piątek, 8 kwietnia 2011

Zdolności

przyglądanie się przejawom zdolności (lub ich braku) moich dzieci (no dobra, dziecka) jest dla mnie ekscytujące. może dlatego, ze na razie nie czuję się zawiedziona.
co prawda plastycznie Kubuś leży
(szkoda, oczywiście!), ale za to werbalnie... miód na moje uszy! jak on się pięknie wypowiada! jakich słów używa! jakich zwrotów! większości oczywiście nie zapamiętuję i myślę, że czas najwyższy coś z tym zrobić.
kilka zapamiętanych:

- Kubusiu, czy możesz wnieść te niańki do domu? [nie, nie były to dwie otyłe kobiety :-))]
- Jeśli chcesz, to je wniosę.

- Kubusiu, co robiłeś dzisiaj w klubiku?
- Byliśmy na dworze i zjeżdżałem na zjeżdżalni. Na dwóch zjeżdżalniach.
- A byłeś w piaskownicy?
- Nie, w piaskownicy niestety nie byłem...

Kubusia rozliczne zwierzątka prowadzą bardzo dużo dialogów. mnie rozłożył jeden z nich. a raczej przedstawienie go:
- Żyrafko, czy możesz oddać mi swoją gumkę?
- O, tak! - zgodziła się żyrafka.  [!!!]

no i ta bystrość umysłu, uważność.
scena rozgrywa się w łazience. jestem w niej ja, Kubuś, Franio i Babcia. Babcia nosi marudzącego już Frania na rękach.
B.: Chodź, Franiu, pójdziemy do drugiego pokoiku.
na czole Kuby pojawia się typowa zmarszczka
K.: Mamo, czy to jest pokoik?
M.: Nie, Kubusiu, to jest łazienka.
K.: To dlaczego Babcia powiedziała "pójdziemy do drugiego pokoiku"??


tak wygląda ten nasz cud:
kocham go ogromnie!

czwartek, 7 kwietnia 2011

Raj dla alergików

mnie alergia w tym roku - odpukać! - traktuje wyjątkowo łagodnie, ale Kuba już dwa miesiące ma katar :-((
wybraliśmy się więc do raju...
 ten kuracjusz wdychał najwięcej
 jako że brał czynny udział w zawodach dookoła "grzybka"
 na ostatnim okrążeniu prawie wypadł z kadru!
wszystkim alergikom polecamy tężnię konstancińską - już czynna!

środa, 6 kwietnia 2011

Jeszcze o Kubusiu, a co tam!

pewnego dnia, po przestudiowaniu jakiejś instrukcji online postanowiłam sprawdzić, co przegapiłam. bo nigdy nie zdecydowałam się nosić Kubusia na plecach. teraz myślę, że szkoda, bo to bardzo pomocne w niektórych sytuacjach. może z Franiem będzie inaczej.
a nadrabianie zaległości wyglądało tak:
podobało się. przez jakieś 3 minuty :-)  przegapiona opcja

Wyzwania

otwarto w ubiegły weekend nowe miejsce mamowo-dzieciowe. nie, dzieciowo-mamowe raczej. Tamika. oczywiście natychmiast się tam udaliśmy. i to było pierwsze wyzwanie: ja, dwójka dzieci i torba pełna ciuchów na szafing. no i fotelik samochodowy i plecak z tysiącem bardzo potrzebnych rzeczy. po wyjechaniu z domu o 10ej udało nam się dotrzeć na miejsce ok. 13ej. nie, nie było to w Krakowie... po drodze po prostu dwaj chłopcy zapadli w kamienny sen... ja w wielkiej rozterce zdecydowałam się jednak zostać w samochodzie i poczekać, aż się obudzą, zamiast wracać do domu. no dobra, prawda była taka, że wróciłam, ale w połowie drogi zawróciłam z powrotu i już zostałam :-)
wewnątrz nie znalazłam ani jednej mamy samej z dwójką dzieci. co więcej - wielu mamom pojedynczych dzieci towarzyszyli tatowie. tak było zdecydowanie łatwiej... wszystkie te kupy, jedzenia (a Kubie przecież nie można nic kupić, tylko trzeba z termosika i słoiczka), płacze, noszenia, niemożność odłożenia Frania gdziekolwiek były dla mnie wyzwaniem. jak już się uporałam z natłokiem aktywności (karmienie dwójki, przewijanie jednego), było lepiej. nawet obkupiłam Kubę w bardzo zacną odzież - w sam raz na wielkość i to, co rzeczywiście chciałam. ale do dziś nie wiem, czy się podziwiać, czy pukać w głowę i zalecać więcej luzu.
mój luz wtedy polegał na tym, że nie robiłam zdjęć :-)

a w niedzielę udaliśmy się tam już we czwórkę i wtedy jakieś zdjęcia bez problemu udało się zrobić. głównie Kubie na zajęciach sportowych:
bo Franio wtedy...
 
no, ale w końcu się obudził:

podczas zajęć Kuba po raz kolejny pokazał swoją anielską naturę. cierpliwy, zaangażowany, wykonujący polecenia, uważny... zaowocowało to tym, że skupiał najwięcej uwagi pań prowadzących zajęcia i był jedynym dzieckiem, do którego zwracały się po imieniu. coś on w sobie ma, ten nasz Kubuś! i zdecydowanie nie jest to subiektywne wrażenie!

a miejsce? piękne, dopracowane, wymuskane, warszawskie. bogata oferta zajęć i chyba dość drogie (na otwarciu było za darmo, więc nie wiem na pewno). pyyyyyszna kawa! dużo światła. dobry dojazd.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Ruchy

mało tu ostatnio newsów, bo chorowałam. tak, tak, znowu :-(
ale teraz już jest dobrze, postaram się nadrobić zaległości, bo chłopaki są cudne, jest o czym pisać.

poniżej ilustracja sprawności manualnej Franka, ale warto jeszcze o jego ruchach słów parę napisać.
otóż nieprawdą jest, że taki malec potrafi tylko leżeć i już. Franio ma nieco bogatszy repertuar zachowań.
już od dawna potrafi się przekręcić z brzuszka na plecy. oczywiście niektórzy poprawią mnie, określając ten ruch przewróceniem się, ale jak zwał, tak zwał - już od jakiegoś miesiąca Franek położony na brzuchu potrafi dzięki sprawdzonej kombinacji kończyn górnych przekręcić się na plecy. miszczu, jednym słowem :-)
Franio śpi z nami w łóżku. ma w nim wyznaczony maleńki wycinek z samego brzegu. tam jest odkładany i tam ma spać, a ja tuż obok. no i co? jakież jest moje zdumienie, kiedy na kolejne karmienie budzę się zazwyczaj na środku łóżka, a Franek, wtulony we mnie, wydaje się przepychać mnie jeszcze dalej?? on w jakiś tajemniczy sposób przepełza te kilkadziesiąt centymetrów! teraz kładę się tuż przy nim, niejako go blokując i co? i nic! efekt jest taki sam! przypuszczam, że on tylko udaje, że nie umie chodzić... tak więc, drogie młode mamy, które mnie czytacie - jeśli macie poczucie, że z lodówki zniknęło coś w tajemniczy sposób, to nie zrzucajcie winy na małą myszkę, co to może przyszła i zjadła - to zapewne Wasze dziecię schodzi sobie w nocy na małą przekąskę!
trzeci ruch, jaki Franio opanował, to kręcenie się wokół własnej osi na moim brzuchu. Franio zazwyczaj spędza na nim część nocy, co obojgu nam sprawia wyraźną przyjemność. układam go wzdłuż siebie, z głową tuż pod brodą, żebym mogła się jakoś sensownie przykryć, a on wcześniej czy później przemieszcza się tak, że ląduje w poprzek mnie ze zwisająca głową


o, obudził się, lecę!

6 kilo

niedziela, 27 marca 2011

Zmiana

ale nie jakaś nasza indywidualna, tylko taka, która dotyczy większości z nas. taka, którą uwielbiam. co roku niezmiennie. a może zmiennie? może z roku na rok coraz bardziej? może i tak... w każdym razie dziś o 19ej było jasno jak w dzień... u-wiel-biam!
z tej okazji niecodzienny prezent dla Was, za zgodą autorki - fotografki i rysowniczki, Marty Z. :
jak się komuś podoba, zapraszam na więcej tutaj

a o moich synach piszę do Was codziennie. na razie w myślach...

piątek, 25 marca 2011

Wyznanie

muszę się do czegoś przyznać.
fajnie jest być mamą zaangażowaną, aktywną, przyzwalającą, mobilizującą i inspirującą. staram się doskoczyć do tego ideału. w ramach doskakiwania kupiłam Kubie plastelinę, aby pomóc mu rozwinąć jego potencjał twórczy.
i teraz tytułowe wyznanie:
NIENAWIDZĘ PLASTELINY!!!
przy plastelinie sentencja "brudne dziecko to szczęśliwie dziecko" przekształca mi się w "brudne dziecko to nieszczęśliwa mama" :-))
u nas tak się akurat złożyło, że Kuba wyjął tę podle tłustą plastelinę dwa razy: raz, kiedy akurat wszystko było cudownie posprzątane, a podłoga umyta, a dugi raz, kiedy wszystko było cudownie posprzątane, a podłoga umyta...

kredki, flamastry, farby, pastele, masa solna - proszę bardzo. plastelinie mówię stanowcze NIE!
postanowiłam wyrzucić plastelinę, teraz będę pracować nad realizacją tego postanowienia. trzymajcie kciuki!

ps. po chwili:
wykrakałam. kiedy pisałam powyższe, Kuba zamalowywał kolejne powierzchnie pastelami. po co? bo mama tak ładnie posprzątała po plastelinie, że on już nie miał co ścierać gąbeczką, a bardzo chciał. ale...
- Mama, nie ścierza się!
- No, nie ścierza się. Nie bierz tego ręczniczka, nim też się nie zetrze.
- Ścierza się, mamo! Ścierza się!
- ...

teraz usiadłam z Franiem tak, że nie widzę, co robi. ciekawe...

czwartek, 24 marca 2011

Franio

już nie taki mały...

środa, 23 marca 2011

Z chłopakami

wpis na gorąco:
Kuba został sam na dworze. z kolegami.
no, w końcu ma już 32 miesiące!
:-))

i dzielnie towarzyszył mi u dentysty. był baaaardzo grzeczny w gabinecie!

wtorek, 22 marca 2011

Kuba

Kuba, ach ten Kuba...
fascynacja Babcią:
zabawa w wiosennym słońcu:
a po drugim spacerze Kuba grzecznie zdjął buty...
Kuba, ach ten Kuba!
wiecznie zakatarzony, często uśmiechnięty, bardzo czuły, nieznoszący krytyki, nienawidzący zasypiania, z bogatą wyobraźnią i zupełnym brakiem talentu plastycznego, za to z wielką miłością do motoryzacji i dużym poczuciem humoru...
udany egzemplarz :-)

poniedziałek, 21 marca 2011

Wiosna. Bracia.

kocham wiosnę!
kocham moich synów.
tych drugich znacznie bardziej niż tę pierwszą...