czwartek, 23 czerwca 2011

Technika

raczej tradycyjna. dawna, rzec by można...
 
 

Goście

ostatnio Kuba dużo czasu spędza na ulicy. ma tam dużo kolegów, od których uczy się wielu rzeczy.
a jak pada deszcz, miewa gości:
 
jednak tym razem każdy bawił się prawie osobno
a co na to wszystko Franek?
popisywał się siłą:

O ospie

...and the Ospa goes to... (tu szukajcie dalszych przygód Kubusiowej ospy)

piątek, 17 czerwca 2011

Po ospie!

tak czy owak ospa to fascynująca choroba... jak już się nam pokazała, rozwijała się gwałtownie, a potem się gwałtownie zwinęła. trudno mi było w pewnym momencie uwierzyć, że te kropki zejdą z twarzy Kubusia bez śladu. schodzą.
po najcięższych objawach przyszło silne osłabienie, a wczoraj... powrót apetytu (WIELKI powrót!) i powrót energii. bardzo miły stan.

a Franio? robi się z dnia na dzień coraz bardziej sprawny, a to sprzyja rozwijaniu nowych zainteresowań:
mam nadzieję, że już będzie całkiem dobrze!

wtorek, 14 czerwca 2011

...i po ospie??

Kuba nie wygląda już tak, jak na poprzednich (ani następnych) zdjęciach.
zgodnie z płynącymi do nas informacjami, stan jego skóry znacznie się poprawił. szóstego dnia rzeczywiście krostki zmieniły się w strupki, a ciało Kuby zmieniło się nie do poznania, bo w ramach rozrywki trochę go zagencjanowałam. 

niestety, jeśli chodzi o nastrój... Kuba był wczoraj w najgorszym chyba humorze w swoim życiu. sam wprost przyznawał, że nie wie, czego chce. mało je, więc jest osłabiony, spać nie chce i marudzi, marudzi, MARUDZI. dziś było nieco lepiej, więc mam nadzieję, że ta tendencja się utrzyma. ewidentnie już zdrowieje, ale są tacy, który teraz zapowiadają dramatyczny spadek odporności. pocieszać mamy się tym, że po nim ma nastąpić skokowy jej wzrost. no, zobaczymy.

na razie nadal czekam na to, co stanie się z Franiem. chłopak ma jeszcze tydzień na rozwinięcie objawów. choć z analiz mojego kalendarza (tak, tak, Izabelo, założyłam sobie kalendarz, co bardzo pomaga poczuć się Bardzo Zajętą Osobą. w moim kalendarzu dominują takie wpisy: "kupić szczepionkę dla Frania", "szczepienie Frania", "laryngolog Kuby", "laryngolog Frania", "laryngolog mój", co pozwala się poczuć nawet Bardzo Rozchwytywaną Osobą...) wynika, iż ospą Kubuś zaraził się w przychodni, kiedy byliśmy tam z Franiem w sprawie jego zapalenia oskrzeli. wpadli tam wtedy rodzice z małym chłopcem, którzy tylko chcieli sprawdzić, czy to ospa. to była ospa, co potwierdziła po krótkich oględzinach lekarka... ja też potwierdzam. tak więc Franio miał kontakt z wirusem w tym samym czasie, co Kuba i... nic. liczę na to, że tak zostanie.

sobota, 11 czerwca 2011

Oblicza ospy

taaaak... wiele bym dała, żeby Kuba podczas ospowego apogeum wyglądał tak, jak wczoraj. niestety, nie wygląda.
wczorajsza rzeczywistość też nie wyglądała już różowo. co prawda dzień był bardzo dobry - Kuba pogodny, choć trochę padnięty, przespał się w dzień, gorączka dochodząca do 40 stopni też nie robiła na nim dużego wrażenia. i nadszedł wieczór... Kubę zaczęło swędzieć. zaczął się źle czuć. ech... szkoda gadać. to była moja pierwsza naprawdę nieprzespana noc w moim macierzyńskim doświadczeniu.
Kuba troszkę przysypiał, na 15, 20, może mu się zdarzyło i na 30 minut. ale co i raz się wybudzał, płakał i wołał "boli! boli!". to było podłe doświadczenie...
o 4:00 podałam mu hydroxyzynę. o 4:30 radosny jak szpak wołał: "mamo, już jest jasno! zobacz, słoneczko wstało! chcę mleczko z płatkami!" po śniadaniu wreszcie zasnął...
spał 5 godzin. my trochę mniej.
w dzień... w dzień nie spał.
skakał, bawił się, śmiał, wygłupiał, a kiedy gorączka dochodziła do 40, oglądał bajki. usnął o... 21:45! wydaje mi się, że się nałykał prądu. albo podpijał jedną z moich licznych kaw... kompletnie nie wiem, co tu jest grane...
mam nadzieję, że już jest lepiej. temperatura już drugą godzinę krąży wokół 39 stopni. może organizm zaczyna być górą...

no i winna jestem Wam sprostowanie do wczorajszego wpisu. otóż Kubuś pożegnał się z pieluszką. tak całkiem. czyli nie tylko w dzień obywa się bez pieluchy, ale i w nocy. kompletnie odmawia jej założenia, zachowuje się tak, jakby zupełnie zadziwiające było dla niego, że mamy takie głupawe propozycje: pielucha - kto to widział! :-)
sam pamięta o swoich potrzebach, nie trzeba mu przypominać, pilnować go. nawet w nocy i w gorączce!

a Franio?
ten z kolei przeżywa apogeum urokliwości i dobrego humoru:
zabawom, śmiechom i gadaniu nie ma końca.

a ponieważ nic w przyrodzie nie ginie i skończyło nam się zawracanie głowy jednymi pieluszkami, to... Franio dziś zasnął ze smoczkiem... mam nadzieję, że to nie stała tendencja, ale tak zmienne te dzieci, że nic nie wiadomo...
trzymajcie kciuki, żeby Franio teraz nie chorował. jak patrzę na tę buzię (te buzie!)...

piątek, 10 czerwca 2011

Kostropaty

chyba już wiem, jaki jest źródłosłów słowa "oszpecony"...
taaaak... ospa nie jest urokliwą chorobą... w rzeczywistości Kuba wygląda trochę gorzej niż na zdjęciach...
jeśli to początek jest najgorszy, to jakoś to przeżyjemy, bo mój dzielny mały Kuba znosi chorobę spokojnie. dla mojego zdrowia psychicznego ma nielimitowany dostęp do Krecika i innych bajek (nie nadużywa), co pozwala mi ogarnąć się i otoczenie, a nawet napisać coś na blogu.
krosty zaczęły już swędzieć, ale Kuba - przyzwyczajony chyba do swędzącej skóry - za bardzo się tym nie przejmuje. temperatura sięgnęła w nocy powyżej 39 stopni, ale pozostaje się tylko cieszyć, że organizm prawidłowo reaguje.

w tych okolicznościach przyrody Franio błyskawicznie dojrzał. od wczoraj jest inny. i to na plus! śmieje się głośno, bawi się długo sam (BARDZO długo! długo to było zawsze), zagaduje, chwyta zabawki ze zdwojoną energią... Kuba chyba dostrzegł w nim tę zmianę, bo stwierdził, że czas już na posiłki inne niż to nudne mleko. i tym oto sposobem Franio przeszedł na pokarmy stałe. pierwszy: bezglutenowy płatek kukurydziany. wrócił w całości, tą samą drogą, którą do Frania się dostał...

a jeśli już o dojrzałości mowa: nie odnotowałam tu faktu, że Kuba rozstał się z pieluszką. po narodzinach Frania pielucha wróciła na pupę Kuba na cały dzień, jako że Kuba znów stał się dzidziusiem. jak nie miał pieluchy, to i tak nie korzystał z nocnika ani sedesu, choć wcześniej już świetnie dawał sobie z tym radę. i od tygodnia zmiana: Kuba w dzień nie nosi pieluchy, po nocy ma suchą i w każdej sytuacji informuje o swoich potrzebach: w samochodzie, podczas zabawy, po przebudzeniu, a nawet w nocy podczas gorączki. dla mnie jest to ewidentnie powiązane z moją gotowością do odpieluchowania go. jeśli ja mam w sobie 100% zgody na jakiś jego proces, on zachodzi (patrz: zakończenie ssania piersi, rozstanie ze smoczkiem). uwielbiam to jedyne w swoim rodzaju połączenie!

czwartek, 9 czerwca 2011

5 miesięcy

oblicza Frania:
i prawdziwie 5-miesięczne, z dzisiaj
z okazji tej - jakże okrągłej - miesięcznicy Franio nabył nową umiejętność: od 4 dni przekręca się z pleców na brzuch. na samych plecach od dłuższego czasu przekręca się o 180, 360, 540 stopni. strach pomyśleć, co by było, gdyby go nie zatrzymać :-)
ma silne mięśnie brzucha, silniejsze chyba niż mięśnie grzbietu, bardzo chętnie podnosi się do siedzenia, mniej chętnie wyleguje się na brzuchu.
waży 7400g, mierzy ileśtam, wspaniale się rozwija i... nieustannie martwi czymś mamę. to oczywiście nieprawda, bo prawda brzmi: i mama nieustannie się czymś zamartwia w jego sprawie... niech prawdziwa okaże się wersja, że zupełnie niepotrzebnie.
na więcej pisania nie mam weny. czekam na ospę...

 za część zdjęć dziękuję Kasi Gałązce (znanej, nie linkuję :-))