niedziela, 22 maja 2011

Upalne lato

w ramach chorowanie latem wybraliśmy się dziś na wycieczkę do miasta.
wycieczka do miasta wyglądała tak:
 czyjaż to ręka usiłuje pozbawić Kubusia największej przyjemności?
ach tak! to babcia w trosce o bezpieczeństwo wyperswadowała Kubie użycie największego kija na plaży
pierwszy bezpośredni kontakt Kubusia z Wisłą:
(ja mam parę lat więcej od niego, ale takiego bliskiego kontaktu z Wisłą jeszcze nie doświadczyłam)
obserwowaliśmy też wyjątkowe (bo na powierzchni) działanie Chudego Wojtka, który na stałe współpracuje z Grubą Kaśką:
Franio też tam był, choć nie ma zdjęć znad wody, jako że trudno mi było mu zrobić zdjęcie:

temu (ukochanemu) fragmentowi już łatwiej:
 potem też można było parę pstryknąć:
widok był tak rozkoszny, że nie obyło się bez całusów:
potem Franio się przyodział, ale nadal patrzył w niebo:
bo też i widoki były ciekawe!
a potem chłopcy zaliczyli 3 godziny snu! nadmiar tlenu spowodował, że mama i babcia też skorzystały...

sobota, 21 maja 2011

Latem

tak, tak, fajnie chorować latem :-)
wygląda to tak:
było nas tam więcej:
nie, to oczywiście głupi żart... zupełnie niefajnie chorować latem :-(
chłopcy mają jakieś swoje dolegliwości w drogach oddechowych i wobec braku pewności, czy lepiej z nimi wychodzić czy nie, wychodzimy :-) ale chemia, niestety leci w te małe dziobki :-((
fajnie jest latem. jak dla mnie, taka temperatura mogłaby zostać. nic cieplej, broń boże!

środa, 18 maja 2011

Ornitologicznie

jeżdżę samochodem, żeby uśpić Kubę. jeżdżę. i jeżdżę. jestem zmotywowana, bo jak go uśpię, to pojadę na kawę. no więc jeżdżę. Franio już dawno w objęciach Morfeusza. jeżdżę 30 minut.
- Co ten traktor tu jeździ?
- No jeździ tu sobie.
- Dlaczego tu jeździ?
- Jeździ tu, bo orze ziemię.
- Orzeł? Mamo, ten traktor wygląda jak orzeł? Mamo! Ten traktor wygląda jak orzeł!
po 40 minutach się poddałam...

a Kuba znów chory. alergia? przeziębienie? nie mam pojęcia. kaszle. leczę go okołoalergicznie. mam nadzieję, że to wkrótce minie.
Franio z zatkanym nosem. dla takiego malucha to duży kłopot. dla jego mamy też. leczę go okołoalergicznie. mam nadzieję, że to wkrótce minie.

środa, 11 maja 2011

Kłam

niniejszym zadaję kłam własnym słowom, zapisanym tu przeze mnie dwa dni temu!
najnowsze pomiary wykazały, że Franio waży 6700g (przez chwilę ważył nawet 7000g! jednak przez 3 minuty mamie przybyło 300g, o które to Franio schudł...*) i mierzy 65cm. tak jak przypuszczałam, wszystko z nim gra!
no, na wszelki wypadek dziś go znów zważę... :-)

*domowa metoda pomiaru Frania polega na ważeniu go razem z mamą, a potem na ważeniu samej mamy i dokonywaniu skomplikowanych obliczeń na wynikach :-)

poniedziałek, 9 maja 2011

4 miesiące

Franio to już wielki mały człowiek! niby 4 miesiące to niewiele, ale właśnie w tym miesiącu najłatwiej było zauważyć spektakularną różnicę w jakości kontaktu z nim oraz w jego sprawności motorycznej.
ale na początek kilka baaaardzo starych (już prawie miesiąc!) zdjęć autorstwa Katarzyny G.:
jak widać, Franio nadal jest pogodny.
a teraz seria czapkowa:
Kuba pozazdrościł i też sobie zażyczył:
no i ostatnie intelektualne osiągnięcia Frania:
baaaardzo długo tkwił zaczytany:
to zdjęcie ujawnia, że jest on fanem motoryzacji:
jaki jest Franio?
gdybym miała go scharakteryzować przez 3 wiodące cechy, byłyby to:
komunikatywność
intonacja Frania nie ma sobie równych. wygłasza długie monologi i wchodzi w dialog jak równy z równym :-) nigdy wcześniej nie słyszałam, żeby niemowlak w 4. miesiącu życia tyle przekazywał swoim głosem! Franio też prawie nie płacze, bo zanim zdążyłby się rozpłakać, wysyła tyle sygnałów ostrzegawczych o narastającej nudzie czy zniecierpliwieniu, że tylko człowiek o kamiennym sercu nie wziąłby go na ręce. no a na rękach się nie płacze, bo i po co?
niestety, nie mam nagrania dobrze oddającego tę wyrafinowaną intonację, ponieważ Franio nie gada do aparatu...
chwytliwość
Franio stał się bardzo chwytny i co tylko wpadnie w zasięg jego małych rączek, zostaje tam zatrzaśnięte i w miarę możliwości wepchnięte do buzi. utrudnia to nieco odłożenie go, kiedy tylko słodko zaśnie po posiłku, ponieważ najczęściej jest mocno wczepiony w moją bluzkę.
wiem, że większość dzieci tak ma w tym okresie, ale trochę już zapomniałam, jakie to jest zabawne.
bezproblemowość
Franio jest naprawdę bezproblemowym dzieckiem. może bawić się sam, dość spokojnie zasypia (ale nie sam), prawie nie płacze, lubi ludzi, uwielbia brata, w nocy śpi... czegóż chcieć więcej?

poniżej filmik dla Was (choć nie wiem, czy da się go odtworzyć...). nie oddaje to wszystkich możliwości Frania w zakresie komunikacji okołowerbalnej, ale daje przedsmak...
a z bardziej formalnych danych: Franio waży 5700g i to chyba jest mało. a przecież nie wygląda! mierzy nie wiem ile, ale daję mu 63, choć piżamki ma na 74cm, a pozostałe ubranka na 68. więc może mierzy więcej? jest pucułowaty i nikt by nie powiedział, że jest szczuplakiem, ale jeden lekarz stwierdził, że jest nisko w siatkach centylowych - szczególnie jego mały łepek (na zdjęciu przyduża czapka w rozmiarze 40-42...).

przy okazji dzisiejszej daty miałam okazję po raz pierwszy sama kłaść chłopców spać. efekt? śpią, a ja piszę bloga. pomogło mi to, że obaj byli zmęczeni, ale może było tak, że byli zmęczeni, bo sama miałam ich położyć spać?? spali już o 20:20 (tak, jestem z tego dumna! :-))

niedziela, 8 maja 2011

Razem

trochę zaległych wspólnych zdjęć:
bracia uwielbiają się wzajemnie, a Kuba jest cudownym starszym bratem!

a to już Franio wpatrzony w niego jak sroka w gnat :-)

sobota, 7 maja 2011

Kubuś

wczoraj, w garażu, gdzie ukryte przed nocnymi mrozami ukrywają się skrzynki pełne pelargonii. chwila wspólnego tam przebywania i podejrzana cisza...
- Kubusiu, co tam robisz?
- Urwałem to. /"to" = piękne pąki, które sprawna ręka brutalnie rzuciła na zimną posadzkę/
- To bardzo głupio zrobiłeś! Nie podobało mi się to! Z tego miały być kwiatki, a teraz nic nie będzie!
- ... Mamo... uśmiechnij się!

dziś przy śniadaniu:
- Mamo, uśmiechnij się do tej parówki!


od prawie trzech lat częściej się uśmiecham :-)

piątek, 6 maja 2011

Imieniny Kubusia

tak bez pompy, bez zamieszania, bez prezentów, ba! bez życzeń nawet przeszły imieniny Kubusia. ta data wybrana jest na wyrost - żeby w czasach szkolnych miał swoje święto podczas roku szkolnego, nie - tak jak urodziny - w środku wakacji.
ale właściwie można powiedzieć, że świętował. był bardzo dużo na dworze i gościł w swoim ogródku kolegów i koleżankę. ja - oszołomiona natłokiem bodźców - zupełnie zapomniałam sięgnąć po aparat, a szkoda, bo zabawa Kuby z ośmiolatkami to przecież coś imponującego! zdążyłam jedynie zarejestrować, że piaskownica i plastikowy domek mają szansę być atrakcyjne jeszcze przez kilka lat...
w takim razie może prezent dla Was. nieco zaległe, ale co tam!
 slalom
 na powyższym zdjęciu warto zwrócić uwagę na pomoc językiem
myślicie, że nie da rady?
 proszę bardzo!
 i dalej!
 no i już
 tu wjeżdżał już z pomocą mamy, więc zdjęcia nie ma
 i inne aktywności:
 zęby - choć połamane - są bardzo pomocne!
pozdrawiamy znów wiosennie!
a szczególnie ciepłe pozdrowienia ślę dziś na średniodaleki Zachód ;-)

niedziela, 1 maja 2011

Po prostu

z dwoma małymi chłopcami stale obecnymi w domu nie bardzo mam czas blogować, ale.. po prostu nie mogłam się powstrzymać!
jak widać, Kuba już zdrowy! :-))