no więc, skoro napisałam o tym, jak pięknie jeździ na hulajnodze, pomyślałam, że podjedziemy (tzn. on podjedzie) do kiosku po gazetę.
no i pojechaliśmy:
po drodze były taczki
oraz jakieś koło w chodniku
trzeba było znieść hulajnogę z krawężnika
i już można było zmierzać w kierunku kiosku
gdy nagle...
trzeba było wspiąć się na krawężnik
zjechać z niewielkiej górki
(a właściwie sprowadzić hulajnogę)
a potem... obok kiosku był sklep spożywczy...
no i idealne miejsce do przycupnięcia z bułą
zresztą inne było równie dobre
nie miałam wystarczająco wielu rąk, żeby zrobić zdjęcie obrazujące, jak idę z Kubą, hulajnogą, gazetą i aparatem w dłoniach (i na szyi). a miało być szybko i lekko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz