wtorek, 23 listopada 2010

2 lata i 4 miesiące

z tej okazji zdjęcia z mamą:
 
 
 
 
 
 zdjęcia królewicza:
 
i utwór wokalny:

niedziela, 14 listopada 2010

Słowa nieco później :-)

Mama: Nie przeszkadzaj jej, Kubusiu, jak je. Nie wolno przeszkadzać pieskom, jak jedzą.
Kuba: Już jej nie przeszkadzam. No coś Ty, mamo! Żartujesz sobie?

Słowa, słowa...

Rano:
Jest wpół do dziewiątej! Śpij jeszcze!
Pół minuty później:
Jest wpół do dziewiątej! Wstawamy! *

Jeszcze troszkę później:
Mamo, zabierz ten młot na zimę! **


*sentencja wygłoszona o 6:50...
** młot na zimę = czekan, który Tata z jakichś powodów trzyma pod łóżkiem. może chodzi o sprowokowanie tematu snów??

sobota, 13 listopada 2010

Dialogi

kiedyś:
Rysuję traktor.
Zapomniałem o kołach!
Narysuj mi koły.
O, świetnie sobie radzisz! Świetnie sobie poradziłaś!
O, narysowałem śmieć niechcący.


Jestem tutaj właściwie.
Chciałem coś powiedzieć. Że jestem duży.

dziś rano:
Jest ósma! Nie śpijcie już!

potem:
Tata: …i ma 6 metrów!
Mama: O matko!
Kuba: ...święta!

a poza tym gada od rana do nocy. rzeczy, które trudno spamiętać, ale które rozbrajają, rozśmieszają, rozczulają, roz...
a jak się zawezmę, to napiszę o tym, jaki jest fajny.

Deszczowy piątek

podczas deszczu Kubuś eksploatował hulajnogę, za którą się baaardzo stęsknił:



Miłość do przyrody (specyficznie pojęta)

tak, to jest to samo miejsce. tylko dwa ujęcia. w odstępie 30 sekund...
 
 i kolejne drzewo:
  
 
 i jeszcze jedno...
 
 
 
 i jeszcze... (a co?!)
 
 
 a to wszystko w ramach wycieczki przyrodniczej z Tatą...
 mama wprowadziła działania terapeutyczne:
 
 
 
 
 
 
 
 terapia zakończyła się sukcesem. w nagrodę Kuba pojeździł na koniku...

Poland Holland

i znowu wywiało nas (adekwatne słowo) do Holandii.
wybór zdjęć okrojony.

w pociągu Kubuś musiał zajrzeć we wszystkie kąty
 dosłownie
za to na miejscu padł. nie on jeden, zresztą:
a potem były już typowo holenderskie rozrywki:




no i zacieśnianie więzi z Tatą:
 Tosia z rozpędu też zacieśniła :-)
 z Tosią w ogóle było fajnie:

 z Maksem też!
 ale z Tosią można się było bawić poważnie:



 a to moja duma: najbardziej złożona konstrukcja, która wyszła spod ręki Kubusia, jaką zaobserwowałam:
no i... znów do pociągu! 
 w zuepełnie nowej wersji. chłopięcej.
a w kolejnym pociągu, "w naszym pokoju", Kubuś czuł się zupełnie domowo!
 24-godzinna podróż (po drodze: zatrzymanie pociągu z powodu kradzieży, zatrzymanie drugiego pociągu z powodu kolizji z człowiekiem, zatrzymanie ruchu kołowego z powodu śmiertelnego postrzału) upłynęła nam w dobrych nastrojach i prawie bez zmęczenia. Kubuś zdecydowanie zasłużył na medal, w związku z czym kolejnego dnia jadł tylko smakołyki :-))