- Mamo, tam, za tą zasłoną, zaczyna się bal przebierańców!
tak naprawdę bal dopiero za 2 tygodnie. nie wiem, jak on to wytrzyma...
na razie przeniosłam lustro w takie miejsce, żeby mógł podziwiać. go. spidermana.
przez chwilę naprawdę miałam wrażenie, że jest ich dwóch :-)
za strój dziękujemy!! duuuużo radości :-)
środa, 16 listopada 2011
Teksty - c.d.
- Kubusiu, było dzisiaj przedstawienie w klubiku?
- Było!
- A jakie to było przedstawienie?
- Królewna Śnieżka.
- Taaak?? A ja myślałam, że to miał być Kopciuszek...
- Aaa... Pomyliło mi się! Myślałem, że to była Królewna Fiona!
- Było!
- A jakie to było przedstawienie?
- Królewna Śnieżka.
- Taaak?? A ja myślałam, że to miał być Kopciuszek...
- Aaa... Pomyliło mi się! Myślałem, że to była Królewna Fiona!
poniedziałek, 14 listopada 2011
Teksty
Mamo, Franek przytula się do odkurzacza i mówi, że go kocha.
Mamo, puściłem tacie bąka. Smsem.
moje życie ostatnie pełne jest takich tekstów...
Mamo, puściłem tacie bąka. Smsem.
moje życie ostatnie pełne jest takich tekstów...
środa, 9 listopada 2011
10 miesięcy
tak, 11.11.11. to fajna data. można się rozpęknąć o 11:11. ale 09.11.11. też fajna. nam się podoba.
jakie są Frania osiągnięcia z tego dnia?
11 godzin snu (ja też!!!)
ucieczka z gołą pupą przy zmianie pieluchy
jedna (jedyna) drzemka w ciągu dnia (mam nadzieję, że to incydent!!)
pierwsza wizyta w przedszkolu (na razie odwiedziny u Brata)
a potem wariacje szalone w wannie i w łóżku, a sen dopiero o 20:45...
pomijam oczywiście uśmiechy, śmiechy i uwodzenie wszystkich wokół...
a jak wygląda Franek? pozwólcie, że zamieszczę tu tę serię:
jednak zdjęcia to nie wszystko. dziś urodzinowe prezenty:
niedziela, 6 listopada 2011
Dżast fajf
przy okazji sesji w parku udało się ustrzelić:
jakby co, trzeba troszkę powiększyć i... nie da się ukryć: razem pięć!
i zaczęło się! co? zgrzytanie zębami! poza typowymi dla tego człowieka próbami stawiania na swoim pojawiło się też zgrzytanie dosłowne... okropność!
diastema wydaje się jeszcze większa niż u Kubusia, zobaczymy, co będzie dalej. może...
aktorstwo?
czas pokaże... (może ortodoncja...)
ps. czy ktoś z Was wie, jak pozbyć się tych ślicznych rameczek wokół zdjęć? wydaje mi się, że zaglądałam już wszędzie i nic :-(
jakby co, trzeba troszkę powiększyć i... nie da się ukryć: razem pięć!
i zaczęło się! co? zgrzytanie zębami! poza typowymi dla tego człowieka próbami stawiania na swoim pojawiło się też zgrzytanie dosłowne... okropność!
diastema wydaje się jeszcze większa niż u Kubusia, zobaczymy, co będzie dalej. może...
aktorstwo?
może jednak...
muzyka?czas pokaże... (może ortodoncja...)
ps. czy ktoś z Was wie, jak pozbyć się tych ślicznych rameczek wokół zdjęć? wydaje mi się, że zaglądałam już wszędzie i nic :-(
Znowu w parku
zapewne myślicie sobie, że zaginęliśmy. prawie słusznie. trochę zaginęły nam możliwości techniczne, ale jeszcze bardziej czas. czas mamy stał się towarem zdecydowanie deficytowym. a precyzyjniej mówiąc: czas tak zwany wolny. czas ostatnio zajęty jest bardzo z powodu aktywności Frania. choć tak naprawdę, to jeśli chodzi o aktywność dzienną, to wychodzimy powoli na prostą, bo Franio usprawnił się już bardzo i nie przewraca się właściwie, więc można go spuścić z oka. zaś jeśli chodzi o aktywność nocną... o, jeśli chodzi o aktywność nocną, to zachowam dyplomatyczne milczenie, bo dziś akurat mogłoby mi się wyrwać co nieco.
mimo wszystko zachowuję optymizm (wiem, pamiętam, że wszystko MIJA) i wykorzystuję jesień. nieprawdopodobną jesień. jedną z najpiękniejszych i najdłuższych.
i najbardziej kolorowych. takich zestawów moich ulubionych barw nie widziałam dawno.
w poszukiwaniu jeszcze ciekawszych udałam się do parku:
jak gdzieś wychodzę i chcę mieć komfort, pakuję się jak na wojnę:
tym razem wszystko się przydało:
kanapka
zupka buraczkowa z ziemniakami
kasza gryczana
owoce w słoiku
słomka ptysiowa z cukrem
guma do żucia
banan
kanapka dla mamy
napój gazowany w puszce w kolorze brązowym
na powyższym zdjęciu Kuba zjada właśnie w ramach deseru rzeczoną słomkę ptysiową z cukrem (co za wymysł!!), a pozostałe dania możecie sobie dopasować do poszczególnych osób :-)
na koniec mały cykl monotematyczny, bo nie mogę się powstrzymać. ten uśmiech...
mimo wszystko zachowuję optymizm (wiem, pamiętam, że wszystko MIJA) i wykorzystuję jesień. nieprawdopodobną jesień. jedną z najpiękniejszych i najdłuższych.
i najbardziej kolorowych. takich zestawów moich ulubionych barw nie widziałam dawno.
w poszukiwaniu jeszcze ciekawszych udałam się do parku:
jak gdzieś wychodzę i chcę mieć komfort, pakuję się jak na wojnę:
tym razem wszystko się przydało:
kanapka
zupka buraczkowa z ziemniakami
kasza gryczana
owoce w słoiku
słomka ptysiowa z cukrem
guma do żucia
banan
kanapka dla mamy
napój gazowany w puszce w kolorze brązowym
na powyższym zdjęciu Kuba zjada właśnie w ramach deseru rzeczoną słomkę ptysiową z cukrem (co za wymysł!!), a pozostałe dania możecie sobie dopasować do poszczególnych osób :-)
na koniec mały cykl monotematyczny, bo nie mogę się powstrzymać. ten uśmiech...
środa, 26 października 2011
3 lata 3 miesiące i 3 dni
3 lata 3 miesiące i dodatkowe 3 nieprzespane noce.
3 lata 3 miesiące i 3 dni niewypowiedzianego szczęścia.
3 lata 3 miesiące i 3 dni innej jakości życia. naprawdę. nie do opowiedzenia. no nie da się i już. jest po prostu inaczej. wszystko jest inne. słońce inaczej świeci. cień inaczej pada. inaczej się wstaje. inaczej myśli.
wszyscy mają dzieci (generalizując). czy wszyscy tak mają? nie wiem. ja tak mam. macierzyństwo zmienia. nie wysypiam się od ponad trzech lat, od kilkunastu dni mało jem (to już za sprawką Młodszego Brata), a co i raz słyszę: dobrze wyglądasz! i - ku swemu własnemu zdziwieniu - dobrze się czuję.
to oczywiście jedna strona. jest też taka, że czuję się całkowicie cybernetycznie - jak robot wielofunkcyjny (coś już o tym tu było), uwagi mam już mniej, energii też.
no i - czas to powiedzieć uczciwie - Kuba jako brat też nie jest aniołem. już nie. to nie dziwi, ale łatwe też nie jest. codzienność z wyrywaniem Frankowi każdej zabawki może zmęczyć...
może kiedyś to opiszę, żeby sobie tłumy nie wyobrażały, że można sielsko i idealnie :-))
a tymczasem Kuba z dziś.
nie dalej jak w poniedziałek zarzekałam się (ponownie), że plastelina to nie u mnie. a tu Kuba wrócił z przedszkola z pracą plastyczną. plastelinową, niestety. więc plastelina wskoczyła na stół.
a ta czapa niedługo obchodzić będzie dwulecie... bo mnie by się nie chciało co miesiąc robić nowej...
a teraz...
a teraz nie o Kubie właściwie, choć o jego życiu, niewątpliwie.
pierwsze świadome (i od razu zarejestrowane!) przytulaki:
czy widzicie tę minę Franka?? ona właśnie TAKA była! błogość, błogość i jeszcze raz błogość...
to trwało...
zwróćcie uwagę na rękę Frania - nie ma to jak przytulaski do gołego ciała (ciałka):
i po chwili znów:
Kuba też był zachwycony:
czyż nie są boscy???
3 lata 3 miesiące i 3 dni niewypowiedzianego szczęścia.
3 lata 3 miesiące i 3 dni innej jakości życia. naprawdę. nie do opowiedzenia. no nie da się i już. jest po prostu inaczej. wszystko jest inne. słońce inaczej świeci. cień inaczej pada. inaczej się wstaje. inaczej myśli.
wszyscy mają dzieci (generalizując). czy wszyscy tak mają? nie wiem. ja tak mam. macierzyństwo zmienia. nie wysypiam się od ponad trzech lat, od kilkunastu dni mało jem (to już za sprawką Młodszego Brata), a co i raz słyszę: dobrze wyglądasz! i - ku swemu własnemu zdziwieniu - dobrze się czuję.
to oczywiście jedna strona. jest też taka, że czuję się całkowicie cybernetycznie - jak robot wielofunkcyjny (coś już o tym tu było), uwagi mam już mniej, energii też.
no i - czas to powiedzieć uczciwie - Kuba jako brat też nie jest aniołem. już nie. to nie dziwi, ale łatwe też nie jest. codzienność z wyrywaniem Frankowi każdej zabawki może zmęczyć...
może kiedyś to opiszę, żeby sobie tłumy nie wyobrażały, że można sielsko i idealnie :-))
a tymczasem Kuba z dziś.
nie dalej jak w poniedziałek zarzekałam się (ponownie), że plastelina to nie u mnie. a tu Kuba wrócił z przedszkola z pracą plastyczną. plastelinową, niestety. więc plastelina wskoczyła na stół.
no bo jak tu odmówić, kiedy on SAM takie dzieła robi:
Kuba ma naprawdę antytalent plastyczny i bardzo mnie urzekł, kiedy wyprodukował takie dzieło:
maksimum efektu przy minimum wysiłku, co? to tęcza, a jakże!
to dwupłatowiec. jak go zrobił, to jeszcze nie wiedział, co to jest. interpretacja jest moja. przyjął z entuzjazmem :-)
a to tęcza po przejściach:
chyba lepiej ostatnio odnajduje się w klockach:
a ta czapa niedługo obchodzić będzie dwulecie... bo mnie by się nie chciało co miesiąc robić nowej...
a teraz...
a teraz nie o Kubie właściwie, choć o jego życiu, niewątpliwie.
pierwsze świadome (i od razu zarejestrowane!) przytulaki:
czy widzicie tę minę Franka?? ona właśnie TAKA była! błogość, błogość i jeszcze raz błogość...
to trwało...
zwróćcie uwagę na rękę Frania - nie ma to jak przytulaski do gołego ciała (ciałka):
i po chwili znów:
Kuba też był zachwycony:
czyż nie są boscy???
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































