nareszcie doszło do spotkania dwóch Kubusiów! do spotkania dłuższego, kontaktowego i naprawdę udanego! dla zadzierzgnięcia lepszych kontaktów Kubuś podarował Kubusiowi prezent. wcześniej jednak upewnił się, czy nie doszło do jakiejś pomyłki i czy w torbie znajduje się rzeczywiście to, co miało się w niej znajdować:potem Kubuś sprawdzał, co to jest potem obaj wspólnie oglądali prezenty Kubuś prezentował je Kubusiowi a Kubuś sprawdzał jakość wykonania potem ramię w ramię i głowa w głowę cieszyli się prezentami naprawdę wspólnie! jedna Mama nie wytrzymała z zazdrości i się dołączyła :-) (druga musiała dokumentować, bo też by tam była!) a potem atrakcje na świeżym powietrzu i tak... Kubuś został wyrolowany :-) a rano Kubuś pytał: Mamo, dlaczego Kubuś chciał mi zabrać tego quada? ale jeszcze bardziej podobało mi się, kiedy wczoraj wołał: Kubusiu, chodź! pierwszy raz używał swojego imienia w odniesieniu do innego dziecka. a ja myślałam, że to dla niego zbyt zawiłe...
a to już dziś rano. Mister Wioski w akcji :-)) jutro znów klubik-przedszkole. trzymajcie kciuki. choć cała jestem dobrej myśli!
marzy mi się, żeby sobota była szczególnym dniem. zawsze. cóż, zazwyczaj nie jest. ale dzisiejsza... dzisiejsza była. była rodzinna i kulturalna. ale od początku. czyli od wczoraj :-) tylko dlatego, że zdjęcie jest charakterystyczne dla tego obywatela:a dziś? ten piękny dzień zaczął się zakupami na bazarze, co bardzo lubię, a potem zrobiło się jeszcze bardziej aktywnie. najpierw Kubuś prezentował Tacie swoje umiejętności kierownicze. no dobrze, napędowe też: a potem obstawiał większe sprzęty, bo hulajnoga przy tym poziomie energii to za mało! a potem...
do potem potrzebny jest wstęp. no bo to jest blog Kubusia, prawda? czy też o Kubusiu. no ale teraz to już nie tylko o Kubusiu przecież! no więc skoro zrobiło się tak rodzinnie (bo drugiego bloga nie założę!), to i o mamie może coś być czasem, prawda? w końcu to nie niemowlaki czytają ten blog, tylko mamy, prawda? no, to będzie o mamie.
najpierw refleksja. piszę tu zazwyczaj o jasnych, świetlistych stronach macierzyństwa, ale są też ciemne i o jednej zamierzam wspomnieć. otóż macierzyństwo zamyka niektóre furtki do kultury. i nie ma tu co debatować i wymyślać wyjątki, bo oczywiście, że wszystko się da (zwł. raz czy dwa), ale nie jest już tak kolorowo, jak kiedyś. i tak pewnie przez kilka następnych lat (chyba że ma się babcię pod ręką lub zaufaną opiekunkę, czym nie dysponujemy). i dlatego dziś dzień tak wyjątkowy. po ponad dwóch latach po raz pierwszy poszłam do teatru. a raczej pod teatr. jaki? tak, to inauguracja sezonu och-teatru. na dobry początek spektakle plenerowe, co umożliwiło mi uczestnictwo w nich. Lament na placu Konstytucji był bardzo przejmujący. tych, którzy jeszcze nie widzieli, gorąco namawiam na kolejny rok. naprawdę warto zobaczyć! w przerwie między spektaklami miałam okazję uczestniczyć w uroczystym odsłonięciu tablicy z nową nazwą przystanku: "Och-Teatr (d. Częstochowska)" zamiast "Kino Ochota". była to skromna, acz bardzo radosna uroczystość: a na deser flamenco: choć malownicze, to jednak nie jestem jego największą fanką. na praską stronę Warszawy na koncert Urszuli Dudziak nie zdążyłabym dojechać, ponieważ zależało mi, aby zobaczyć klimaty, które w weekend zapanowały tu: te klimaty są różne. wiele z nich potwornie (tym razem to bardzo adekwatne określenie) poruszającychale inne (na szczęście!) bardziej konsumpcyjne. niestety nie udokumentowane. a należały do nich smakołyki, rzeczy dla oka i dla ucha. to dla tych ostatnich tam pojechałam. zdjęć ani nagrań nie posiadam, ale tu reprezentatywna próbka:
nie, jednak nie reprezentatywna, bo większość z Was słucha na małych głośniczkach, które niezbyt godnie oddają dźwięk, a poza tym nie widzicie tych spojrzeń, uśmiechów, jakie wymieniali ze sobą muzycy. aranżacje utworów ze zdecydowanie podwójną energią w stosunku do tej na płytach... ech, cudnie było!
i w ten oto miły sposób wreszcie pobyłam sobie w ciąży. mamy dwojga (lub więcej) dzieci wiedzą bowiem dobrze, że w drugiej ciąży się prawie nie bywa. ona mija. i właściwie teraz byłam w drugiej ciąży pierwszy raz :-) może tak: pierwszy raz dłużej niż kwadrans. i po raz pierwszy mój syn (!!) posłuchał na żywo tak dużo tak dobrej muzyki. z naciskiem na instrumenty strunowe. które były bardzo szarpane :-) mam nadzieję na więcej przez te najbliższe 5 miesięcy. bo na Kubę takie doświadczenia bardzo dobrze wpłynęły. ale o Kubusiu to kiedy indziej. teraz było o mnie. o MNIE :-)
dla wytrwałych/szczególnie zaangażowanych, bo to długi filmik. postanowiłam zacząć rejestrować to, co realnie oddaje etap rozwoju Kubusia, bo zdjęcia już tego nie zilustrują. najgorsze, że nie da się tak płynnie nagrać jego monologów i dialogów z nim, bo trzeba zrobić jakąś akcję poszukiwania sprzętu, ale może kiedyś się wstrzelę. tymczasem...
to było jego drugie ułożenie zwierzątek, stąd pewien brak cierpliwości w nazywaniu i znacznie mniej komentarzy opisowych, niż przy pierwszym ułożeniu, no, ale zawsze coś! a ten nastrój to coś, co charakteryzuje go właściwie stale. niezależnie od tego, czy bawi się z kimś, czy sam, coś do siebie gada, śmieje się na głos, dialoguje, zmienia intonacje... bardzo przyjemnie na niego patrzeć! tu akurat skończyło mi się miejsce na karcie i nie widać, jak się cieszy z sukcesu, jakim jest ułożenie kompletu puzzli! to dopiero gratka!
dziś Kuba przespał pięknie noc (z przerwą na wygłoszenie kwestii: Gdzie jest ta Stefa? No, gdzie jest ta Stefa?!), po tradycyjnym przejściu do łóżka rodziców i objęciu mamy za szyję, obudził się o 8:30! to zresztą ostatnio nasz standard! po niespiesznym śniadaniu i ubieraniu wyruszyliśmy do przedszkola-klubiku. Kuba, kiedy dowiedział się, gdzie jedziemy, oznajmił: Nie chcę jechać do klubiku! po czym, po przekroczeniu progu tegoż, zapytał: mogę koparę? i tyle go widziałam! bawił się podobno przegrzecznie, wszystko robił chętnie, bez protestów i marudzenia, sam zjadł i... już nie wiem, co jeszcze :-) w każdym razie trwam jako ten paw :-)
Kuba na razie nie zasnął po obiedzie, więc odbieram go z pokoju relaksu, gdzie dziś już większość dzieci spała. to właśnie to wyjście:a tu mina, która doskonale oddaje jego stan emocjonalny w tym miejscu: a jakie to miejsce? to nowopowstały punkt przedszkolny, który dopiero zaczyna nabór, więc Kuba funkcjonuje na razie w sześcioosobowej grupie, co mnie absolutnie zachwyca. ma tam posiłki o stałych porach, ale ze względu na jego rozliczne wykluczenia dietetyczne, pozostaliśmy jedynie przy obiadach, co dla mnie jest niemałym obciążeniem psychicznym (co tu dzisiaj ugotować??), a jemu - mam nadzieję zapewni urozmaicenie diety. miejsce jest malutkie, jeśli będzie tam 25 dzieci, jak to dopuszczają normy, to chyba będą poupychane jak śledzie, ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. na razie zachwycam się jego szybką adaptacją i bezproblemową izolacją ode mnie :-)
to pierwszy dzień Kuby w nowym przedszkolu. przedszkolu, dla komfortu Kuby nazywanym klubikiem. oczywiście się denerwowałam. na szczęście Kuba nie. i co? Kuba jednogłośnie został okrzyknięty najgrzeczniejszym dzieckiem! i samodzielnym! i bezproblemowym! zrobił wrażenie swoim samodzielnym jedzeniem. ja pękałam z zachwytu i dumy, ale przede wszystkim byłam wzruszona. mój mały synek taki zaradny w wielkim świecie... w nieznanym sobie miejscu, z nieznanymi osobami... zobaczymy, jak będzie dalej. mam nadzieję, że tylko lepiej...
tu miało być duuuużo zdjęć Kubusia & Kubusia, ale... ku mojemu zdumieniu nie mam ani jednego takiego zdjęcia! mam nadzieję, że jeszcze to nadrobimy, a tymczasem Szanownej Jubilatce życzymy duuużo pogodnych dni, odpoczynku i zadowolenia z Potomstwa (a, z męża też!). mamy nadzieję na osobiste spotkanie wkrótce! a z Kubusiów na razie tylko tyle :-(
nowy plac zabaw wprawił Kubusia w radosne osłupienie. być może dlatego, że jest rozległy. a być może dlatego, że po piaszczystych plażach to jednak niezła kolorowa odmiana??z wrażenia różne rzeczy mu się pomyliły ale szybko to naprawiał jest sporo urządzeń, które są dla niego przyszłościowe z pewnością będziemy tam wracać w ciepłe jesienne dni...
zaczął z niemałą dozą nieśmiałościz czasem czerpał z tego coraz więcej przyjemności aż w końcu dał się zakopać. a raczej o zakopanie sam poprosił a jeśli przyjrzycie się uważniej poniższej scenie, zauważycie, że jest ona statyczna. on nie wchodzi. on wisi. co robi? szuka robaczków... na koniec zasłużony posiłek
skoro był już zjazd rodzinny sprzed tygodnia, to teraz wesele z ostatnich dni. a raczej jego bardzo mały fragment: pełna kultura, prawda? a oto na co Kubuś miał widok:
co prawda sprzed tygodnia, ale przecież zdjęcia nadal aktualne:ze swoją Ukochaną Opiekunką: podczas aktywności z rówieśnikami no i z Dziadkiem: jedna lekcja wystarczyła... ... żeby Kubuś doskonale opanował tę sztukę ps. dla niewtajemniczonych (są tacy, a jakże!): to jest CEP :-)
tym razem dialog z Tatą: - Synku, jak ma na imię mama? - … - Jak się mama nazywa? - Nie wiem. - No jak wołasz na mamę? - Nie wiem... Chcę kupę do nocnika??
a słów tych tyle, że muszę zacząć tworzyć krótkie posty na bieżąco, bo nie zapamiętuję. a tymczasem większy zestaw. nie będę się już bawić w zapis (para)fonetyczny, bo i tak trudno to sobie wyobrazić (zwłaszcza intonację!), skupię się na treści:
jedziemy nad morze przez Grudziądz. - Byliśmy tu, synku, jak byłeś mały. - Teraz jestem duży? - Tak, teraz jesteś duży. - Urosłem?
Tata mówi coś do mamy w samochodzie. - O czym opowiadasz, Tatusiu?
w trasie: - Co się nazywa ten samochód? (powtórzone x 1000)
stoimy na skrzyżowaniu, oglądamy różne rzeczy. nadjeżdża ciężarówa i już sobie nie oglądamy. - Ona jest duża, zasłania mi.
jedziemy dalej: - Pokażę Ci koparę, jak pracuje. - Tak synku, tam była kopara, ale nie wiem, czy jeszcze będzie. - Jak będzie, to będzie. Na razie nie ma.
ni stąd ni zowąd: - Krokodyl poszedł do rzeki i popłynął kajakiem.
scena z trąbką, klockami i mamą: - Zatrąbiłem. Na wieżę trąbię. Wieżo, chodź zobaczysz, jak trąbię. Ty spróbujesz teraz? Proszę, zatrąb.
Kubuś bawi się samochodami: Gdzie jest to? Gdzie jest to do tego, mamo? Nie wiem! Nie wiem! Szukam wszęęęędzie to coś! Nie wiem, co zrobić. Jedzie po kamienie. Jedzie po kamienie kopara. Jedzie betoniara. Nie może jechać. Zahaczyła kopara. (…) Śruba taka. Kopara nie może jechać, bo zahaczyła. Kopara jedzie. Musi stanąć. Gdzie stanie? Tu stanęła kopara. Gdzie indziej. Na miejscu. (…) Do robaków kopara jedzie.Wyczyściła kopara.(…)Zatrzymała. Zahaczyła. Do robaki jedzie kopara! Do robaki! Wyganiać! Wyganiać kopara jedzie robaki! Śruba taka! Mamo, śruba taka? itd.
Zabawa klockami i ludzikami duplo: Zobacz, możemy wejść? Oczywiście, możemy wejść tam, do domku. Gdzie jesteście, panowie? Jesteśmy w domku. (…)
w wannie. zabawa większa i mniejszą kaczką: Synku, gdzie jesteś? Tu jestem, pływam. Wsiadam do łódki. Ja też chcę popłynąć. Jak chcesz płynąć, to wsiadaj! Płynie mama kaczka. Wypadła! Wypadła! Mooookra jest. Mokra jesteś? Jestem mokra. Wytrzem. Kaczka zmoczyła. (…) Wypadła kaczka z łódki, mama. Mama, przytulisz kaczkę? Przytulisz? Przytulisz? [mama przytula] Chlapnęła kaczka. (itd. bardzo długo)
i moje ulubione: czytamy książkę Oli Cieślak "Od 1 do 10" z zacnymi ilustracjami autorki. - Co to jest, Kubusiu? - Jeż. - A to? - Misie. Jedzą ryby. - Tak, a to? - Ptaszki. Tukany. - Tak, tukany. A to? - ... Nie wiem... - Nie wiesz? Pomyśl, co to może być? - Nie wiem... Świnie? [90 sek. śmiechu mamy] - Nie, nie świnie, synku. To są takie pieski. - Pieski??... Stare i zepsute? ciekawskich obrazka odsyłam do źródła :-)
i ostatnie:
- Babciu, otworzysz mi ten słoiczek? - Tego się nie otwiera, Kubusiu. - Otworzysz mi, Babciu? - O, udało mi się otworzyć! - To wspaniale! Lubię Cię!
daję Kubusiowi niekapek z wodą przed snem. Kubuś odkłada go tuż obok głowy. ja odsuwam go dalej. - Mamo, gdzie jest mój kubeczek? - Tutaj synku, już Ci go daję. - Specjalnie go sobie tutaj położyłem.
wczorajsza jazda samochodem. noc (jak wiadomo, sprzyja refleksjom). - Mamo, czym my jesteśmy? - Słucham Cię, synku? - Czym my jesteśmy? - Słucham??? - Czym my jesteśmy? - Czym my jesteśmy??? - Tak. - ... Jesteśmy... Jesteśmy ludźmi. - ... Nie chcę być ludźmi. - A kim chcesz być? - Chłopczykiem!
z takim facetem, z którym i pogadać można i pośmiać się, z przyjemnością wybrałam się do kawiarni na Nowym Świecie. tam chodzą inteligenci, prawda?
już sama nie wiem, jak w tym blogu radzić sobie z zaległościami. czy chronologicznie to będzie po kolei czy też może odwrotnie? więc kolejne trzy wpisy w kolejności, którą uznałam za stosowną: