sobota, 7 stycznia 2012

Wyścigi

ni stąd ni zowąd:
- Kubusiu! Chodź tu szybko! Coś Ci powiem.
- Nie, to ja ci coś powiem.
- Nie, ja pierwsza Ci powiem!
- Nie!! Ja chcę Ci pierwszy powiedzieć!
- Nie! To ja Ci chcę powiedzieć  pierwsza!
- Nie! ja ci pierwszy chcę powiedzieć!
- No dobra, to mów Ty pierwszy...
- Kocham cię bardzo!!
- To JA Ci to chciałam powiedzieć!
- Ale ja Ci powiedziałem pierwszy!
- Tak, Ty mi powiedziałeś pierwszy. A ja też Cię bardzo kocham!
- I już zawsze będę cię kochał!

piątek, 6 stycznia 2012

Dwaj królowie

mieliśmy dziś iść w orszaku. ale nie poszliśmy. konfiguracja pogody i chyba-wirusa.
za to w domu...
jeden się wyłamał, za to dwaj pozostali...
nie muszą nawet mieć darów...

środa, 4 stycznia 2012

Logika

- Mamo, daj mi coś słodkiego na pocieszenie, bo jest mi smutno, że Cię nie lubię.
- ...

niedziela, 1 stycznia 2012

Bardzo dobry dzień

tak, dzień był baaaardzo dobry!
aktywny relacyjnie, fizycznie i intelektualnie. i jeszcze hobbystycznie!
filmy, książki, gazety, rower, zdjęcia i do tego dużo razem! cudownie!
jeśli miałaby się spełnić wróżba, że cały rok będzie taki, byłabym bardzo zadowolona!
i Wam życzę podobnych dni!

piątek, 30 grudnia 2011

Podsumowanie roku

ha! zapewne spodziewacie się głębokich rozmyślań i pseudofilozoficznych refleksji!
otóż nie!
podsumowanie będzie krótkie. po prostu chciałabym zapamiętać, co mnie w tym roku najbardziej rozśmieszyło. uwaga! nie były to dzieci!

jakiś czas temu tankowałam benzynę (benzynę właśnie! to nie bez znaczenia), kiedy podeszła do mnie jakaś zdenerwowana kobieta i zapytała, czy nie ma benzyny... nieco zaskoczyło mnie to pytanie... lekko osłupiałam, upewniłam się, co właśnie robię i odpowiedziałam niepewnie, że jest. pani z niedowierzaniem dopytała, czy na pewno, bo wszędzie benzyna jest przekreślona...
no, faktycznie...

czwartek, 29 grudnia 2011

Ukryty obiektyw

w czasie świąt oglądałam na Animal Planet program o najbardziej niegrzecznych zwierzętach domowych. moim faworytem został pies wielkości Stefki, który zgrabnym ruchem wskakiwał na meble kuchenne, żeby pootwierać sobie wszystko, co się da (opiekacz do grzanek, mikrofalówkę, górne szafki) i powyjadać stamtąd okruszki oraz potrafił otwierać zmywarkę, z której wyjmował brudne talerze, żeby je wylizać.
właściciele nie mogli uwierzyć w jego talent, więc zainstalowali kamerę, która nagrywała pod ich nieobecność to, co się działo w kuchni.
bardzo mnie zainspirował ten pomysł. jestem bardzo ciekawa, jak to się dzieje, że w posprzątanym na święta domu jest taki bałagan tuż po świętach...
nie zdążyłam jednak wdrożyć nowego planu w życie, gdy...
dobra, odpuszczam... nawet nie trzeba było się ukrywać...

środa, 28 grudnia 2011

... i po świętach!

czy święta były udane? nie narzekam!
nie wiadomo, kto najbardziej czekał na prezenty: Dziadek...
...czy Tata?
ale wiadomo, kogo one najbardziej cieszyły!
Frankowi początkowo wystarczały kolczyki Babci
ale później i on zajął się swoim prezentem: 
 

piątek, 23 grudnia 2011

Święta tuż tuż

kalendarz adwentowy pustoszeje (zdjęcie sprzed dwóch dni)
zadania w większości wykonane (i dalej sumiennie wykonywane)
święta o krok!

z upływem czasu coraz bardziej jestem przekonana, że najważniejsze życzenia to:

ZDROWIA, ZDROWIA, ZDROWIA!
z nim powinniście sobie poradzić nawet z przeciwnościami losu.
a przeciwności życzę mało, ale nie zero. bo co to by było za życie?
dobrych świąt! takich jak chcecie

Będzie lepiej!

no, muszę to napisać!
to już dziś! to od dziś świat zmienia się na lepsze - dzień będzie coraz dłuższy!!
oczywiście jestem zachwycona, ponieważ w tegorocznym słońcu wieczory i tak były stosunkowo długie (tzn. krótkie. popołudnia były długie), ale teraz będzie lepiej! znowu to przeżyłam!!!

Po niepopolsku

Kuba pięknie się rozwija. świetnie operuje językiem (pediatra potwierdza). polski to dla niego pestka! teraz czyta w języku... obcym...
dziś kończy 3 lata i 5 miesięcy.

czwartek, 22 grudnia 2011

Własne M

generalnie stawiam na samodzielność, ale...
skoro była taka możliwość, postanowiłam im zapewnić własne M...

Zaczarowani

wczoraj u nas było przesilenie przedświąteczno-sprzątaniowe. a w domu dwójka chorych dzieci.
i co? coś ich zaczarowało. bawili się spokojnie dwie godziny - trochę razem, trochę obok siebie.
ja tylko zerkałam:
okazało się, że tajemnica polega na tym, żeby pozwolić im zrobić skrajny bałagan - wtedy wyłaniają się rzeczy, których dawno nie widzieli i świetnie się nimi bawią.
szczególnie Frankowi się wyłoniły, jak widać... :-)
strat dużych nie było, a szarlotka powstała! pyyyszna! (ja też lubię bezglutenowe!)

środa, 21 grudnia 2011

Zdjęcia Kuby

ostatnio robi je namiętnie
nareszcie ktoś będzie robił mi zdjęcia!
moje ulubione to to z odbiciem!
a następne zdradza, że zaczęliśmy naukę czytania metodą Domana. przy okazji okazało się, że czas przedświąteczny to nienajlepszy moment na zaczynanie tego typu działań...

wtorek, 20 grudnia 2011

Choinka już stoi

mamy już choinkę
a na choince...
ozdoby. jak to na choince.

O poranku

na schodach:
nie wiem, o co im chodziło. uciekały przed zimą (minus osiem stopni rano) i nie zdążyły? ptaki mi przyniosły w darze? no nie wiem...

a na samochodzie było tak:

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Zmartwienia

kto zna zapalenie krtani alergika, ten wie, JAKI to kaszel :-( ... zawsze w nocy...

noc.
kaszle, kaszle, kaszle, kaszle, kaszle, stop! nie kaszle.
nie kaszle? co on tak nie kaszle? jezu, czemu on nie kaszle?

wariactwo macierzyńskie codzienne...

ps. normalnie Kuba kaszle w pierwszej połowie nocy, Franio w drugiej. miło, że się tak podzielili, prawda?
a teraz (22:45), jak nikt nie kaszle, nie wiem, co mam ze sobą zrobić...

niedziela, 18 grudnia 2011

Tempus fugit

wszystkim, akurat zamartwiającym się czymś, chciałam przypomnieć: tak nie będzie zawsze, to się na pewno zmieni.
pisałam chyba, że Franio budzi się co kwadrans i od dłuższego czasu nie mam wieczorów (ani nocy), prawda? mogę o tym mówić w czasie przeszłym! zasypia (nadal przezabawnie) i śpi. owszem, budzi się, ale kilka, nie kilkanaście razy. (o znaczącej różnicy w częstotliwości spożywania nocnych posiłków przypominają mi zastoje...) i nie śpi już do 6ej, a do 7ej.
słusznie przypuszczałam, że nie ma się po co martwić lub wkurzać.
w dzień zaś... w dzień zaś Franio przebywa w dużej mierze na rękach. moich rękach. co jest o tyle zaskakujące, że ostatnio przyjaźnię się z jego największym wrogiem (wroginią?) - fridą... ale za to w dzień też dobrze śpi. a 7-dniowy katar do świąt powinien minąć.

mam zresztą nadzieję, że zapalenie krtani też minie. przed upływem siedmiu dni. to u Kuby.

wszystko mija...

środa, 14 grudnia 2011

Opowieści dziwnej treści

Franio od dłuższego czasu bierze actiferol. myślałam, że to suplement jak inne - magnez, witamina E czy inne takie. ale nic bardziej mylnego! nie wiedziałabym o tym, gdyby nie Kuba. dwa dni temu wziął ulotkę actiferolu i przeczytał z niej, co następuje:

Heloł Didy poszła do sklepu, kupiła sobie wraz błyszczącą bransoletkę. Potem musiała pójść do domu coś zjeść. Jak coś zjadła, to: nałożyła sobie błyszczącą bransoletkę. A potem poszła się zdrzemnąć i zdjęła błyszczącą bransoletkę. I potem wstała. I poszła do kamienia. Dziwna dźwignia. I zrobiła niespodziankę mu.

bez okularów czytał...

a ja od tej pory nie wiem, czy Franio po tym preparacie zmieni się w Heloł Didy, no i jak dawkować...

innego dnia zareagowałam na wołanie "mamo! mamo!", ale okazało się, że to Dino rozmawia ze swoją (misiową) mamą, informując ją, że nie dała mu noża na wycieczkę...

dziś rano zaś dowiedziałam się, że Dino jest psychologiem i dlatego może jeździć tylko w przodnej łyżce kopary, a nie w tylnej...

a przy śniadaniu (zrobionym samodzielnie przez Kubę - to było dzisiejsze zadanie kalendarzowo-adwentowe)
usłyszałam:
Wyborne! Wyśmienite!
Nie zostawię ani krztyny!
...krzyknęły sprężyny...


ps. może przy okazji ktoś mnie uświadomi, co to może być hulakabiskusi. trudne to słowo pojawiło się w kontekście monologu o małpach i jakoś odnosi się do miejsca, gdzie są palmy. przez chwilę pomyślałam, że może chodzi o Madagaskar, ale to nieco inaczej brzmi...

wtorek, 13 grudnia 2011

Co umie Franek

muszę ciągle dopisywać, ku pamięci.

Franek umie cmokać, kiedy widzi coś do picia. oznacza to, że należy się z nim podzielić. poranną kawkę pijemy więc razem.
potrafi schodzić ze schodów tyłem.
potrafi się wspinać na palce i odklejać naklejki z miejsca, do którego nie powinien mieć prawa sięgnąć (to właśnie teraz).
potrafi mnie karmić swoją łyżkę. siebie też, jak mu się chce.
potrafi sam, bez niczyjej pomocy, zadzwonić do Babci (niestety, nie potrafi sam płacić rachunków telefonicznych).
nadal potrafi zdejmować sobie w nocy jeden rękaw piżamy.

a tak zupełnie z innej bajki, to stale zachodzę w głowę, jakim cudem nasz gatunek przetrwał. Franek bowiem wkłada do swojej paszczy WSZYSTKO, co się do niej zmieści. przypuszczam, że nie odróżnia go to od całej masy niemowlaków. no więc JAK? ja się pytam! przecież muchomorka też by włożył i jałowiec, i inne trujące jagody. wiem, że najrozumniejsze osobniki przetrwały, ale czy to naprawdę znaczy, że były takie, które patrzyły na mamusię i jadły tylko to, co ona? jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić... faktem jest, że Franio najchętniej zjada na śniadanie moje kanapki, ale za to najszybciej Kuby naklejki...
i tak pozostaję z kolejną zagadką...

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Równanie

w poniedziałek rano myślę sobie tak: każde dziecko powinno być wyposażone w jedną matkę. niby jest. ale na wyłączność powinno być wyposażone.* ale jednocześnie nie chodzi mi o to, żeby każda matka była wyposażona w jedno tylko dziecko. nie jestem ostatnio najmocniejsza z matematyki - jeśli ktoś z Was rozwiąże to równanie, bardzo proszę o informację. na prawidłowe odpowiedzi czekam w nieskończoność...

*uważam, że powinno być też wyposażone w towarzyszącą mu szczotkę, zestaw trzech ściereczek, abonament na chusteczki higieniczne lub ręczniki papierowe, patelenkę do naleśników i parę innych rzeczy...