środa, 25 listopada 2009

Nowe hobby

w Kubusiu walczą obecnie dwa dominujące zainteresowania. zainteresowania walczą (nie tak jak w przypadku czytania i rowerowania), ponieważ są wzajemnie wykluczające się, jako że jedno boi się drugiego (choć drugie pierwszego raczej nie).
w powyższym ujęciu to jest drugie:a to jest pierwsze, dotychczas realizowane jedynie na spacerach zewnętrznych:
postawa psa nie jest chwilowa ani przypadkowa. ona mówi: NIGDZIE dalej nie pójdę! ANI KROKU!
a mina młodego człowieka mówi: CHODŹ!!
tu na przykład: chodź, Stefciu, coś Ci pokażę:to są moje magnesy, widzisz?
i powiedziałabym, że nie wiem, czemu pies uciekł, kiedy tylko nadarzyła się okazja, bo wiem...
ale radość Kubusia na widok Stefci, kiedy wrócił z przedszkola... bezcenna!

poniedziałek, 23 listopada 2009

12+4

Kuba skończył dziś 16 miesięcy.
od rana był słodki. szalenie słodki (nie lubię tego określenia, ale nie potrafię znaleźć nic, co lepiej odda jego słodycz :-)). miałam nawet taki pomysł, żeby go nie zawozić do przedszkola - tak nam było dobrze razem. ale się troszkę opamiętałam i go zawiozłam.
ale zanim go zawiozłam, zrobiłam mu trochę zdjęć.
najpierw - dokumentujące jego twórcze podejście do zabawy:fajnie jest naraz korzystać i z rowerka i z książki!
a potem Kuba się ubierał. całkowicie z własnej inicjatywy! i nawet dobrze mu szło!
na końcu bieg do mamy. bieg do mamy jest rozkoszny! ja się rozpływam...
w ogóle Kuba pięknie wyraża całym sobą, jak się cieszy na mój widok. no, może nie w przedszkolu... ale jak mnie w domu nie widzi przez jakiś czas, to jego radość jest nie do ukrycia:-)

a do jego repertuaru weszło nowe sformułowanie:
o, tu!
o, tam!
i tak może przez pół dnia. chciałabym mieć tyle entuzjazmu! chociaż... właściwie mam. dla niego.
więc na koniec coś wspólnego i pięknego. wcale nie słodkiego :-)
(buźkę Kuba sam sobie zasłonił moją ręką)

W przedszkolu

w przedszkolu Kuba czuje się jak ryba w wodzie. już zupełnie z nim nie zostaję :-((
odbijam to sobie, kiedy go odbieram :-)
dziś zrobiłam małą sesję, odbierając go. byłam pod wrażeniem!
dziewczyny bardzo się garną do zdjęcia z nim!
jedno bez towarzystwa:

A w niedzielę

a w niedzielę znowu Tonia. taka podrośnięta. zupełnie inna Tonia.
jedna mała dziewczynka, a tyyyle bałaganu! twórczego bałaganu oczywiście!Kuba cichutko w kątku coś sobie pogryzał...
Tonia, ta Tonia, przyjechała oczywiście z Romkiem. chłopcy przez moment ładnie się bawili razem:

Na Freta

a właściwie na Chmielnej. napadły na nas fretki. Kuba był zafascynowany, choć trochę się bał:a potem poszliśmy do kawiarni, żeby się ukulturalnić:
i ubawić:
z błyskiem flesza wyglądało to tak:
wyglądało fajnie, bo chłopcy podobni: blondyni, lokowani, pogodni. a, chłopczyk był nieznany.

W piątek

w piątek pojechaliśmy odwiedzić małą Tonię i Piotrka. jak przyjechaliśmy, okazało się, że Tonia przebywa w objęciach Morfeusza, a nas powitał Piotrek z Lidką:objęcia Morfeusza wyglądały tak:
a później przyszły ze szkoły Ewa i Zosia:
zatem był komplet!
Tonia zmieniła się w małą Mikołajkę:
a potem nagle objawił się nie taki już mały Mikołaj :-)

czwartek, 19 listopada 2009

Dzień (bez) zdjęć

z niecierpliwością czekam na moment, kiedy wreszcie każdy z nas będzie mógł sobie zamontować aparat fotograficzny w oku i będzie można wrzucić na bloga wybrane kadry z życia codziennego. pozbawiona takiej możliwości, ubolewam czasem nad uciekającymi kadrami. z drugiej strony jest coś szalenie pociągającego w tej ulotności, przemijalności chwili. gdyby można było wszystko zarejestrować, prawdopodobnie trudniej byłoby się cieszyć wszystkimi tymi momentami aż tak.

po dwóch tygodniach przerwy w przedszkolu, Kubuś miał pierwszy dzień dość trudny, płaczliwy, a kolejne już po staremu, co bardzo mnie cieszy. kiedy przyszłam dziś po niego (oczywiście po namyśle zostawiając aparat w domu), zastałam go siedzącego za stołem, w otoczeniu swoich niewielkich rówieśników i wcinającego makaron. widok był piękny! jakby wyjęty z bajki o krasnalach. dowiedziałam się też, że Kubuś odzyskuje apetyt, co po ponad dwóch tygodniach na mleku mamy i rozpuszczalnych kaszkach cieszy mnie bardzo.

w domu też było co fotografować: np. jak Kubuś bierze prysznic na sucho, jak myje tymże prysznicem swoją lalę, jak przekomarza się ze Stefą, zwodząc ją smakołykiem, którego jej w końcu nie daje, no i jak całą parą w płucach krzyczy przez pół dnia: tataaaaaa! tataaaaaaa! tatooooo!!!!!!!!!! choć to ostatnie stosunkowo trudno na zdjęciach uchwycić...

to, co ja najbardziej lubię w jego wykonaniu (choć wybór jest trudny) to poranki, kiedy jest przesłodki, przeuroczy, roześmiany, przytulny, zaczepny... to jedno rekompensuje mi nieprzespane noce. no i komunikowanie bieżących odkryć: "o!" uwielbiam to: książeczka, samochód, czajnik, ptaszek, łyżka...: "o!". nośne! krótkie, wymowne - uwielbiam ten lakoniczny przekaz.

w ogóle lubię nasze ostatnie dialogi:
- Kubusiu, co Ty tam znowu wyciągnąłeś??
- To!

- Kubusiu, gdzie Ty tam znowu idziesz?
- Tam!

- Kubusiu, kto tu rozsypał tę kaszę?
- Tata!!
i wszystko jasne...


ostatnio uczymy Kubusia pewnej dyscypliny, co skutkuje tym, że Kubuś odłożony do łóżeczka wieczorem, wybucha rozdzierającym szlochem, po około minucie milknie i niedługo potem zasypia. sam. całkiem sam. sam w pokoju. nie ukrywam, że trochę mi się serce kraje, ale fakt, że trwa to minutę, sugeruje mi, że krzywda wielka mu się nie dzieje.

no i gwoli dokładności donieść tu należy, że Kubusiowi wyrżnęła się już kolejna czwórka. jeszcze jedna na horyzoncie i czekamy na te trójki, które ponoć są utrapieniem...

środa, 18 listopada 2009

Młody technik

nadszedł czas, aby nabyć dodatkowy mebel na rzeczy Kuby, co być może pozwoli utrzymać większy porządek w dziesiątkach zabawek.
mebel należało skręcić.
skręcającemu należało pomóc:
Kuba wykazywał własną inicjatywę:
oto efekt jego samodzielnych działań:
ale nie jest tak, że nakłaniamy go tylko do budowania, kierowania, skręcania...
uczę go też utrzymywać porządek, a jak chce, bawimy się lalą (od niedawna):
zdumienie Kubusia budzi to, co lala ma zamiast siusiaka. Tata stwierdził, że jest to "technologiczna dziurka". być może. w każdym razie zdumiewa.

wtorek, 17 listopada 2009

Przyspieszenie

po powrocie do domu Kublik dostał radosnego amoku. szybszy niż błyskawica był nie do opanowania:-)

poniedziałek, 16 listopada 2009

Próba

wszak święta tuż! nie wierzycie? zajrzyjcie do supermarketów!

niedziela, 15 listopada 2009

Sprzątanie

a dziś od rana sprzątanie - wiadomo, jak to przy niedzieli...
wziął się za to Kubuś, bo wszyscy inni półprzytomni. on jeden, po połowicznie przespanej nocy, bryka radośnie, emanuje energią i zachęca wszystkich, żeby uczestniczyli w jego zabawach.
teraz (południe) wszyscy poza mną śpią, co prawdopodobnie tymże wszystkim wyjdzie na dobre.