jeszcze tylko słonecznik na grzbiet i gotowe:
a potem mama nakłaniała Kubę do zdobienia jaj.najpierw flamastrami:
a potem farbami, co stanowiło nie lada wyzwanie:


jak widać, udało się!jednak szybko farby znalazły nowe zastosowanie:



przygotowanie do roli ratownika medycznego (na te schody Kuba wchodzi sam, a nawet z bagażem):
wyjazd nie byłby ważny bez zabaw z Julią:
na wsi jest nowy pies, Kubuś postanowił sprawdzić, jakie ma warunki lokalowe:
a na koniec zrobił sobie kilka autoportretów:
jako że są zdecydowanie lepsze od moich wysiłków, postanowiłam zostawić na przyszłość kwestię fotodokumentacji w jego rękach
z tego snu obudził się niestety w temperaturze 40 stopni...
a potem zadzwonił do Babci:

rozmawiał z nią całkiem sam, bez jakiejkolwiek maminej interwencji przez całe 10 minut!!
wtedy zrobiło się nudno. dla Kuby, oczywiście. dużo ciekawsza była brudna, odrapana klatka schodowa. cóż, jak twórczo, to twórczo. tam właśnie Kuba zażyczył sobie posiłku, który wchłonął z apetytem. potem się ulitował nad matką i wrócił. akurat w momencie, kiedy rozpoczęto konsumpcję ciasta.
jak widzicie, Kuba udzielał się aktywnie. bo takiego łaskotania stopy biernym nazwać nie można...
a na koniec rąbnął świeczkę.
a zaraz potem...
to, co wygląda na błogi głęboki sen, rzeczywiście takim było. trwało ok. 25 minut...

co innego ten:
tu akurat uwieczniona jest operacja przeprowadzania roweru przez próg zwalniający:
po to, żeby można było gnaaaaać!
i pękać ze śmiechu:
po krótkiej przejażdżce pojechaliśmy do kina, gdzie spotkały nas dwa zaskoczenia. jedno było przyjemne:
o drugim trudno powiedzieć, że nieprzyjemne, jednak rozczarowujące...
tak, piesek w kratkę. a to coś dla starszych dzieci. Kuba nie był zainteresowany jego szalonymi przygodami, bardziej ciekawiło go, co można zrobić z ciach ciach
można było spacerować
ale znacznie więcej zastosowań dla tego sprzętu znalazł wujek Jaś, który niespodziewanie przerodził się w guru wielkanocnych ozdób z papieru :-)