niedziela, 13 maja 2012

Wczoraj i dziś

tzn. już przedwczoraj i wczoraj, gwoli ścisłości...

a było to tak:
piątek ustanowiłam pierwszym dniem wakacji, tzn. wyjścia na dwór. uznałam, że po prostu już dość tego pylenia. już nie ma pyłków. i nie będzie.
na to nałożyła się dłuuugo oczekiwana wizyta.
a na to wszystko cudowna pogoda.
i oto byli:
niestety, prawie wszystkie zdjęcia, jakie mam, są rozbierane... a nie wszyscy życzą sobie upubliczniania takowych...
Kubuś na razie nie protestuje. i oto męskie sikanie - solo:
i z asystą:
i cudownie nieskrępowana zabawa:
a tu proszę - kilkoro osobników w ubraniach:
i przy posiłku:
 
no cóż, każdy jadł, jak potrafił i jak mu smakowało...
 i każdy potem jakoś wyglądał...
 byli właściwie do wieczora...
było naprawdę cu-dow-nie!
Kuba dziś oznajmił: a jakby Gucio mnie poprosił, to pożyczyłbym mu maskę spidermana na trzy dni...
będziemy to powtarzać! (prawda??)

a dziś przed południem...
mam na zdjęciach tylko TE dzieci, ewidentnie przyzwyczajone do pozowania :-) moje okazały się zbyt ruchliwe, aby je uwiecznić
jeśli o mnie chodzi, to nie musi być codziennie - może być rzadziej, byle bardziej regularnie :-)

sobota, 5 maja 2012

Odbija nam

tak, tytuł posta oddaje wszystko.
najgorzej jak się człowiek nastawi. a ja się nastawiłam na to, że pogoda się zepsuje, czyli poprawi. a tym czasem... lipcowy weekend! słonko, lekki wiaterek... w łeb sobie można strzelić! choć kiedyś nie spodziewałam się, że to akurat będzie powód do rozpaczy...
no i tak siedzimy w trójkę i próbujemy się nie pozabijać. ja dokonuję logistyczno-organizacyjnych cudów, żeby uśpić Franka na dworze, nie wyprowadzając Kuby na świeże powietrze. z Kubą wykonuję agonalne podrygi plastyczne. pijąc kawę od samej piątej rano. bo wtedy mogę chwilę pobyć sama.
a z Kubą chyba nic lepiej :-( tzn. lepiej o tyle, że nie ma gorączki. jeden objaw mniej. ale kaszelek... nie powiem...

wczoraj wieczorem - hamowanie po szaleństwach:
dzisiaj po przebudzeniu - 20 minut zabawy
a potem...
nie, nie było w tym żadnego zamysłu - że pirat, kikut, te sprawy. po prostu już szajba. wszystko, co było pod ręką...

a to moje ostatnie możliwości twórczo-plastyczne...
misiowo-słoniowo kolejka górska: 
kredki świecowe kontra akwarele:
i skomplikowana, acz atrakcyjna dla wzroku technika dla wykonania prostej rzeczy:
koniec. ja wymiękam.

piątek, 4 maja 2012

Imieniny. Odsłona pierwsza.

jak ktoś jest zmuszony całymi tygodniami przebywać w domu, to chyba może sobie potem przez 3 dni poświętować własne imieniny? ja uważam, że może.
przyjechali więc Goście.
Kubuś - słabowity i chorowity - postanowił udowodnić, że nie tak źle z nim:
sędzia kompetentny nie doszukał się żadnych uchybień w technice...
no i zwycięstwo!!
nie wiem, jakie u Was panują obyczaje, ale u nas zwycięzca jedna się z przegranym:
po czym oczywiście triumfuje:
pozostałym Gościom Kubuś także postanowił udowodnić swą doskonałą formę, ganiając się z przerwami chyba jakieś dwie godziny...
a potem były przebieranki:
po nich przytulanki:
po nich atak dzikiego jeża:
 
 (- Tak jak pan Jezus!
- Co jak pan Jezus? Też go jeż atakował?
- Nie, ale miał takie kolce na głowie.
- ...)
po refleksjach natury religijnej było pływanie piracką łajbą (majtek w ostatniej chwili zbiegł...)
aż w końcu - staropolskim zwyczajem - zasiedliśmy przy imieninowym torcie ze świecą:
Kuba był bardzo zakłopotany:
chętnie przytulał się do wszystkich:
a z pomocą Króla Piratów spektakularnie zgasił świeczkę:
Kubuś był przez cały dzień przeszczęśliwy:
a ja takie imieniny chętnie widziałabym co tydzień.
Mili Goście! wpadajcie częściej! zapraszamy!!

wtorek, 1 maja 2012

Domowo

siedzimy w domu. no dobrze - przebywamy w domu.
Kuba ma się zmiennie, ale zdecydowanie jest chory i nie możemy narażać go na brzozę. więc przebywamy.
stałe przebywanie wpływa na psyche. różnie wpływa. wiadomo, że robi jej źle, ale też zmusza do poszukiwania urozmaiceń. są więc różne formy aktywności:
jest i wzmożony poziom twórczości:
 
jest pęd do kultury:
pojawiają się wyzwania fizyczne:
 a ja?
no cóż, miło, że ktoś pyta o mnie w tym wszystkim...
ja mam wrażenie, że parę spraw stoi na głowie
ale jeszcze łapię w tym wszystkim jakąś równowagę.
jak? skąd? nie wiem. tzn. wiem! z tych dwóch, oczywiście! niby to oni ode mnie czerpią (ja bym powiedziała raczej, że żerują na mnie :-)) ale i ja sobie biorę... rozwijają się cudnie, mądrzy są i dobrzy, lubią się nawzajem... dużo dobrej energii z nich emanuje. no i ja zagarniam, zagarniam... czasem im się oberwie bez sensu (tonem, tonem!), ale to chyba i tak mała cena, prawda?

szybka odpowiedź: tak, mała cena! mamo, jesteś rozgrzeszona! :-))