środa, 3 sierpnia 2011

To chyba już koniec...

nie, nie z blogiem. z urodzinami Kubusia. to już dość...
zwłaszcza prezentów :-)

piątek, 29 lipca 2011

Są pierwsze dwa!!

tak, bardzo mnie to cieszy! a tak naprawdę to baaaaardzo mnie to cieszy!
zastanawiałam się przez chwilę, dlaczego właściwie. przy Kubie tak nie było. no i wiem. najbardziej cieszy mnie to, że pojawiły się bez choroby. u Kuby wszystkie okupione poważnymi choróbskami. oby tak już z Franiem zostało!

na zdjęciach niewidoczne, ale same zdjęcia i tak warte obejrzenia:
miny dedykuję cioci Marcie. ładniejszego prezentu od nikogo nie dostanie...

wtorek, 26 lipca 2011

Muszę to napisać :-))

- Kubusiu, co robisz?
- Przybijam piątki z mrówkami!


- Mamo!! Coś Ci powiem!!! (entuzjazm w tonie głosu wymaga co najmniej 3 wykrzykników)
- ...
- Pójdę zrobić kupę!!!
- ...
- Zadziwiło cię to??
- ...


niejedno mnie zadziwia...

sobota, 23 lipca 2011

3. urodziny

nie mam ani jednego ładnego zdjęcia z tego ważnego dnia. posłużę się więc kilkoma z nieodległej przeszłości:
a co mam napisać?

może to, że największym zachwytem napawa mnie to, że Kuba włada językiem polskim lepiej niż przeciętny dorosły Polak? że używa słów i sformułowań takich jak: "skoro..., to....", "zrobiłem... i dzięki temu...", "zaskoczmy go", "jeśli..., to...", "uznałem, że...", "jednak", "oczywiście" i mnóstwo tych, których akurat nie pamiętam oraz (w sytuacji intymnej, domyślcie się, jakiej) "jedną już zrobiłem, teraz wydrukuję drugą". a dziś przez sen: "Himalaje... Himalaje, ocywiście, Himalaje!"

czy może to, że od co najmniej 3 lat i miesiąca przespałam tylko dwie całe noce? ta druga trochę naciągana, ale niech już będzie, że cała. 3 lata! to się nazywa przewlekły stres (i powinno kwalifikować do renty).

czy może to, że Kuba powinien pójść na całe dnie do przedszkola, a ja nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś inny będzie go wychowywał? tak samo, jak nie mogę sobie wyobrazić, że mam z nim(i) spędzać całe dnie przez kolejne 3 lata? tak samo jak nie mogę sobie wyobrazić, że on(i) jest już na zawsze i na zawsze zyskał w paru kwestiach pierwszeństwo? (tak, wiem, to nie musi być słuszna linia. ale tak mam)

czy może powinnam pochwalić się, jak mozolonie pichcę dla niego posiłki bezglutenowe i inne bez? jak przygotowuję odpowiednie porcyjki, w sam raz do przygrzania w przedszkolu? jak wylewam nie zjedzone zupy, wyrzucam kotleciki (lub co gorsza, sama zjadam zimne)? czy też może jak coraz częściej odpuszczam zdrowe żywienie ("tylko dziś") i niedługo już Kuba będzie się żywił samym ryżem? a może coś o moich posiłkach, do których już nie mam cierpliwości i odpuszczam je w całości? a może o rozszerzaniu diety Frania, które nie nastąpiło?

a może powinnam opisać, jak mnie przez dwa dni chciał szlag trafić na dźwięk słowa "dlaczego"? jak mnie wkurzały wszystkie komentarze, jak doprowadzały do szału pytania, jak wyprowadzały z równowagi łzy i jęki? ile niecierpliwości wywoływała samodzielność?

a może o lękach związanych ze zdrowiem? może o przyspieszonym biciu serca, kiedy pojawia się suchy kaszel? może o płytkich oddechach, kiedy gorączka nie chce spaść poniżej 40 stopni? o płytkim śnie, kiedy katar nie pozwala spać jemu? o wściekłości, kiedy w nocy słyszę drapanie pazurków po suchej skórze? o myśli, że już nikomu nie chcę przekazać genów obciążonych alergią?

a może o tym najlepszym na świecie "uśmiechnij się, mamo", które - miejmy nadzieję - nigdy nie będzie mi obojętne, które sprawi, że się uśmiechnę (choć najczęściej przez łzy wzruszenia), które przywraca właściwe proporcje, właściwy porządek rzeczy i pozwala przeżyć kolejny dzień/tydzień/miesiąc/rok (czy aby się nie zapędziłam??) bez spełnienia zawodowego, spektakularnego sukcesu i pełnego konta.

o to mi w życiu chodziło.
tylko żeby tak szybko nie rósł...

poniedziałek, 18 lipca 2011

Po wakacjach

jesteśmy już po wakacjach. co to za pomysł, żeby wyjazd z dziećmi nazywać tak samo jak przyjemny letni odpoczynek??? jakby to były synonimy...

chłopcy po wyglądają tak:
ja...
no ja wyglądam inaczej :-)

piątek, 1 lipca 2011

Już po. Definitywnie. (?)

my już po ospie. dwóch. nie było tak źle. zdjęć nie będzie.
robię sobie wakacje od bloga.
wrócę w odpowiedniej chwili.

a dla Was...
cudne poranki...

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Kontynuacja

kontynuacja nowości.
zapowiadana fotorelacja z pierwszego posiłku:
niezapowiadana relacja z... no, sami zobaczcie... (UWAGA! nie dla fizjoterapeutów!!!)
to była reakcja mamy na nadmiar marudzenia... wiem, wiem, proszę mnie nie pouczać... ale tyle było radości!
a marudzenie? no cóż... ospa tak do końca sobie od nas nie poszła...

czwartek, 23 czerwca 2011

Prawie trzy

troszeczkę smutno, troszeczkę żal...
trzecie urodziny Kubusia zbliżyły się o kolejny miesiąc. został już ostatni. jakoś nie cieszy mnie ten upływ czasu...
cieszy mnie za to cały mój synek, a dla opisana całej jego cudowności brak mi słów.
jemu słów za to nie brakuje w żadnej chyba sytuacji...

spotkaliśmy sąsiada. mojego, nie Kubusia. (no, topograficznie to i Kubusia, jednak różnica wieku między oboma panami wynosi ok. 40 lat).
Sąsiad: Jak tam, Kuba?
Kuba: ...
S. Co słychać?
K. ...
S. Wszystko w porządku?
K. ...
Ja: Zawstydziłeś się trochę?
K. Zatkało mnie...

śniadanie. mam na talerzu kanapkę, ale uwiódł mnie Franek, więc się z nim przekomarzam.
K. Mamo, to jest jedzenie, nie zabawa. Nie baw się!

wczoraj. Kuba chce pić. SAM. tzn. sam nalać sok. ja mam problem: karton jest pełen, a więc dość ciężki, dopiero co umyłam podłogę, jakoś mi nie pasuje, żeby Kuba porozlewał. awantura. dłuższa. w końcu mówię:
- Kubusiu, musimy wymyślić jakieś rozwiązanie tego problemu, tak żeby ty był zadowolony i żebym ja była zadowolona. Pomyśl, jakbyś mógł nalać sam do kubeczka, żebym ja się nie martwiła, że wylejesz sok na podłogę.
- Nie wiem.
- No pomyśl. Na pewno znajdziesz jakieś rozwiązanie.
- Już wiem! Możemy położyć ściereczkę i jak się rozleję, to ja ścierzę!
tu nastąpiła entuzjastyczny aplauz.
po całej akcji:
- Kubusiu, wymyśliłeś świetne rozwiązanie tego problemu! Wszyscy byli zadowoleni!
- Wymyśliłem jeszcze jedno świetne rozwiązanie!
- Jakie?
- Jak będziemy mieli stare rzeczy, to możemy je zniszczyć!
- ...

(kiedy przy kolacji opowiadałam tę sytuację Tacie - ale bez rozwiązania dla starych rzeczy - Kuba dodał:
- Wymyśliłem jeszcze jedno świetne rozwiązanie! Jak będzie stara ściana, to możemy ją zburzyć!)

a propos awantury:
bywają. częste. bo Kuba nie znosi, jak mu się czegoś zabrania. czegokolwiek. do niedawna w takich sytuacjach mówił:
 - Idź. Nie lubię cię!
biedawno zmienił to (SAM) na:
- Nie lubię cię, jak tak mówisz!
nie wiem, czy nie zachęcić go, żeby poprowadził jakieś szkolenie z komunikacji...

co jeszcze o Kubusiu?
jest ogromnie samodzielny. sam chodzi do łazienki, sam się rozbiera, sam ubiera (umie sobie zakładać koszulki i bluzy przez głowę), sam nalewa, sam smaruje, sam kroi, sam włącza płyty w komputerze, sam puszcza bajki na youtube, sam gra w gry komputerowe, sam...
tylko do przedszkola nie chce chodzić. ani sam, ani z kimkolwiek. choć na szczęście jak już jest w środku, wszystko jest dobrze.

i nadal uwielbia Franka. jak inne dzieci się nim interesują, zawsze przybiega, żeby go wyściskać i podkreślić, że Franek jest JEGO.

ech, ten Kubuś...
mój kochany...

Nowe pozycje

młody człowiek rośnie, rozwija się, zaczyna mu się troszeczkę nudzić...
 
 
tu wytrawne oko (Babci, na przykład) z pewnością dostrzeże, że to nie tylko leżenie. to konsumpcja...
jakby mało było tych nowości, Franek zjadł dziś pierwszy stały posiłek. marchewka? brokuły? ziemniaczek? a skądże! chrupki kukurydziane!
fotoreportaż wkrótce.
na koniec zdjęcie zupełnie tradycyjne: