wtorek, 12 lutego 2013

Czarnoksiężnik

- I jak, synku, udało Ci się dzisiaj kogoś zaczarować?
- A, nie... Zupełnie zapomniałem...
- O czym zapomniałeś?
- Zapomniałem, że mogę czarować...

pocieszające jest to, że jako spiderman nie będzie wchodził na ściany...

poniedziałek, 11 lutego 2013

Synowie

nie każda z Was wie, jak to jest, kiedy się ma dwóch synów, więc oto przykład:

- Szanowny panie! Czy może mi pan zrobić kupę??
- Taaa!
- No to zrób!

wiem, wiem, z dziewczynkami zapewne bywa podobnie. to kwestia wieku.

ps. z ostatniej chwili:
- No, jęcz!
...

piątek, 8 lutego 2013

Słowa Franka

pisząc urodzinowy post o Franku, pominęłam oczywiście kilka słów, których używa (jako i teraz pominę), ale zamierzam uzupełniać słownik na bieżąco, jako że słów w nim przybywa w tak powolnym tempie, że aż mnie to śmieszy. wiadomo, czemu mnie śmieszy - przez porównanie...
nie wiem, jak to możliwe, że mogłam pominąć tutu, czyli obsesję Franka - pociąg. tutu znane jest od dawna.
tuż po drugich urodzinach pojawił się taktor, czyli obsesja nr dwa.
wyrazy na t, czyli: ta, to, tu, tam. prawie wszystkie używane milion razy w ciągu dnia, podczas układania puzzli. Franek przymierza pojedynczy klocek (puzzel?) w niełaściwe miejsce i głosem aniołka pyta: tu? po otrzymaniu odpowiedzi przeczącej przkłada klocek w inne niewłaściwe miejsce lub w miejsce właściwe, lecz niewłaściwie obrócony i pyta: tu? po czym wkłada klocek tam gdzie trzeba i pyta ponownie: tu? po czym sam sobie odpowida: ta, tu!
ła, czyli "ja". choć dziś dwa razy powiedział wyraźnie ja i mam nadzieję, że tak mu zostanie.
od wczoraj ćwiczy tyty, czyli "cycy".
a to mi od razu przypomina, że Franio na kilka rzeczy ma jedno określenie, brzmiące jak cmoknięcie czy też jak odgłos ssania czegoś. dźwięk ten oznacza: mleko, słodycze oraz pieluszkę z misiami, które są do siebie przytulone, a także parę innych, nie zidentyfikowanych dotąd rzeczy.

Telefoniczne przyjaźnie

właśnie odkryłam, że w moim życiu mamy pojawiła się (dawno temu) nowa kategoria: przyjaźń telefoniczna.
nie, nie chodzi o to, że dzwonię na 0700- w poszukiwaniu wrażeń. po prostu z najfajniejszymi kobietami, jakie znam, rozmawiam głównie przez telefon. oj! i to bardzo głównie! fajnie byłoby spotykać się częściej, ale uświadomiłam sobie dziś, że te telefoniczne przyjaźnie są silne, niczego im nie brakuje. nie spodziewałabym się kiedyś, że tak można, no, ale ilu rzeczy ja się kiedyś nie spodziewałam!

halo, kochane! serdecznie Was stąd pozdrawiam!

niedziela, 3 lutego 2013

Zupełnie inny dzień

chciałam się podzielić tymi obrazkami z kilkoma osobami - z kilkoma kobietami konkretnie. a kto tu zagląda jak nie kobiety?
no więc:


buhaha!
no, taki mam dzień :)

sobota, 2 lutego 2013

Dzień, w którym na wszystko znalazł się czas

właśnie.
fenomenalne uczucie.
czas na spokojną kawę. czas na spokojne ubieranie. czas na spokojne śniadanie. czas na spokojne (!) podanie antybiotyku. czas na spokojne wycieranie pawia po antybiotyku.
czas na liczne działania artystyczne.
no, tu musimy zatrzymać się na dłużej.
ja (ja!) zorganizowałam im dziś dzień rozwoju twórczego. choć może raczej manualnego. nie, artystycznego jednak.
zaczęło się od działań muzycznych. rozpoznawaliśmy piosenki (czy kolędy oraz hymn to piosenki??) z wystukiwanych (!) melodii. jak wystukiwanie nie wystarczało, rozpoznawali z nuconej melodii. nuconej przeze mnie!! Kuba rozpoznawał ze 100% skutecznością. wzbudziło (ożywiło raczej) to mój zachwyt nim i sobą ;) co więcej - ja rozpoznałam wystukaną przez niego melodię! to po raz kolejny przypomniało mi, że praktyka czyni mistrza. Kuba nie jest jakimś muzycznym geniuszem, ale dużo śpiewa. no i się nauczył! naprawdę jestem zachwycona.
potem były działania manualne. Franek wyklejał, a Kuba rysował.
tu przede mną duuużo pracy.
Kuba jest baaardzo inteligentnym chłopcem. werbalnie rozwiniętym ponad miarę. jest dobry w matematyce i zaczyna być w czytaniu. ale trzymanie czegokolwiek, co pisze... ech...
zamieszczę to tutaj. ku pamięci własnej.
tak wygląda ślimak rysowany własnoręcznie:
a tak ślimak rysowany z moją pomocą (kropki):
tak wyglądają próby samodzielnego narysowania lwa:
 tak lew rysowany z moją pomocą:
w górnej części próba stworzenia zebry, w dolnej próba rysowania jej ze mną:
tu Kuba próbował narysować smoka:
tu rysował go ze mną:
nie, nie chodzi mi o to, jak pięknie rysuję :) chcę za jakiś czas zobaczyć, jakie Kuba poczynił postępy. 
po tym, jak pouczęszczamy na integrację sensoryczną. bo w niej upatruję odpowiedzi na jego nieumięjętności.

a całkiem potem znalazłam czas, żeby zrobić sobie listopad. jak się robi listopad? bierze się grabie i grabi się nimi opadłe liście. gwarantuję Wam, że nie tylko aktywność jest listopadowa, zapach też. wilgoć i zgnilizna. ja akurat lubię... dobra, nie zgnilizna. zbutwiałe liście. 
optymistyczne jest to, że od razu po listopadzie przyjdzie wiosna. chyba.

na koniec dnia malowanie farbami. wyjątkowo, bo wcale niełatwo mnie na to namówić. efekty zawsze uwielbiam, sprzątanie mniej. nie po Kubie, oczywiście. wystarczy Franka spuścić z oka, a to, co później zastaję, sprawia, że włosy stają mi dęba. więc tym razem pilnowałam. było super.

cały dzień był genialny. recepta na sukces?
100% zaangażowania. 
wejście na całość we wszystko, co się robi. czyli 100% działań artystycznych, 100% grabienia, 100% ścierania pawia i 100% kawy. no, dobra - 80% na kawę.
po raz kolejny przekonałam się: ile włożysz, tyle dostaniesz. żadne półśrodki.

a na koniec dzieło Franka, zainspirowane działaniami jego przyjaciela:
tak było dzisiaj u nas.

ps. specjalne pozdrowienia dla Sister, która też miała dzisiaj dobry dzień. 100%, prawda, Sister?

piątek, 1 lutego 2013

Świnia

- Ja myślę, Kuba, że Franek to jest taki gałganek jak... jak dwa wilki morskie.
- Wilki morskie nie istnieją. Chyba chciałaś powiedzieć świnki morskie.
- ...


Piracka impreza

byliśmy na takowej tydzień temu.
na początku humory piratom nie dopisywały:
nawet fajne zadania nie pomagały:
trochę pomogły nagrody za zadania:
ale najlepiej zadziałał rum:
zmiana była radykalna:
od tej pory częściej posługujemy się tą metodą...
a Franek? ten zaraz po zejściu z rąk (na ląd?) znalazł sobie pochłaniające go zajęcie:
piraci byli bardzo zadowoleni z takiego kucharza
a jak mu się znudziło, przyglądał się wszystkiemu z uwagą:
a wieczorem? piraci, piraci i piraci...

niedziela, 27 stycznia 2013

Sezon zakończony

nie był to może długi sezon, ale bardzo bardzo dobry.
Kuba wykazywał dużo zaangażowania, a nawet entuzjazmu, nie męczył się, nie zniechęcał, chciał więcej, a po jeździe zostawał jeszcze na dworze. to było bardzo miłe.
po odwilży zamawiam znów śnieg!

piątek, 25 stycznia 2013

Zima

zdobywcy
Kuba idzie i trzyma za plecami sopel - niespodziankę. Franio idzie i nie trzyma za plecami nic. dlaczego trzyma ręce z tyłu? oczywiście dlatego, że tak trzyma je Kuba. jego naśladownictwo to zwykle po prostu małpowanie :-)
park maszyn:
wybór jest trudny, dlatego zmiany następują co i raz.
a tu już karmnik bażantów:
informacja dla mieszczuchów: nie, te dwa to nie są bażanty.
to są orły:
i pompki na śniegu. potraficie tak?
a wieczorem:
i zupełne zwieńczenie dnia:
fajna ta zima!

środa, 23 stycznia 2013

Sezon uważa się za rozpoczęty

pierwsze podejście w tym sezonie.

a tak zupełnie baj de łej, to Kuba kończy dziś 4,5 roku.
i to był pięęękny dzień. więcej takich sobie życzę.

Kobiety jak motyle...

Franio to ma szczęście...

sobota, 12 stycznia 2013

Piękny roku początek

piękny roku początek wyglądał tak:
Pewna Osoba wpadła genialny pomysł, zrealizowała go i oto ją mieliśmy! chwilkę, ale jakże wspaniałą!
w tej sytuacji nawet pożegnanie nie było takie smutne
a data była wspaniałą wróżbą!!
dobrze to rokuje temu rokowi :-))

To nie jest post dla małych dzieci

pisałam już, że stary rok skończył się bardzo dobrze, a nowy zaczął wspaniale (o czym jeszcze będzie)?
tak właśnie było. kluczowe oczywiście jest to, że w Nowy Rok weszliśmy w zdrowiu, ale mieliśmy tę przyjemność, że jeszcze parę rzeczy było na plusie. między innymi wspaniała zabawa na przełomie lat.
i o tym właśnie dziś:
 
 
 
kalambury są nieśmiertelne...