wtorek, 8 czerwca 2010

Moc wrażeń

zazwyczaj podczas pobytów na wsi, Kubuś ma mnóstwo doświadczeń. ale ten wyjazd nie był zwykły. taki wyjazd zdarza się średnio raz na rok, a Kubusiowi zdarzył się akurat po raz pierwszy.
wyjazd był dłuuuuugi i dawał możliwość spotkania z rzadko widzianą CiocioBabcią i WujkoDziadkiem. ba! nie tylko spotkania, ale nawet dłuższego przebywania!
znalazł się więc czas m.in. na lekcje tańca dla średniozaawansowanych:teraz już Kubuś jest wysocezaawansowany, a Nauczyciele przeszli do klasy lux

przy okazji spotkał się też Kubuś z innym WujkoDziadkiem
emocji było moc, a do tego słońce podnosiło temperaturę, więc...
Babcia zaś - starając się być w tym towarzystwie konkurencyjna (zupełnie niepotrzebnie, jest bowiem w swojej klasie zupełnie bezkonkurencyjna) - dostarczała Kubusiowi takiej oto rozrywki:
no i na koniec, ale nie ostatni - jak to rzekają inne nacje - Dziadek.
też nie miał konkurencji...
a już we trójkę...
i jeszcze inna konfiguracja
zobaczcie, jak to wyglądało w ruchu:


ale na szczęście po powrocie do domu Kubuś nie tylko że nie posmutniał, ale i wrócił do siebie w różnym sensie.
u Dziadków na przykład zasypiał ok. 21ej, ale budził się po 1ej, żeby nieco pohasać, np. do 3:30... dla mamy to były takie sobie wakacje... a po powrocie do domu? Kubuś zasnął w samochodzie, a przeniesiony do łóżeczka... spał do 5:30!!! a w dzień? w dzień spał 3 godziny!!! teraz też już śpi i ciekawa jestem wielce, jak to będzie wyglądało dziś w nocy...

piątek, 4 czerwca 2010

Chyba już po...

od wczoraj Kuba wygląda na znacznie zdrowszego.
sami zobaczcie:











a tu coś więcej dla wiernych czytelników:
zabawy ze zwierzętami
i jeszcze innymi zwierzętami
goooool! tzn. kosz, oczywiście...
szybka (no, względnie szybka) jazda

wtorek, 1 czerwca 2010

Dzień Dziecka

czas najwyższy zamieścić jakiś post.
jesteśmy u Dziadków, a tutaj jakoś zawsze trudno o zdjęcia. może dlatego, że tu tyle atrakcji, że zawsze potrzeba dwóch osób do zrobienia zdjęcia: jedna powinna pilnować bezpieczeństwa Kuby, a druga w tym czasie mogłaby robić zdjęcie.

no właśnie: a propos takich atrakcji...to chyba oczywiste, że skończyło się to nienajlepiej, co zresztą też znalazło się na zdjęciu, ale tylko dla ludzi o silnych nerwach, więc go tu nie zamieszczę.

a już u Dziadków Kubuś...
i...
ten barszczyk był jeszcze przed tym, kiedy okazało się, że Kuba z przedszkola przywlókł rotawirusa :-((

ech...

ale dziś wygląda na to, że już po chorobie. oby! trzymajcie za Kubę kciuki!

wtorek, 25 maja 2010

Marketing

uważam, że karmienie piersią jest przereklamowane.
jeszcze długo zanim zaszłam w ciążę, doskonale wiedziałam, że dzięki karmieniu piersią dziecko - moje i każde inne - zyska niebywałą odporność, a ponadto uniknie wszelkich uciążliwych alergii (a już na pewno, jeśli karmiąc, będę na diecie!).
do budowania wspaniałej relacji się nie wtrącam, choć jestem przekonania, że cudowną więź z dzieckiem matka może zbudować, karmiąc je butelką ze smoczkiem, łyżeczką, strzykawką, palcem, czy nawet przez sondę.

co zaś do dwóch pierwszych argumentów, proszę mnie nie przekonywać, co by było gdyby...
może raczej czas dawać matkom wybór i rzetelną informację??


ps. osobiście uważam, że karmienie piersią jest super. przede wszystkim super wygodne

Anioł


no i cóż tu dodać??

Zawirowania czasu

już niedługo urodziny Kubusia (za dwa miesiące!), jeszcze wcześniej Dzień Dziecka, więc czas już na prezenty! i tak oto Kubuś stał się posiadaczem nowego pojazdu:pojazd - jak widać - przybył w komplecie z gorliwą nauczycielką, która nie opuszcza żadnej okazji, aby coś udoskonalić, coś podpowiedzieć, coś wskazać...
(próbowałam nagrać filmik, ale na pierwszym planie ciągle była kwiecista spódnica...)

wobec tak intensywnej edukacji Kubuś troszkę odpuścił...

piątek, 21 maja 2010

Jesteśmy nieprzemakalni, jesteśmy...

Następnego dnia po tym, jak Kuba fizycznie wyraził zainteresowanie przebywaniem w kałużach, został wyposażony w zestaw (no, na razie w pół zestawu) wodoodporny i jak tylko nadarzyła się okazja, zaczął odbywać swój marsz. marsz odbywał się w te i nazad przez wiele wiele minut finał marszu nie pozwala mi dokończyć tytułowego cytatu, jako że obawiam się, iż mogłoby to być grube przekłamanie*. kiedy odwróciłam się na moment, spostrzegłam po chwili moje dziecko leżące w kałuży na brzuchu i degustujące wodę z kałuży...

*oczywiście przekłamaniem byłoby w warunkach, w jakich żyjemy, czyli zdecydowanego braku niedoboru wody, czy też - inaczej rzecz ujmując - stanowczego jej nadmiaru

Kryzys

czasem miewam kryzys. ostatnio rzadko, ale się zdarza.
wczoraj moja odporność na powtarzalność była wyjątkowo niska...

Mamo, simak!
Simak, mamo!
Simak!
Simak!
Mamo, simak!
Tu jest simak, mamo!
Simak, mamo!
(…)
Tak, synku, tu jest ślimak!

Idzie, mamo!
Idzie!
Idzie simak!
Mamo, idzie!
Idzie simak, mamo!
Simak idzie!
Idzie, mamo!
(…)
Tak, ślimak idzie, synku!

Nie idzie!
Nie idzie!
Stoi!
Simak stoi!
Stoi, mamo!
Stoi simak!
Simak stoi!
Stoi, mamo!
Mamusiu, simak stoi!
Nie idzie!
(…)
Tak, ślimak już nie idzie. Stoi.

Nie ma simaka, mamo!
Nie ma simaka!
Mamusiu, nie ma simaka!
Uciek!
Mamo, simak uciek!
Uciek simak!
(…)
Tak, synku! Wziął nogi za pas i uciekł!

dobrze, że to tylko pismo i nie słychać tonu głosu. a właściwie tonów. głosów.
entuzjastyczny, radosny wysoki głosik i sączący się przez zęby znacznie niższy głos.

uwielbiam to, że mój kochany synek tak wcześnie tak pięknie mówi. wczoraj traciłam cierpliwość już przy ósmym powtórzeniu... na szczęście jedno z drugim nie stoi w sprzeczności...

środa, 19 maja 2010

Założenia...

przypuszczam, że więcej mam ma tak jak ja. bo dla mnie to najgorzej nastawić się, że jakoś będzie... tak jak dziś: jak Kubuś uśnie, to ja: upiorę, uprasuję, ugotuję i inne czynności na u i nie tylko... a co Kubuś na to? nie zasnął. wcale.

no więc, skoro napisałam o tym, jak pięknie jeździ na hulajnodze, pomyślałam, że podjedziemy (tzn. on podjedzie) do kiosku po gazetę.
no i pojechaliśmy:po drodze były taczki
oraz jakieś koło w chodniku
trzeba było znieść hulajnogę z krawężnika
i już można było zmierzać w kierunku kiosku
gdy nagle...
trzeba było wspiąć się na krawężnik
zjechać z niewielkiej górki
(a właściwie sprowadzić hulajnogę)
a potem... obok kiosku był sklep spożywczy...
no i idealne miejsce do przycupnięcia z bułą
zresztą inne było równie dobre

nie miałam wystarczająco wielu rąk, żeby zrobić zdjęcie obrazujące, jak idę z Kubą, hulajnogą, gazetą i aparatem w dłoniach (i na szyi). a miało być szybko i lekko...

Duży

Kubuś ostatnio się zmienił.
nie chce używać śliniaka, ale za to...nosi bokserki!
wygląda... no, już nie słodko :-) męsko chyba...

a co do hulajnogi, to ostatnio po raz pierwszy udał się z nami na spacer z psem na hulajnodze właśnie. nic nie opóźniał, raczej trzeba było go gonić. to też zmiana.