poznańskie zoo jest kilkakrotnie większe od warszawskiego - wizyta w nim przypomina spacer w naturze - nie widać klatek, niedźwiedzie polarne (których tam de facto nie ma :-)) nie gapią się z wybiegu na foki, ptactwo wodne pływa sobie po naturalnych zbiornikach, makaki ostrzą zęby, łypiąc na zwiedzających ciekawskim okiem z prawdziwych drzew, nie z jakichś wepchniętych do klatki gałęzi etc. niektórzy pewnie za minus będą skłonni uznać to, że można z trudem dostrzec śpiące w oddali tygrysy lub że słoń skrył się właśnie w odległym cieniu, ale my nie nie należymy do tej kategorii zwiedzających.

pośród różnych mieszkających w zoo dziwadeł Kubuś budził największą sensację swoim nosidłem. oglądali się zarówno dorośli, jak i dzieci.
w zoo Kubuś zrozumiał, co to znaczy leżeć pokotem...
tu Tata z uporem twierdził, że to oślice, nie osły. ciekawe...
ten koń zaskoczył Kubusia
a te zwierzaki po raz n-ty rozbawiły mamę
i wracamy

ostatni dzień naszej wizyty był nieco deszczowy, zatem udaliśmy się na plac zabaw pod dachem, gdzie Kubuś po raz pierwszy znalazł się z basenie z piłkami. był zaskoczony...
a to z Ciocią na tygrysie.
Cioci - jubilatce życzymy dużo szczęścia!


teraz powinien nastąpić osobny wpis, bo tu się ujawnia osobna kategoria.
kiedyś myślałam, że to, że dziewczynki lubią lale, a chłopcy samochody, jest efektem socjalizacji. nie wiem jak jest z lalami, ale pamiętam, jak jeszcze niedawno czytając blog Julka myślałam sobie, że nie nauczyłam Kubusia robić "wrrrr" jak samochód i fascynować się tym, że nadjeżdża jakiś pojazd. pomyślałam nawet, że kształtowaniu jego zainteresowań motoryzacyjnych nie sprzyja to, że mieszkamy przy zamkniętej, cichej uliczce. no i...
Kubę już jakiś czas temu ogarnęło brum-brumowe szaleństwo.
dowodem niech będą poniższe zdjęcia:
a na krzesełku nie można? jasne, że można!
dobrze, że nie natknęliśmy się na żaden kabriolet, bo nie wytłumaczylibyśmy Kubie, że nie można wsiąść. przed wsiadaniem do co ciekawszych samochodów skutecznie chroniła nas szyba...

środa, 12 sierpnia 2009

Informatyczne lenistwo

post pisany jedna reka, wiec tym razem bedzie bez polskich znakow.

tak, lenie sie troche informatycznie, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, ze sa przeciez wakacje. kazdemu sie nalezy!

dzis troche zaleglych zdjec z dawien dawna (czyli sprzed dwoch tygodni).

najpierw byla rowerowa wycieczka do stadniny (spacer raczej), skad - paradoksalnie - nie mamy zdjec z konmi. za to mamy z konikami (a wlasciwie z kura...)
potem byla wspaniala sobota, kiedy to Tata zdecydowal sie zrobic pierogi!
az zal, ze ukrywal ten talent latami...
były pyszne!a zaraz potem zasłużony odpoczynek przy zdobyczach techniki...
a to fascynacja najwiekszym w domu pudełkiem
a potem już była niedziela, kiedy Kuba zaczal chorowac :-(
miało byc milo i wakacyjnie, mielismy jechac na plaze, ale cos bylo nie tak. no i okazalo sie, ze to ta wstretna trzydniowka. najdziwniejsze w tym chorowaniu bylo to, ze nie towarzyszylo mu pojawienie sie kolejnego zeba. czworka spuchla, Kubus masowal ja zawziecie, ale na tym sie skoczylo. to pierwsza "samoistna" choroba Kubusia. choc tak naprawde mysle, ze miala zwiazek z zabkowaniem, no ale namacalnego dowodu nie ma.
nietypowe rowniez bylo to, ze Kuba wymiotowal, ale ponoc dzieci czasem reaguja tak na goraczke. na szczescie zaakceptowal leki:
spozywal chetnie, nawet bez asystya to juz zdrowiejacy Kubus i jego ukochany miś
Kuba przytula misia, caluje i naklania otoczenie do tego samego. oczywiscie jest wtedy szczegolnie slodki...

wtorek, 4 sierpnia 2009

Dzień trzeci z trzech

Kuba znów chory. tym razem podejrzenie pada na trzydniówkę. dziś jest jej dzień trzeci, co dobrze rokuje rozpoznaniu, które może być postawione już pojutrze... nietypowe w przebiegu tej choroby u Kubusia są dzisiejsze wymioty, ale może tak reagować na wysoką na temperaturę. no, zobaczymy. na mnie trzydniówka Kubusia wpływ taki, że już nic mi się nie chce i tylko bym spała. (dodam może tylko, że ostatnio tak samo wpływa na mnie ząbkowanie Kubusia...)