czwartek, 20 stycznia 2011

Czułości ciąg dalszy

naprawdę bardzo chciałabym oddać to, JAK Kuba lubi Franka. nadal wydaje mi się to niesamowite! że aż tak. a jak? proszę bardzo:
 
czułościom i wykrzyknikom "bardzo lubię tego braciszka!" nie ma końca...

środa, 19 stycznia 2011

Oficjalny obywatel

wiem, wiem czekacie na więcej zdjęć. ja też bym czekała :-)
nie robiłam zdjęć, głównie z powodu nienajlepszego samopoczucia, które na szczęście wraca do normy.

to na początek kilka zdjęć:
pierwsza - poza przyjazdem ze szpitala - podróż
miny
 
a tu największy lokalny Frankofil
 
Kuba przez większość dnia wygląda tak:
chodzi mi oczywiście o minę. Kuba jest po prostu cudowny!
no i - nawiązując do tytułu posta - dowód (poniekąd) na to, że Franek stał się całkiem oficjalnym obywatelem.

a jaki  jest Franek?
spokojny. mało płacze, dużo je, ale rzadko. dużo śpi... głównie w dzień... potrafi przespać 8 godzin. ale w nocy lubi sobie pohasać. 
Franciszek ma mądre oczy, którymi się wgapia w świat i ładną skórę, która nie dana była Kubie. może nie będzie miał alergii?? 
no i jest malutki :-)  wszystko jest na niego za duże. a najbardziej kombinezon.
a, no i odpadł mu pępek. nie to, że cały - kikut tylko :-)  ostatnia nasza wspólna część... 

więcej o Franku, jak się lepiej poznamy

czwartek, 13 stycznia 2011

Blog Kubusia i Franka

niektórzy już wiedzą.

Franek już jest z nami!
urodził się 9 stycznia niedługo przed północą, podobnie jak jego Brat przez cesarskie cięcie. wyskoczył bezpieczny i zdrowy, we właściwym momencie, jestem pewna, że najlepszym z możliwych. decyzją mamy urodził się w końcu w tym samym miejscu, co Kubuś. pewnie nawet na tym samym stole operacyjnym... (jakkolwiek kiepsko to brzmi) dostał 10 punktów i... był malutki! 2900g! taka kruszyna! tym razem udało mi się go od razu dotknąć, powąchać, pocałować... ech... warte bólu!

wiem, wiem, czekacie na zdjęcia. trudno było wybrać, ale zebrałam się i proszę:

pół godziny po przyjściu na świat, jak od wczoraj wypowiada się Kubuś
następnego dnia:
i z mamą:
i dnia kolejnego:
 
oczy...
a to sesja z tego samego dnia, do której prawa autorskie zachowuje Katarzyna Gałązka :-)
 
 
 
 
 
 
 
 
a potem? wyjście do domu. i zdjęcie hit:
:-)))))

a potem?
przemyśliwanie, jak to będzie z Kubusiem i planowanie, jak tu go ustrzec przed traumą, zadbać o jego poczucie ważności i takie tam psychologiczne bzdety :-)  jak było??
 
 
 
 
to nie są filmy, więc nie widać słychać tu śmiechów, pisków, nie widać skoków... zostają Wam tylko miny Kubusia. jego entuzjazm był ogromny!

a dzięki obecności Babci mamy też bardziej stadne zdjęcia:
 
 
a co było potem?
potem było naśladownictwo.
fotelik samochodowy dla dzidziusia? hop! do fotelika!
dzidziuś jest zawinięty w kocyk?
natychmiast do kocyka!
 
kąpiel w wanience?
sip do wanienki!
 
a wszystko to przerywane prośbami: chcę pogłaskać braciszka! chcę mu umyć buzię! chce połaskotać Franka!
a gdy Franek zapłakał: Smutno mu jest. Mamo, pogłaszcz go, żeby nie było mu smutno.
i uwagami o charakterze nieco dydaktycznym: Delikatnie, babciu! Delikatnie, mamo!

wiedziałam, że będzie cudownym starszym bratem. ale aż tak?? jest wspaniały!

sobota, 8 stycznia 2011

W przerwie

w przerwie między szpitalami króciutki wpis:

poszłam sobie do szpitala. w święto. potraktowali mnie szybkim działaniem i z marszu ułożyli na porodówce, żeby zacząć nękać oksytocyną. zaczęło się ok. 10:00. skończyło o 15:00. potem jeszcze 2 godziny zapisu ktg i... śniadanie :-)

były wątpliwości co do interpretacji zapisu i rozbieżności lekarzy o 180 stopni.
opinia 1: zapis w porządku, odłączamy.
opinia 2: zapis niewyraźny, kontynuujemy indukcję. (!!!)
na szczęście w przytomności umysłu zaprotestowałam. pan doktor, który wydał opinię nr 2 na to: no dobrze, to odłączamy.
(potem dwie inne opinie: w pani przypadku (po cięciu) nie można indukować porodu oksytocyną...)

potem propozycje innych procedur, moja odmowa, aż w końcu - wypis na własne żądanie.
jutro idę do innego szpitala.
prawdę mówiąc, nie z powodu niewiary w tutejszy personel, tylko z powodu warunków lokalowych. skoro dzidziuś już dojrzał całkowicie (zaraz będzie skończony 38. tydzień), może się urodzić w zwykłym szpitalu a nie superklinice. przynajmniej tak myślę.

w poniedziałek zaczną się kolejne procedury medyczne (preindukcja), tym razem idę z nastawieniem, że wrócimy już we dwoje. termin porodu szacuję na 12-13, więc powrót na koniec tygodnia.

do zobaczenia...

środa, 5 stycznia 2011

Przygody

no, nie jest tak prosto pójść na badanie...
wygląda na to, że wcześniej się opierałam przed szpitalem, a teraz szpital zaczął opierać się przede mną...

wczoraj - zgodnie ze skierowaniem - zgłosiłam się na izbę przyjęć, poczekałam sobie tam prawie 2 godziny i... nie przyjęli mnie. nie było miejsc na oddziale porodowym... tyle że ja myślałam, że przyszłam na patologię ciąży. no dobrze. zalecenia: zgłosić się w dniu następnym na izbę przyjęć o godz. 8:15 ze wskazaniem - wykonanie testu oksytocynowego. czyli tym razem skierowanie na porodówkę.

godzina 00:20. dziś. obudził mnie dźwięk suchego kaszlu. nie lubię tego dźwięku...
zmieniłam plany. test musi poczekać. na kiedy? nie wiadomo... Kuba w dzień w dobrej formie, w nocy - nie wiadomo...


i ps. do tej sytuacji: zadzwoniłam na izbę przyjęć z informacją, jak jest i pytaniem, co dalej. dalej mam próbować :-)  a co do dzisiejszego dnia - i tak by mnie nie przyjęli, bo nie było miejsc na porodówce... zaczynam rozumieć, co to znaczy oblegany szpital...

wtorek, 4 stycznia 2011

37

37 tygodni skończone, a więc ciąża donoszona...
tak jakby to cokolwiek załatwiało :-)
lekarzom w każdym razie załatwia i sugerują, że fajnie będzie zrobić test oksytocynowy. ja tam pewności nie mam, ale... trochę mi się ich strachy udzielają. no to zrobię.
jutro jadę do szpitala i - jeśli nic się znacząco nie zmieni - zostanę tam, a w środę będzie chwila prawdy. mam nadzieję, że Braciszek nie zainspiruje się przykładem starszego brata, który właśnie w środę, w dzień po przyjęciu do szpitala zafundował mi i skurcze i cesarkę... ja poproszę tylko lekkie skurcze i wypis :-)

dam znać, co i jak, pewnie najwcześniej w sobotę.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Zdrobniale

Dawno Niewidzianemu Wujowi (o, przepraszam! Stryjowi!) życzymy tu wszyscy zgodnie wszelkiej pomyślności, sukcesów w podejmowanych przedsięwzięciach, częstych kontaktów z podstołeczną odnogą (też mi określenie!) swojej rodziny, zdrowia, zdrowia, zdrowia i realizowania swoich upodobań!

a Kubusia na wszelkie sposoby utrzymujemy w przytomności posiadanie takiego stryja...
 
serdeczne uściski!

sobota, 1 stycznia 2011

Na dobry początek

na dobry początek tego roku dobre wieści:
wyniki brzuchowych badań ciągle dobre. nieco się oczywiście wahają wte i we wte, ale jestem spokojna i wiem, że wszystko będzie dobrze. ten szpital to trochę taki alarm przewrażliwionych medyków. ale nie mam im tego za złe. na dobre mi wyszło, doświadczenie ciekawe, a... intuicja matki górą!
no a ponadto jeszcze dwa dni i ciąża uznana będzie za donoszoną! tak więc spokoju jeszcze więcej.

a jak już tyle spokoju, to trzeba się trochę pobudzić. nasza propozycja: trochę ruchu!
na początek pies z głową do dołu
 
z głową może i do dołu, ale z nogami do góry!
to proponuje on - mój osobisty trener:
skory do nagradzania postępów oklaskami:
postępów Wam nie pokażę...