środa, 8 czerwca 2011

Znowu w Tamice

nie było tam klimatyzacji, ale wysoki sufit ułatwiał oddychanie. było bardzo przyjemnie.
ta Pani prawie przysposobiła moje dziecko :-)
Kuba zerkał na to zza piłki
na szczęście Franio mnie rozpoznawał :-)
Kuba podejmował różne aktywności. na początku indywidualne:
podobnie jak pozostali
ale potem zrobiło się grupowo
 
a najwięcej wdzięku i tak mieli najmłodsi:
a na koniec kilka super zdjęć Gucia:
i moje ulubione:
talent ma po mamie...

a jak się przyjrzycie Kubie, to zauważycie, że nieźle wygląda. jak na początek ospy...
poproszę melisę, hydroxyzynę, a do tego kofeinę i adrenalinę...

Wspinaczki

Kubie przeszedł lęk wysokości. z obaw przed wchodzeniem wyżej skokowo przeszedł do wspinania się na różne dostępne dla niego obiekty:
obiekty nie są może jeszcze najwyższe z możliwych, ale cieszy mnie tendencja.
w ogóle fizyczna sprawność Kuby znacznie wzrosła, co wiążę bezpośrednio ze zmniejszeniem się brzucha mamy :-) tak, ciąża nie sprzyjała szaleństwom z Kubusiem. teraz Kuba ma znacznie więcej okazji do kształtowania fizycznej tężyzny :-)  pora roku też sprzyja!

wtorek, 7 czerwca 2011

Weekend

tak, weekend skończył się jakiś czas temu, ale fotorelacja dopiero dziś.
weekend spędziliśmy towarzysko, miło i satysfakcjonująco.
z soboty zdjęć brak, a w niedzielę:
we wspaniałych okolicznościach Kubuś udzielał się towarzysko i spożywczo
a Franio był rozchwytywany przez co najmniej osiem rąk :-)
szczególne podziękowania za wspólne zdjęcie - rzadka sprawa!

pogoda sprzyjała, więc włączono atrakcje wodne:
a tu już męskie tematy:
i bohaterowie dziecięcej wyobraźni...
było cudownie! dzieci spisały się na medal, a pomocne ręce Wspaniałych Kobiet pomogły mamie odsapnąć. towarzystwo kobiet bezwzględnie uważam za najwspanialsze na świecie!

sobota, 4 czerwca 2011

Dziewczyny

siedzimy przy stole. można powiedzieć, że we czwórkę.
chłopaki (dwaj) jedzą rybę. ale ten młodszy nie bardzo chce.

Tata: Stefa się ucieszy.
Kuba: Dlaczego?
Tata: Jak dostanie rybkę, to się ucieszy, bo będzie jej bardzo smakować.
po chwili:
Kuba: Mamo, dlaczego zjadasz rybkę?
Mama: Bo jestem sknera.
Kuba: Dlaczego?
Mama: Bo mi szkoda pieniędzy na rybki dla Stefy.
Kuba po chwili: Wszystkie dziewczyny są sknerzami!


Kuba gada jak najęty. nie nadążam zapisywać, choć powinnam. poza tym, CO mówi, urzeka mnie to, JAK mówi, a konkretnie jego intonacja. jak na mój gust, swobodnie mógłby już grać w teatrze. może w radiowym teatrze na przykład. czyli słuchowisku. uwielbiam ten tajemniczy głos:
- Słyszę jakieś odgłosy... Mamo, czy wiesz, skąd dobiegają te odgłosy?
albo:
- Widzę jakieś ślady. Czyje to mogą być ślady? Może jakiegoś dinozaura?


gada też wierszem (wierszami, licznymi), liczy, śpiewa (ukochana piosenka to: Wy nie wiecie, a ja wiem, jak rozmawiać trzeba z psem), tłumaczy pojedyncze słowa z angielskiego na nasze (ku mojemu zdumieniu!) i... nie wiem, co jeszcze.

o, koniec wpisu. Obowiązek wzywa :-)

piątek, 3 czerwca 2011

Dzień Dziecka

święto Kuby i Frania częściowo spędziliśmy w Kubusiowym przedszkolu:
ot i cała przedszkolna załoga:
chłopcy:
a Kubuś najładniejsz, prawda?
Franio - jak się już obudził - zerkał ze swojego pojazdu:
podczas gdy Kuba ganiał za bańkami:
i wprost stawał na głowie, żeby zaspokoić ambicje Taty:
ale najfajniejszy był koń:
mustang...
no, po prostu wierzchowiec...
(na którego Tata nie omieszkał wsadzić Frania, który tym samym stał się najmłodszym jeźdźcem w okolicy)
Kuba miał bardzo różne aktywności:
a mnie trafił się bonus:
było dość miło.

jednak nie to było największą przyjemnością tego dnia.
Franio, który dopiero dziś przyjął ostatnią dawkę antybiotyku, odzyskał tego dnia wigor. przez te kilka dni bardzo brakowało mi jego "gadania", jego śmiechów, zaczepek... aż w końcu doszedł do siebie! to było bardzo bardzo przyjemne. tak się rozgadał, że...

kilka swoich sekretów powierzył prosiaczkowi
chcecie podsłuchać?
a figę!!

to, co widać na ostatnim zdjęciu to bardzo charakterystyczna obecnie mina Frania. prześmiesznie wystawiony języczek. i bańki ze śliny. a dźwięki... ech... no i głośny śmiech od czasu do czasu! przezabawne. mama w raju :-)

piątek, 27 maja 2011

Zoologicznie

- Kubusiu, chcesz pojechać do Dziadziusia?
- Tak, chcę. I chcę, żeby tam był konik polny!
- Żeby co było?
- Żeby był konik polny.
- Na pewno polny? Może taki zwykły konik?
- Nie, polny.
po chwii:
- Myślałem o koniku polskim, mamo.
- ...

czwartek, 26 maja 2011

Dzień Matki

miał być dłuuuuugi post. ale nie będzie.
wolnego czasu mam mało, więc przekaz będzie obrazkowy.
dzięki kontaktowi z autorką rysunku, czuję się też czasem konsumentką kultury.
za piękną wizualizację na życzenie serdecznie dziękuję!

środa, 25 maja 2011

Jak co?

Kuba ma teraz fazę przekształcania rzeczywistości i zastanawiania się (wspólnie z mamą), co też przypomina efekt tych przekształceń. dotyczy to na przykład sznurka rzuconego na podłogę albo specjalnie ułożonego lub dywanika zwiniętego nogą. jako osobę średniokreatywną zmusza mnie to do wspinaczki na szczyty mego intelektu.
tym razem zagadka dotyczyła zabawki Frania, której można lekko modyfikować kształt:
- Mamo, jak to wygląda? Jak co?
Mama skupiona na czymś zupełnie innym:
- Nie wiem.
- Ale jak co?
- No nie wiem, synku.
- Mamo, czy to wygląda jak zamek?
Mama rzuca okiem.
- Nie, to mi w ogóle nie wygląda jak zamek.
- Mamo, ale czy to wygląda jak zamek?
- Nie, synku, moim zdaniem to nie wygląda jak zamek.
- Jak zamek! Mamo, to wygląda jak zamek!
- No nie wiem, synku. Może. Jak teraz patrzę, to myślę, że to może troszkę wygląda jak zamek.
- Dlaczego??
- Aaaaaa!!!

przy innej okazji, rozmowa (przepraszam, monolog) o naklejanym tatuażu:
- Taki był ładny, szkoda, że się ścierzył, prawda mamo?
Tu się ścierzył, szkoda, taki był ładny. 
No cóż, może kiedyś będę miał drugi, prawda, mamo?


ps. Kuba skończył 2 lata i 10 miesięcy... to już prawie 3!!
jakoś się nie cieszę... ;-)

Nie zdążyłam

nie zdążyłam wpić pierwszej kawy z pseudomlekiem, kiedy okazało się, że Franio ma zapalenie oskrzeli :-(( okazało się w przychodni, w trybie pilnym :-(  leki dziedziczy po Kubusiu

a to zdjęcia z pory dnia, kiedy to jeszcze zwolnienie lekarskie nie zwolniło go z obowiązkowych zajęć lekcyjnych:
uwielbiam to skupione spojrzenie!

wtorek, 24 maja 2011

Pierwszy i ostatni(a)

wczoraj mój młodszy syn po raz pierwszy (tak, tak, nie łudzę się...) mnie obsikał.
czy jest się z czego cieszyć? nie wiem. ale to przynajmniej zabawne zdarzenie. zwłaszcza w kontekście następnego...
poddałam się. po pięciu tygodniach kataru Franciszka poddałam się i przechodzę na dietę bezmleczną. mogę nie jeść lodów, proszę bardzo! (nawet Hagen-Dazs) mogę nie jeść serów, proszę bardzo! (ale nie liczcie na to, że pojadę do Holandii) mogę jeść jedyną na rynku bezmleczną margarynę, proszę bardzo!
ale rezygnacja z kawy z mlekiem jest dla mnie ogromnym wyrzeczeniem (mój Drogi Synu!) to cudownie, że jest w sklepach wybór pseudomleka o różnych smakach, ale to jest PSEUDOmleko. o RÓŻNYM smaku. różni się ten smak zwłaszcza od smaku mleka :-(
tak więc dziś ostatnia na czas jakiś kawa z mlekiem.

miała być celebrowana. wypiłam ją między rozpakowywaniem zmywarki a zamrażaniem zupek dla Kuby, z Franiem na ręku. o dziwo, nie była smaczna... widocznie mój mózg się już przestawił i od tej pory delektował się będzie wyłącznie kawą z "mlekiem" migdałowym. amaretto takie. mamowe.

no i teraz nie wiem, o co wznosić modły: żeby dieta zadziałała, bo wtedy Franiowi się polepszy, czy żeby nie zadziałała, czyli żeby polepszyło mu się z innego powodu, podczas gdy ja spokojnie wrócę do mojego jedynego hobby (no dobrze, jest jeszcze czosnek...).

a Was proszę o domotywowanie mnie, bo moja motywacja jest słabiutka... nie dlatego, że zdrowie Franka nie jest dla mnie cenne, tylko dlatego, że w przypadku Kuby taka dieta nie działała. ale może bez niej byłoby dużo gorzej? nigdy się nie dowiem...

Kolega

wczoraj odwiedził Frania kolega.
jednak w obliczu snu tego pierwszego, Gościem zajął się Starszy Brat:
Aleks to najpogodniejsze (i najsprawniejsze!) dziecko, jakie znam
Franio wkrótce się obudził, ale z tej fazy zabawy zdjęć niestety brak :-(

skoro tyle tu o śnie, to pociągnę ten wątek.
popołudniu cała nasza trójka zapadła w sen. Franio w wózku, a ja z Kubą...
15 kg. da się :-))
tylko czy to jeszcze kangurowanie??