wtorek, 26 sierpnia 2014

Koniec liczenia

nie będę już liczyć dni.

co jakiś czas (bez przerwy) ktoś pyta, jak się tu czuje(my).
normalnie. dobrze. jak w domu.
jesteśmy u siebie.




no, może tylko opakowaniem od lodówki chłopcy bawili się pierwszy raz i to było niezwykłe.

mniej więcej tak wyglądają nasze przygotowania do szkoły i przedszkola :)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Dzień trzeci. Rocznicowo.

trzeci dzień zaczął się spokojnie, domowo.



wystarczyło nie wyjąć zabawek i chłopcy wsiąkli w lego. a nawet w duplo. trzy dni konstruują pojazdy jeżdżąco-latająco-pływająco-gasząco-strzelająco-.....ące.

dzień był szalenie aktywny (kiedyś może zgram zdjęcia z komórki), a wieczór troszkę sentymentalny:




dzięki zaangażowanemu Kronikarzowi mam dowód, że rocznicę (drugą) spędziłam w jakimkolwiek kontakcie z głównymi... kim właściwie? bo przecież nie jubilatami. w jubilatce po prostu byłam :)




i on był:


ale poczęstunek wybrałam nie na słodko:


a najbardziej zachwyca mnie to zdjęcie. bo ładne i doskonale korespondujące z jednym z tamtych:


na zdjęciu oczywiście autor (fragment).

dzień zakończyliśmy na moście:


kończyliśmy, kończyliśmy, aż w końcu trzeba było wracać, bo noc się zbliżała...


niedziela, 24 sierpnia 2014

Dzień drugi

drugiego dnia zrobiliśmy sobie dłuższą wycieczkę:


spotkałam tam nowe auto(loko)mobilowe marzenie :)


znacie taki sprzęt? ja nigdy wcześniej nie widziałam ani nawet nie słyszałam


 niestety, nie weszliśmy na eksponat, a byli tacy, co weszli. i pojechali!


ja zasiadłam do prac manualnych


tudzież zoologicznych (mało widać, ale trzymam postronek!)


a Kuba bezbłędnie radził sobie w kukurydzianym labiryncie


wieczorem wróciliśmy do siebie. tu Franek odżył:


więc wieczór wyglądał tak:

sobota, 23 sierpnia 2014

Dzień Pierwszy.

wylądowaliśmy na nowym lądzie.
jesteśmy tu u siebie.
tu jest lepiej.
nic nie robimy, a dużo się dzieje. to dokładnie odwrotnie niż tam.

dziś na przykład wyszliśmy dwa razy na krótko.

raz:



















5 minut od nas.
pamiętam, że kiedyś pojechałam do Budapesztu i tam zwiedzałam równie tajemnicze miejsca. nie trzeba. (choć jaskiń tu jeszcze nie widziałam)

i drugi raz:





3 minuty od nas.
tam zostaliśmy do zmroku. z żalem (ja). tzn. z żalem, że jednak trzeba by wrócić do domu. świetnie się bawiliśmy - nie wszystko dało się ująć na foto.

więc przyjeżdżajcie! Wy z dziećmi i Wy bez dzieci, z noclegiem i bez... nie, co ja gadam! bez noclegu, to jednak słabo :) nocleg się zawsze znajdzie, zwłaszcza, że jutro zamierzam umyć podłogę :)

jest nam tu dobrze. i wiem, że tak już będzie.

środa, 23 lipca 2014

Dziś.

mój ukochany synek ma dziś urodziny.

dialog z wczoraj przy myciu zębów (synek wziął szczoteczkę, rozglądał się za pastą, czytająca w myślach mama podała mu ją bez słowa):
- Kocham Cię, mamo!
- ... A za co mnie kochasz?
- ... Zawsze Cię kocham!
- ...

topię się.

wtorek, 22 lipca 2014