poniedziałek, 12 lipca 2010

Aktywne wakacje - c. d.

korzystając z bardzo dobrej okazji, udaliśmy się w rejony, gdzie przyroda znacząco odbiega od widoków znanych nam z codziennego obcowania.a gdzie to tak pięknie?
w Tykocinie:w którym widok z okna jednego dnia mieliśmy taki:
a drugiego taki:jednak w istocie to nie łabędzie, a bociany zdecydowanie zdominowały pejzaż.
ich gniazda były dosłownie wszędzie:choć zdecydowanie największe ich skupisko w okolicy to Europejska Wioska Bociana Pentowo:
z jednego miejsca widać tam nawet 9 (zamieszkanych!) gniazd!
w Pentowie są też konieżyjące z bocianami w pełnej zgodzie:no i co na to wszystko Kuba?
jego mina zdawał się mówić: "nuuuuda"
jak widać, raczej nie podnosił wzroku za wysoko...
tylko piasek (duzio piasku) wydawało się go jako tako zadowalać
ewentualnie kamienie
ewentualnie łódka na wodzie (rzęsie raczej)
oraz jaja
ja nie bardzo chciałam uwierzyć, że są to jaja bocianie. ale są!

a po tych nudnych przyrodniczych obowiązkach...
na szczęście w Pentowie trwała jakaś budowa. inaczej cały wyjazd poszedłby na marne :-))
a jeden z pracowników przemieszczał się skuterem.
co tam bociany...
w samym Tykocinie też coś się dla Kubusia znalazło:
wyjazd zaliczamy do udanych!

środa, 7 lipca 2010

Wakacyjna wizyta 3: Muzycznie

uznałam, że nie bierze się drewna do lasu i pojechałam bez aparatu.
fotorelacja zatem tu

poniedziałek, 5 lipca 2010

Bardzo aktywne wakacje

dziś postanowiliśmy uczcić święto Warszawy. oczywiście z "ę".
najpierw jednak pojechaliśmy na kawę na dobry popołudnia początek.
co tam jednak kawa w obliczu bobku, który Kuba zabrał sobie z domu na wynos! no i sombrera, które idealnie pasowało na Kubusiową głowę...a potem już na podwórko przy Mokotowskiej. zaczęło się od sesji zdjęciowej. Kuba był rozchwytywany!
na szczęście znalazł sobie swoje miejsce. tajemniczy ogród
zaprosił do niego zaufaną osobę:
razem wyglądali pięknie!
a Gucio? Gucio też tam był. ale ostatnio często widać, że to inny przedział wiekowy...
młodzi czasem bawili się razem lub blisko siebie
Kuba bardzo zgłodniał (po bobku i hektolitrze krupniku zjedzonego godzinę wcześniej) i pochłaniał potrawy, których normalnie nie tyka
a dopiero na koniec zabrał się do zabawy
całość wyglądała tak:
a szczegóły tak:
zaś finał tak:
polecam raz jeszcze wszelakie inicjatywy "ę"!
fotorelacje z kolejnych już wkrótce!

niedziela, 4 lipca 2010

Marsz na trawę!

tak, tak, marsz!
to bardzo zacna inicjatywa towarzystwa inicjatyw twórczych "ę". niewymagająca akcja. od uczestników w każdym razie. wystarczy być na trawie i robić tam różne rzeczy. jakie? to możecie sobie poczytać (i obejrzeć) tu.
no, tu też:a Kuba? Kuba też się zaangażował. po swojemu. adekwatnie:a jak już się obudził, to...
dalej się angażował!
odbył bardzo dosłowny marsz na trawę :-)
potem się nieco rozruszał:
i próbował rozruszać Tatę
a potem?
potem przenieśliśmy się na inną trawę. równie sympatyczną, tylko z większą ilością jedzenia
kolejny marsz na trawę już za tydzień!
polecamy!

Jazz na Starówce

konsekwentnie staram się uczynić z Kuby melomana :-)
właściwie mi się to udaje, wnioskując z wykonywanych przez niego utworów wokalnych, które kiedyś postaram się zarejestrować i zaprezentować szerszej publiczności.
tym razem jednak ciekawsze było co innego:muzykom trudno było zrobić zdjęcia, ale na Kubusiowi udało się ich dojrzeć poprzez tłum i duże wrażenie zrobiła na nim perkusja. na Tacie zaś duże wrażenie zrobiło owo wrażenie Kubusia. konkretnie na twarzy Taty, która służyła jako pole ćwiczebne do wystukiwania rytmu.

Wizyta wakacyjna 2

tym razem u Bardzo Ważnej Osoby w Ważnej Sprawie.
to imieniny Babci, oczywiście!
była okazja, żeby ładnie razem powyglądaćDziadek też się załapał :-)

Trening

gapa mama! - jakby zapewne powiedział pewien mały ktoś, gdyby się zorientował. w czym? ano w tym, że zapomniałam napisać, że od jakiegoś tygodnia prowadzimy trening czystości. z umiarkowanym zaangażowaniem, z umiarkowana konsekwencją i z umiarkowanym efektem :-)
uciekamy się przy tym do różnych chwytów:najbardziej wyrazisty efekt jest taki, że poranne... coś... no, coś większego :-) przeniosło się na bliżej niesprecyzowane godziny popołudniowe i trafia jednak do pieluszki. Kuba ma swoje sposoby, żeby bronić swoich przyzwyczajeń :-)

a dla "młodszych" mam sugestia: jeśli Wam kiedyś przyjdzie do głowy wspaniały plan odzwyczajania Waszego dziecka od pieluch na wyjeździe, stanowczo odradzam! podręczna pralka i własna ścierka jednak znacząco ułatwiają ten proces! ja miałam taki ambitny wakacyjny plan, ale bardzo szybko z niego zrezygnowałam...