poniedziałek, 21 lutego 2011

Jubileuszowo

w sobotę mieliśmy okazję uczestniczyć w nieco spóźnionym świętowaniu wielce zacnego jubileuszu.
była to zarazem pierwsza większa podróż Frania.

przed oficjalnym świętowaniem:
40 lat razem!
i nieco krócej razem...
konsumpcja
w oczekiwaniu na przebudzenie:
tuż po przebudzeniu:
100 lat...
nieoczekiwane wyznanie:
w ulubionym towarzystwie:
zaraz po przebudzeniu oblegany przez tłum kobiet:
i wszyscy razem:
było miło, uroczyście i... apetycznie!
jeszcze raz gratulujemy i życzymy dużo wspólnych radości!

niedziela, 20 lutego 2011

Urodzinowo

to nie jest prezent. prezentem jest to, że są ocenzurowane :-)
buziaki ode mnie i Chłopaków

poniedziałek, 14 lutego 2011

Walentynki

- Ja wszystko mam. Mam ciebie, mam Franka, mam tatę, mam słonika, mam misia i dużego misia...
- I kogo jeszcze masz?
- Nie wiem.
- Masz Babcię...
- I dziadka... Ja ich kocham! One są taaakie miłe! One są takie miłe, że ja ich nie mogę pożreć! Dziadek jest taki gruby, że ja go nie mogę podnieść! I Babcia też jest taka gruba, że ja jej nie mogę podnieść.
i pobiegł oglądać bajki w komputerze. ale po kilku krokach się zatrzymał, odwrócił do mnie i oznajmił: 
- Mamo, ty jesteś taaaka fajna! Chodź tutaj do mnie! - to mówiąc, szeroko rozłożył ramiona...

a relacja z Frankiem?
tak jest codziennie...

i jak można by go było nie kochać??

sobota, 12 lutego 2011

11.02.2011.

to podobno jakaś niezwykła data była. że taka symetryczna. coś się miało wydarzyć.
no i się wydarzyło coś niezwykłego: ja się rozchorowałam, a Franek poszedł do lekarza. na szczęście zdrowy.
w miesiąc przytył dokładnie kilogram i waży teraz 3700g.
oświadczam zatem publicznie, że należy mu się rozebranie z ocieplających warstw, bo tłuszcz już jakiś posiada. poza rozbieraniem należą mu się jeszcze spacery, ponieważ to, co uznawałam za katar, pani doktor zdiagnozowała jako sapkę. no i chyba miała rację, bo chłodzenie, nawilżanie i spacery pomagają. inna rzecz, że na katar też pomagają :-)
pani doktor określiła Frania jako bystrego chłopca, z czym się absolutnie zgadzam :-)

jest też silny, co widać na poniższym zdjęciu:
a Kuba go niezmiennie lubi:

skoro już o Kubie mowa - zapytał mnie dziś: mamo, kim my jesteśmy?  Ja, ty, tata - kim my jesteśmy?
- Nie wiem, Kubusiu, a kim my jesteśmy?
- Nie wiem, ty, mamo, powiedz, kim my jesteśmy?
- Ludźmi?
- Nie, kobietami.

piątek, 11 lutego 2011

Kubusiowe historie

od jakiegoś czasu nagrywam fragmenty historii i usiłuję je tu zamieścić, ale blogger nie lubi moich filmików i nic mi z tego ie wychodzi :-(( szkoda to wielka, bo fabuły ich są bardzo bogate. fragment jednej z nich opiszę, a fragment innej zacytuję, tworząc stenogram :-)

zaczęło się od wezwania: chodź ze mną, mała myszko!
ku mojemu zdumieniu okazało się, chodziło o mnie :-)
potem dowiedziałam się, że na kanapie śpi dziadek. to był pewien kłopot, ponieważ to ja chciałam się położyć na kanapie. dziadek został więc wyproszony i już ja - mała myszka - mogłam się położyć.
potem Kubuś wypatrzył jakieś cisteczko. okazało się, że ono jest dla myszki, więc je dostałam. potem wypatrzył małe jajeczko i było o krok od tragedii, bo mała myszka chciała je zjeść, a okazało się, że w nim jest mały kurczaczek. kurczaczek przyszedł do mnie, bo chciał się napić mleczka. potem Kubuś go łaskotał.
jeszcze później dostałam cukierki (niestety, także wyimaginowane), a potem jeżyk przyniósł mi prezent - malutkiego pingwinka. potem jeżyk przyniósł mi list od siebie.
następnie w rakiecie zostali odkryci dwaj przyjaciele - piesek i kosmita. przyszli do mnie i z jakiegoś powodu byli zdumieni. potem piesek był smutny i płakał, bo kosmita zginął i nie można go było znaleźć. było mu przykro. potem - z pomocą myszki przyjaciele się odnaleźli, ale niestety kosmitę bolał brzuszek i poszedł do lekarza.
ach, zupełnie mi gdzieś umknął wątek słonika, który wszystko psikał swoją trąbą.
itd. i itp...
może nie godzinami, ale półgodzinami na pewno :-)

nieco później Kubuś wziął wiaderko, w którym trzymamy jego maskotki i oświadczył:
Jaka wielka wiertara!
po 3 sekundach:
To jest zapalniczka!
po kolejnych 3:
To jest świeczka! A w srodku tort! I rybka. Tort truskawkowy. Lubisz mamo pieczony tort? To ja ci upieczę. Proszę - kawałek pieczonego tortu!


absolutnie zachwyca mnie ta elastyczność!!
stanę na rzęsach, żeby jej nie tłumić!

no i historia ze stenogramu. ostatni jej fragment:

smok wawelski połknął Bolka i Lolka (połykał tylko niegrzeczne dzieci) i oni wołali "pomoc" (to z Krecika) i pojawiła się pomoc - drogowa. rozcięła brzuch smoka i wyskoczyli Bolek z Lolkiem. potem narrator patrzył przez lunetę:
- Ja się ozglądam, czy nie ma jakiegoś samochodu.
- No i co? Jaki efekt?
- Jedzie samochód! 
- Jaki samochód jedzie?
- Mencedes babci jedzie!
- Ach, babci mercedes! I co on będzie robił?
- Babcia nim pojedzie.
- Dokąd?
- Do dziadziusia na wsi. Już pojechała babcia na wsię do dziadziusia i już jej nie ma.
- Już jej nie ma, już pojechała, tak?
- Tak. I przyszedł koczkodan.
- Koczkodan przyszedł?! Do kogo?
- Do ciebie!
- Ojej! Po co on do mnie przyszedł?
- Żeby się zapytać, czy nie ma dźwigu.
- No i co? Jest dźwig czy nie ma?
- Nie, nie ma. Odjechał. Gdzieś pojechał dalej do Warszawy. Ja się ozglądam, czy nie ma jakiegoś quada. Ja się ozglądam przez lornetkę, czy nie ma jakiegoś quada. Ja patrzę przez lornetkę, czy nie ma jakiego quada.
- No i co? Jest jakiś quad czy nie ma?
- Jest!
- Co on robi?
- Przywiezia truskawki.
- Ach, truskawki przywiózł?
- Tak, dla nas!
- To wspaniale!
- Ty zjadłaś od mnie truskawkę, a ja od ciebie zjadłem truskawkę. Dla nas to były truskawki.
/seria nieartykułowanych dźwięków/
- To już był koniec historii, Kubusiu?
- Tak.
- Szkoda. fajna była ta historia, wiesz? O tym smoku i o tym dźwigu, i o koczkodanie, i o betoniarze...
- Śmieciarze...
- O śmieciarze, o Bolku i Lolku i o Szewczyku Dratewce...
- O smoku wawelskim i o pomocy drogowej...

oj, fajna była ta historia, fajna!
żałujcie, że nie słyszeliście intonacji!

to wszystko mówił TEN gość:

środa, 9 lutego 2011

Drugi Pierwszy Miesiąc

miało być długo i uroczyście, ale cóż... Franio świętuje, więc ja nie mam czasu...
to tylko króciutko zdjęcia:
Franio jest najbardziej fotogeniczny z Bratem 
Bratem, który za nim przepada
z mamą mniej fotogenicznie (czytać: mama mniej fotogenicznie), ale za to w pozycji superrelaksacyjnej. tak zwykle śpimy. niestety, ostatnio coraz częściej także w dzień:

wtorek, 8 lutego 2011

Chciałabym...

chciałabym być tamaryną... oj, chciałabym!

a Kubuś namawiany dziś na umycie rąk po przyjściu z przedszkola, oświadczył:
Mamo! myłem dzisiaj ręce cztery razy! Już mam czyste!

niedziela, 6 lutego 2011

Franio

dlaczego nic nie piszę?
ano rzadko mam dostępne obie ręce :-)

miałam tu opisać to i owo z okazji ukończenia przez Frania 4 tygodni, ale jakoś mi nie idzie bez lewicy, więc niech wystarczą Wam zdjęcia:
jeden z pierwszych spacerów:
 z kochanym starszym Bratem:
 w kąpieli:
 we śnie:
 dla fanatyków:
 no i nadal we śnie:
 no comments:
 no i kompletnie nieśpiący:
z Babcią, Dziadkiem i Braciszkiem. Dziadkowie przystrojeni prezentami od Kubusia z okazji ich dni:
 i ten sam skład bez Kubusia:
a na koniec dnia pierwszy spacer w chuście:
pierwszy misiowy spacer w chuście :-)
chusta zadziałała super! po kilku minutach zapłakany Franio pięknie spał. oby tak zostało!
na razie, podobnie jak Kuba, jest nocnym - nomen omen - Markiem

Kubuś

kontynuacja jednoręcznego wpisu:

Kubuś ze dwoim ukochanym Braciszkiem:

kolejna wizyta w teatrze:
te emocje...
tu Kubuś dostał polecenie sprzątnięcia zabawek do pudełka...
a tu się kąpał
a tu? tu po prostu był :-)
 wytrę mu nosek, mamo! (Franio kichnął)
 poruszam mu tego motylka!
 dam mu buziaczka!
sami widzicie, że Kubuś zasłużył na prezent! no i dostał. dużo klocków lego. a wystarczyłoby pudełko...
a to dzisiejszy spacer w dawno zapomnianej wersji Kubusiowej :-)  podobnie jak jego młodszy Brat, słodko zasnął

historie Kubusiowe opiszę kiedyś kiedyś, jak odzyskam drugą rękę :-))
(czyli za dwa lata?)