wtorek, 16 kwietnia 2013

Pogoda dla alergików

sobota była cudowna:
naprawdę ostatni śnieg

wiosną życie również bywa piękne!

Ucieczka przed pyłkami

Kuba napotyka przeszkody w wiosennym rozwoju fizycznym, postanowiłam więc pozwolić mu nieco nadrobić opóźnienia:
Franio oczywiście nie chciał być gorszy od brata:
choć po chwili postanowił się wcielić w inną postać:
chłopcy preferowali odmienne aktywności:
nie tylko ludzie tam trenują:
no, a na koniec efekt był taki:
było warto!

Lekcja muzyki

no, może raczej cierpliwości, ale niech tam :-)

Ważna wizyta

to wpis sprzed ponad tygodnia, ale musi tu być, bo wizyta była istotna. dlaczego? bo to pierwsza wizyta kolegi z przedszkola. 
miała być (w moim mniemaniu) samodzielna, ale nie była.
Franek skorzystał, bowiem rozmiłował się w mamie Wiktora
 a chłopcy bawili się fajnie. wszyscy.

sobota, 13 kwietnia 2013

Franio - c.d.

jak nietrudno się domyślić, nie była to cała prawda o Franiu :-) sporo tematów mi jeszcze zostało.

kto jest najważniejszą postacią dla Frania? no, mama, wiadomo, że mama. to zostawmy. zaraz po mamie jest oczywiście Ała. Franio jest wpatrzony w Kubusia i nadal robi wszystko to, co on, idąc krok w krok za nim. jak Kuba wykrzyknie, Franio wykrzyknie. jak Kuba podskoczy, Franio podskoczy. jak Kuba się przewróci, Franio też musi paść na ziemię.
bo Franio uwiebia Kubę:
bardzo...
a że Kuba czasem ma dość czułości? cóż, zawsze można zastosować chwyt douszny. wtedy się nie wyrwie...
przekomiczną konsekwencją naśladownictwa Kuby jest ostatnie osiągnięcie Frania - umiejętność czytania. zaobserwowawszy Kubę, Franio podchodzi do różnych napisów i czyta:
A-E-U-O-I... Chce cycy!
to oczywiście dokładne odzwierciedlenie sposobu czytania Kuby - literowanie, a na koniec składanie tego do kupy. w przypadku Frania kupą najczęściej jest pierwsze zdanie, jakiego się nauczył.
faktem jest, że przy okazji nauczył się rozpoznawać wszędzie literę A, a teraz domaga się wciąż pisania O i E, czasem U. przy starszym bracie uczy się łatwiej.

to jego "chcę" samo w sobie jest prześmieszne. ani to "chce" ani to "sce", może nawet czasem "ce". w każdym razie często słyszę: sce to! lubię też: dań to! wypowiadane tonem nieznoszącym sprzeciwu. a jak coś zrobił - ła to!, podkreślające autorstwo wykonania. na poniższym zdjęciu właśnie to robi - mówi "ja to zrobiłem":
mówi też choć tu, zazwyczaj, kiedy chce pokazać, co narysował. bo kiedy Kuba polubił rysowanie, Franio oczywiście poszedł w ślad za nim :-) próbuje rysować koła, ale najczęściej wychodzą mu jakieś ogórki. za to są to ogórki w ogórku i jeszcze w ogórku. takie cylindryczne formy, zamknięte jedna w drugiej.

jeszcze słowo o jedzeniu. 
nawyków żywieniowych Franio nie zmienił, nadal przepada za chrupkami wasabi i gazowaną wodą mineralną z sokiem malinowym :-)
a jak już je co innego, robi to oczywiście w typowy dla siebie sposób:
co? nie zje? zje, a jakże!

ciągów dalszych można by jeszcze kilka napisać, ale najlepiej po prostu mieć go na stałe :)

piątek, 12 kwietnia 2013

Franio

no właśnie: Franio.
od czego tu zacząć?
jak zabrać się do opisania TAKIEGO zjawiska? kwintesencji życia?
cały dzień w ruchu. przestał interesować się iPadem, bajkami. po prostu przestał. czasem coś obejrzy, ale chwilę i woli gdzieś gnać.
nie może chodzić normalnie. Cleese z Ministerstwem Głupich Kroków to przy nim małe miki. tam to był skecz, trzy minuty może, on tak chodzi przez pół dnia. tak, siak, owak - wszystko, byle by nie normalnie.
skacze. skacze namiętnie. w dół i w dal. kładzie sobie przeszkody i przez nie przeskakuje. wspina się na coś i z tego zeskakuje. uwielbia skakać.
wczoraj w wannie ćwiczył nową figurę - siedząc, unosił ciało na opartych o dno wanny rękach. robił to nie tylko wtedy, kiedy w wannie była woda. kiedy ją spuściłam, nie mogąc się doczekać, kiedy wyjdzie, też się utrzymywał.

ostatnio mnie głaszcze, przytula się. śpi, zaciskając mi ręce na szyi. bawi się w małego ptaszka, popiskując przymilnym głosem i przytulając się przy tym do nóg.
ach, z głosem potrafi zrobić niejedno... jeśli tylko coś chce, jego "mamo" brzmi obezwładniająco... potrafi też krzyczeć. bardzo to lubi: pokrzykiwać, bawić się głosem, powtarzać intonację. często się tak przekrzykujemy lub przeszeptujemy.
z gadaniem jest podobnie jak dotąd. spełniło się moje marzenie - Franio ma własny język. ciekawy.
mama-mo - dżem. oraz malować.
>cmok< - mleko. oraz truskawka.
i tak powstają złożenia: mama-mo >cmok<. co syn chce? to proste! dżem truskawkowy!
a jak cmoka zawzięcie i okazuje się, że nie chodzi o mleko? po prostu zapragnął soku truskawkowego!
jest jeszcze tin-tin oznaczający nożyczki. lub dzwonek. albo szlaban.
te słówka pojawiają się najczęściej.
nieprzerwanie występuje Ała w miejsce Kuby oraz ła jako "ja". przejmujemy jakoś te słowa, co prowadzi do ciekawych dialogów:
K: Franio Nemo!
F: Ne, ne ła nemo!
K: Ta, Franio Nemo!
F: Ne, ne ła nemo, Ała nemo!
K: Ne, ne ła Nemo, ty Nemo!
itd. (nie pytajcie, dlaczego nikt nie chciał byś sympatycznym skądinąd Nemo...)

ja lubię też bardzo, kiedy Franio mówi "to" na wszystko, czego nie umie nazwać.
- Co masz, Franio?
- To!
- A co to jest?
- To!

wczoraj na przykład wyszliśmy na dwór i Franiowi rozbłysły oczy na widok czegoś w oddali, do czego się zbliżaliśmy.
- To!
- Co tam widzisz Franio?
- To!
- Coś Cię bardzo ucieszyło, tak?
- Taaa!
- Co Cię tak ucieszyło? Kałuża?
- ...
po chwili (podeszliśmy już bliżej):
- To!
- Co, Franio? Motor? Myślałeś, że to jest motor? To jest taki rower.
- ...
po chwili (jesteśmy już całkiem blisko):
- To!
- Co?
- To!!
- Jaś?
- Ta!
- Ucieszyłeś się, że zobaczyłeś Jasia?
- Ta!!

Jaś ma 10 lat i chyba stał się nowym idolem Frania. Jaś lubi dzieci, świetnie się z nimi dogaduje, więc obaj chłopcy go lubią. tzn. do niedawna jeden, a od trzech dni obaj. z tym, że Franio przepada za Jasiem, co przejawia się tym, że rzuca mu się do nóg :-)
Franio w ogóle ostatnio przestał się bać obcych i ma więcej odwagi. zaczepia, dogaduje się, bawi. to miłe. jest jeszcze słodszy, choć wydawało się to niemożliwe :)


Niezmordowany

- Mamo! Tam był cmentarz! Taki mały! Widziałem!
- (po minucie rechotu) Nie, synku. To nie cmentarz. To takie miejsce, gdzie można kupić płyty nagrobne. Wiesz, jak ktoś umrze, to po prostu trzeba je gdzieś kupić.
- Ale ja widziałem te stoły tam. To był taki mały cmentarz.
- (po kolejnej minucie) Kochanie, to nie są stoły, tylko takie płyty nagrobne. One tam leżą, żeby można je było obejrzeć i ewentualnie kupić, jakby ktoś umarł.
- A my możemy sobie taki stół kupić?
- No wiesz, raczej nie...
- Dlaczego?
- Wiesz, nam na szczęście nikt nie umarł i nie potrzebujemy takich zakupów.
- A nie moglibyśmy...  A nie... co ja mówię... przecież on by się nam do szatni nie zmieścił...
- (krztusząc się) Do czego??
- No do szatni. A nie, do przedsionka... Ale przecież moglibyśmy go postawić w ogródku.
- (poddając się) A po co Ci, Kubusiu, taki stół?
- No, jakby nie było wiatru, moglibyśmy sobie tam zapalać znicze...

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

O poranku

mnie to spotkało o poranku. mam nadzieję, że i którąś z Was spotka o poranku.
bo ja się nie mogę powstrzymać :-))

- Mamo, jesteśmy piratami!
:))

Czapkowo

chłopaki mają lekki odpał na punkcie noszenia czapek w domu. mnie to pasuje, bo lubię chłopaków w czapkach :-)
to powyżej to najbardziej typowy sposób noszenia czapki przez Frania.
a poniżej... no, zgadnijcie, co to za choreografia?
w życiu byście nie zgadli! to spadają płatki śniegu!