piątek, 26 marca 2010

Zdjęć kilka

wszystkim się należy, więc proszę, oto kilka zdjęć:
te są bardzo stare, ale ładne i nieznane:
to jest sprzed kilku dni, za to jakie ładne!a te są "urodzinowe" i co z tego, że niedoskonałe?

wtorek, 23 marca 2010

Co Kuba ma

Kuba ma 20 miesięcy. skończone.

Kuba ma 83 cm wzrostu.
29 cm obwodu szyi.
50 cm obwodu głowy.
11 cm obwodu nadgarstka.
14 cm długości stopy.
14 zębów.
tak, wczoraj to wszystko zmierzyliśmy i policzyliśmy.
lecz nie to stanowi o wyjątkowości Kuby.

Kuba ma dwoje kochających rodziców.
dwoje kochających dziadków.
niezliczone rzesze wielbicieli i fanów.

Kuba ma nieodparty urok.
i umiejętność zjednywania sobie ludzi.

Kuba ma zwyczaj budzić się rano w doskonałym humorze.
ma zwykle wspaniały nastrój - nawet jak jest poważnie chory.
no właśnie - ma za sobą kilka intensywnych chorób.

Kuba ma znacząco rozwinięte zdolności werbalne. nie da się już zliczyć słów, jakie wypowiada.
wczoraj, podczas wizyty z mamą w sklepie, z własnej inicjatywy powiedział do pani ekspedientki "plasiam!", jako że mama parę minut wcześniej powiedziała do innej ekspedientki "przepraszam!".
wypowiada już zdania dwuwyrazowe, a nawet trzywyrazowe: "Tefcia, ić tam!".
ostatni przykład pokazuje, że Kuba ma tendencje do bycia despotą... "tu!", "tam!", "ten!" itp. są to wyrazy nader często przez niego używane.
jeśli już o tendencjach mowa - Kuba ma też nieco tendencji narcystycznych. bicie sobie samemu braw jest na porządku dziennym.
dosłownie przed chwilą okazało się, że Kuba ma również tendencję do porządkowania trzyelementowych zbiorów nieożywionych w rodzinę. i tak przed chwilą grający na gitarze kogut został mamą, a dwa wpatrzone w niego kurczaki - Tatą i Kubusiem.

Kuba właśnie przed momentem po raz pierwszy POPROSIŁ mnie o obcięcie paznokci.
Kuba wczoraj po raz pierwszy w życiu usnął z maskotką. a raczej z masprosiaczkiem.

Kuba...
ach, ten Kuba...


ps. Kuba ma ostatnio mało zdjęć.

sobota, 20 marca 2010

Sobota, tuż przed świtem

po trzech dniach Kubusiowej gorączki oscylującej w okolicy 40 stopni, mamy dziś za sobą pierwszą noc z normalną temperaturą. tak, PO TRZECH dniach łatwo się o tym pisze, ale w trakcie... było okropnie! gorączka wracała, jak tylko przestawały działać środki farmaceutyczne, kąpiele w chłodnej wodzie działały zaskakująco powoli, a sugestie lekarzy, czym gorączkę zbijać były oczywiście sprzeczne... do tego zerowa możliwość dostania się do przychodni, bo bilans dzieci zdrowych zajął pani doktor cały dzień, więc chore musialy wziąć na wstrzymanie. ich mamy też...

jeszcze nie wszystko przesądzone, do końca ucieszę się dopiero w południe, ale już, tuż przed świtem, przy kawie, nucę sobie Hooray, hooray, it's a holi-holiday! tak, w taki dzień baaaardzo doceniam zdrowie!

środa, 17 marca 2010

Tak było w weekend

tak, właśnie tak było.
sobotnie śniadanie i Kubuś sam wśród dam:biorąc pod uwagę, że naprzeciwko niego siedziały jeszcze Prababcia i mama, miał do wyboru reprezentantki wszystkich pokoleń rodziny mamy
ale i tak wybór pozostawał prosty:
a po śniadaniu, kiedy towarzystwo się rozeszło, Kubuś wziął się za porządki:
tak, tak... używał do tego celu starego nieoliwionego od lat odkurzacza!
już tak ma ten Kubuś, że poważnie podchodzi do równouprawnienia i nadrabia lata męskich zaniedbań... pamiętacie?

a dziś jest znów inaczej: Kuba chory :-( gorączka i naprawdę podły nastrój. nawet przyjazd Dziadka go nie ratuje. tak więc sprawa wygląda na poważną :-(

piątek, 12 marca 2010

Odsiecz

odsiecz okazała się skuteczniejsza niż bym się spodziewała!
po powrocie z koni w Kubę wstąpił demon... a właściwie kilka demonów. poza demonem aktywności był to demon... mody? stylizacji?a kiedy z koni wróciła Julia, miałam wreszcie chwilę zasłużonego odpoczynku:Kuba był zachwycony!

Rekonwalescencja

w poszukiwaniu miejsc sprzyjających ozdrowieniu, znów znaleźliśmy się na wsi. nie ma to jak tutejszy mikroklimat! zbawiennie wpływa na płuca mamy, za to na Kubusia jakoś nie działa najlepiej :-( już w drodze tu dostał gorączki, która na szczęście bardzo szybko sama przeszła, ale ogólne rozmarudzenie pozostało. to chyba dolne kły...
Kubuś tym razem oczekuje towarzystwa mamy cały czas, co przy pobudkach o godz. 4ej przestaje też sprzyjać rekonwalescencji mamy...
na szczęście pojawiła się odsiecz. całkiem atrakcyjna!(te dłonie :-))
Kubuś trochę odżył i w końcu wyszedł na spacer. na chwilę. zobaczyć Juleczkę przeganiającą konie. mama zobaczy jutro.
a miłe w tym Kubusiowym wyjściu jest to, że możliwy jest spacer tuż przed 18tą. po prostu ciągle jest widno! to mnie zachwyca!

poniedziałek, 8 marca 2010

Mistrz i Jego dzieło

są koncepcje, które mówią, że dziecko w wieku Kuby rysuje jednym kolorem. Kuba wyraźnie - podobnie jak jego mama - koncepcji nie lubi
warto zauważyć, że rysował z flamastrami w pozycji pionowej. za chwilę...
a zanim się obejrzałam (dosłownie):
fajne te flamastry.
a dzieło takie:
kwiaty na dzień kobiet??

Naklejki wielorazowego użytku

piątek, 5 marca 2010

Movie star

uznałam ostatnio (konkretnie wczoraj), że tylko filmy oddadzą Kubusia takim, jakim ostatnio jest. to znaczy rozgadanym, aktywnym, pogodnym, sprawnym, wygłupkowatym...
no to nagrywam. wyrazy współczucia dla tych, którzy nie mają szybkiego łącza...

no dobrze, dla tych bez szybkiego łącza może zdjęcie:
te wszystkie puzzle Kubuś ostatnio z upodobaniem układa. większość sam, część z pomocą. te ułożył zaraz po tym, jak się obudził z popołudniowej drzemki i nacycał po same uszy. to było ok. 15ej.

o 15:30 zaczął jeść. zjadł pełną miskę krupniku. z tym że trzeba było ją przepełnić ziemniakami z zupy Taty i mamy. bo - wiadomo - ziemniaki są the best!
potem zjadł żółtko, co już się dawno nie zdarzyło.
potem zjadł kromkę chleba posmarowaną margaryną.
a potem krzyczał am! i coś trzeba było wymyślić. w ten sposób doszliśmy do groszku:

groszek skończył się jakoś po 17ej...
i zaczęła się zabawa!

a potem zabaw były dziesiątki, a wieczorem nowość: wziął samochodzik i przejechał nim całą kuchnię: po lodówce, drzwiczkach szafek kuchennych, krawędzi kuchenki, mamy nogach, wjechał nim do kapcia, potem do wiszącej na oparciu krzesła reklamówki i dalej, gdzie go oczy poniosły. wcześniej tak nie jeździł, jakaś taka "duża" mi się ta zabawa wydała...

zarejestrowałam też kolejną nowość. mama chodź! to przecież jest zdanie! czyli Kuba układa proste zdania. nie wiem, czy od dziś, jakoś nie zwróciłam na to uwagi.
fajny ten rozwój...

jeśli te nowości zawdzięczamy wczorajszemu szczepieniu, to może zaczniemy go wreszcie jakoś po ludzku szczepić, uspokajając tym samym panią doktor? (jaka tam doktor?! lekarz, po prostu)

no i wyrosły mu kły. to znaczy przebiły się, póki co. górne.

Ciapek :-)

czwartek, 4 marca 2010

Uśmiech po szczepieniu

udało mi się częściowo uchwycić zachwyt Kuby:

czym się zachwycał (zachwycaliśmy, prawdę mówiąc)? proszę bardzo:


tak naj, naj, najbardziej podobały mu się skoki, bo nie ma nic lepszego niż oooppa!
a przy okazji zarejestrowałam reakcję Kuby na słowo "przestań"... na "nie" reakcja jest bardziej intensywna :-)
w niedzielę wybraliśmy się do Łazienek karmić kaczki. nie my jedni mieliśmy ten pomysł. kaczki, gołębie i wszelkie inne ptactwo było kompletnie przeżarte i zupełnie ignorowało rzucane mu smakołyki. poniższe zdjęcie sugeruje, że raczej co innego już im w głowach:a wiewióry też mają chyba oszałamiające zapasy, bo nie kusiły ich ani nasze migdały ani orzechy, które widziałam u innych spacerowiczów:
udaliśmy się zatem do miejsc, gdzie my mogliśmy coś skonsumować i zupełnie nie wiem, dlaczego nie zrobiłam zdjęć konsumującemu Kubusiowi, który wyglądał bardzo poważnie, jedząc sajgonki..
zrobiłam za to zdjęcia, kiedy skonsumował swoje pierwsze (nie, nie swoje! mamy) spaghetti aglio olio. mama przygotowała SOBIE to pyszne danie
a Kubuś miał wcinać sam makaron... o, naiwności!

Ewolucja?

jeszcze z pobytu u Dziadków, choć to było baaardzo dawno:Kubuś ma to szczęście, że posiada aż dwie prababcie i nadarzyła się rzadka okazja, żeby pokazał się na zdjęciu z jedną z nich:
to prababcia (Z)Osia, którą Kubuś leczy, karmi, poi, a także z upodobaniem mierzy jej ciśnienie...
tak, prababcia jest chora. i jeśli Kubuś kiedyś postanowi zostać lekarzem, będę wiedziała, gdzie leżało źródło zainteresowań...