poniedziałek, 11 stycznia 2010

Zima

zima stał się tak malownicza, że nie miałam serca zawieźć Kuby do przedszkola.. po prostu zostaliśmy na porannym spacerze.

najpierw były sanki, czyli zzziu! zzziu! tym razem do zzzziu! dołączyło strwożone bam! czyli pokłosie weekendu spędzonego z Tatą :-)

a potem już same przyjemności:
spacer solo
spotkanie z ulbionym pieskiem:
podejrzany u Julka pomysł wykorzystania sań:
dochodzenie w tym zakresie do wprawy, czyli sprawne operowanie saniami na zakrętach:
no i zimowe obowiązki:
a na koniec chwila relaksu, czyli spacer z psem:
nie zawsze posłusznym...
oby takich pięknych dni było w tym roku jak najwięcej! choćby śnieżnych...

czwartek, 7 stycznia 2010

Sztuka

na początku myślałam, że to będzie kotek...ale to chyba miał być bardzozarośniętyinierównoogolony kotek...
taaak... sztuka wymaga poświęceń...

Przyroda

dzisiejszy dzień upływał nam pod znakiem kontaktu z przyrodą.
od samego rana na świeżo zainstalowanym przez Tatę kanale National Geographic oglądaliśmy niezwykłe życie ptaków.
z dokumentu niezbicie wynikało, że sójka nie dosyć, że nie może się wybrać za morze, to jeszcze sama nie zeżre, a drugiemu nie da. oraz że na słoninę połaszczy się nawet kawka. oraz że wróble są niekumate. bo to że sikorki są zgrabne i sprawne, to już dawno wiedzieliśmy.potem odbyliśmy spacer z wózkiem*, który to wyczyn należało nie tyle sfotografować, co sfilmować... po silnych opadach śniegu w województwie mazowieckim absolutnie nie było mi po tym spacerze zimno...

wieczorem więc zaproponowałam Kubie sanki, za którymi - jak większość jego rówieśników - nie przepada. ku mojemu zdziwieniu entuzjastycznie się zgodził: mama ziuuuu! tak, tak, drodzy Czytelnicy, tak właśnie moje dziecko wspomina moje mistrzowskie szaleństwa na stoku! nie wierzycie?no, ale że w mazowieckim nie ma zbyt wielu nierówności, zaprzęgliśmy psa:
który zresztą długo nie pociągnął...
spacer należał do szalenie udanych. Kuba zaciekawiony dziećmi zjeżdżającymi z górki, dał się namówić na taki wyczyn i zrobiliśmy ziuuuu! ale tylko raz. drugi raz nie chciał, czego zresztą nie bardzo rozumiem. przyjmuję po prostu, że dzieci w tym wieku tak mają.

*tu należą się podziękowania pani K. G. za nieświadomą inspirację :-))

Bywa

to nie jest akurat dokumentacja z dzisiejszego dnia, ale postanowiłam uczciwie przyznać,że bywają i takie chwile:tak wyglądał siłą wyciągnięty z samochodu, z którego nie chciał wyjść, ale w którym przebywać też nie chciał. nie chciał się rozebrać, czapkę ściągnęłam mu siłą. zdejmiemy kurteczkę? nieeee!!
pół zdjęłam mu siłą, dalszego ciągu na szczęście nie pamiętam.
to są chwile. wieczór był już znacznie lepszy:

wtorek, 5 stycznia 2010

Laluś

dawno dawno temu nauczyłam Kubę mówić Tatuś.
wychodziło mu to pięknie!
w rewanżu Tatuś nauczył Kubę mówić Kubuś.
i to też brzmi pięknie.
podczas świąt Kubuś sam z siebie nauczył się mówić Dziadziuś.
i niedługo potem Mamuś.
i jestem ugotowana... bo jak wołał Mamo, to można było jeszcze nie lecieć na każde żądanie... ale jak woła Mamuś??... no, jak nie odpowiedzieć???!!

a jak już ze świąt wróciliśmy, to pojawił się Laluś. i Kuba już nie bawi się lalą. bawi się (z) Lalusiem :-))

i teraz drżę... bo kiedy taki słodki dzieciaczek w miejscu publicznym mówi: Mama! cycy! to jest to poniekąd rozkoszne. a przynajmniej może takie być dla niektórych. ale jak się zacznie: Mama! cycuś! to ja się chyba pod ziemię zapadnę... bo wiadomo: cycy mówi, bo to prosto dla takiego malucha, a cycuś - bo tak się pewnie w domu mówi...
cycuś... też mi coś...
:-)

Kubuś

jeszcze kiedyś zrobię film, na którym Kubuś będzie prezentował swoje możliwości oratorskie, a tymczasem taka troszkę wydłużona autoprezentacja:

Wielkie poszukiwania

dziś Kuba bardziej niż zwykle zatęsknił za Tatą. był przekonany, że Tata jest gdzieś w pobliżu. postanowił go zatem poszukać:

niedziela, 3 stycznia 2010

Za jednym zamachem

zaraz po przerwie świątecznej, podczas której pozwoliłam sobie z radością na internetowe wakacje, pokażę Wam pokrótce, co w te święta robił Kubuś.

WIGILIA

podczas pierwszych świąt, podczas których był tak świadomy i tak mobilny, do prezentów podszedł nad wyraz nieśmiało:zupełnie nie mógł uwierzyć, że wszystkie są dla niego i nie wiedział, co z nimi zrobić:
zupełnie inaczej było przy wigilijnym stole - od razu zaprosił lalę do dodatkowego nakrycia i zaczął świętować:
brakowało tylko pasterzy - król i dzieciątko byli obecni:
król (czy też królewicz może raczej) był oczywiście w centrum zainteresowania:
po początkowej nieufności w stosunku do opłatka, stał się jego fanem
a tu chwila wytchnienia od świątecznego obżarstwa:

I DZIEŃ ŚWIĄT

no, dzień to może za dużo powiedziane... do dnia było jakoś zaskakująco daleko... to po piątej było... ciemności kompletne. ale czemu by nie pobawić się nowymi zabawkami??

II DZIEŃ ŚWIĄT

Dziadek starał się zapewnić Kubie udział we wszystkich rozrywkach, jakie miał w zasięgu ręki. i tak Kuba po raz pierwszy znalazł się na koniu!

I PO ŚWIĘTACH

tuż przed naszym wyjazdem w góry, Dziadkowie - zmartwieni, że może Kubusiowi bardziej spodoba się w górach niż u Nich - kontynuowali zapewnianie Kubusiowi wszelakich rozrywek:
i tak Kuba po raz pierwszy znalazł się na trawiastych saniach...

NIECO PÓŹNIEJ PO ŚWIĘTACH, WŁAŚCIWIE TO JUŻ PRZED SYLWESTREM

taaak... było się czego obawiać.... stoki pokryte puchem aż po horyzont :-))
Kubuś włożył zatem swoje siedmiomilowe buty, aby szybciej się na rzeczonym horyzoncie znaleźć:a gdy już się tam dostał, mógł przymierzyć się do uprawiania nowej dyscypliny:
szybko jednak uznał, że to mało stabilne podłoże to nie jest to, co Kubusie lubią najbardziej i zainteresował się czymś, co dawało mu zdecydowanie większe poczucie kontroli nad tempem (i kierunkiem!) przemieszczania się:

SYLWESTER

w sylwestra Kubuś od rana zastanawiał się, co może zrobić, żeby zwrócić na siebie jak najwięcej uwagi na balu:
potem tylko dłuuuga toaleta:
i...
do Dziadka na sanki!
okazały się jednak bezkonkurencyjne!
a na sam bal Kubuś zdecydował się na awangardowe przebranie:
Babcia go zupełnie nie poznała!

NOWY ROK

Kubuś powitał Nowy Rok w pełnej przytomności umysłu, oglądając fajerwerki, bawiąc się ze swoim starszym kuzynostwem i Babcią.
poniższe zdjęcie zostało przeze mnie zrobione o 1:20, kiedy to już zdecydowanie padałam z nóg i szukałam wszelakich sposobów (kasza w butelce), aby skłonić do tego również Kubę:
jakoś ok. 2:00 udało się...

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!