wtorek, 12 maja 2009
Kuchenne poczynania
Gluten?
niedziela, 10 maja 2009
Wyjątkowy dzień
dlaczego wyjątkowy? ano wyjątkowo już się zaczął: Kuba wstał o 8:00, co mu się do tej pory nie zdarzyło. tak długi sen chyba mu posłużył, bo obudził się w doskonałym humorze. często budzi się w doskonałym humorze, więc ten był chyba wyśmienity. ja go w każdym razie nie widziałam jeszcze takiego. śmiał się, robił miny, całował mnie... humor utrzymywał się przez cały dzień, co objawiało się np. tym, że przez całą podróż do Warszawy Kubuś organizował sobie zajęcie sam i nie marudził, pomimo korków. właściwie to jeszcze mnie zabawiał.
w Warszawie spotkaliśmy się z rodziną Gałązków, co nie było może aż tak niezwykłe, za to baaardzo przyjemne.
Kubuś zajmował się Helenką
a Kubusiem Gucio
a nimi oboma mama Gucia
albo Tata Gucia
albo mama Kubusia
i to, co widzicie w tle, to jest właśnie kolejna wyjątkowość: Kubuś pierwszy raz był na placu zabaw! fascynuje mnie to, że place zabaw są teraz takie, że nawet dla takiego malucha coś się znajdzie! Kubusiowi się podobało i w dodatku było bezpiecznie - mógł bawić się sam:
a jak mu się znudziło, pasł się na trawie
a jak mu się znudziło, zajmował się sprzętem jeżdżącym Gucia
było bosko!!!
podróż powrotna też była wyjątkowa - Kubuś, choć senny, był spokojny i nie marudził.
wyjątkowy był też wieczór: Kubuś nie mógł zasnąć aż do 22:00. nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło. był potwornie zmęczony i nie mógł spać. to już kosztowało nas trochę - mnie i Kubusia. kiedy zasnął, było już normalnie.
a z mniej przyjemnych rzeczy dowiedzieliśmy się, że Gucia dopadła w nocy choroba, która zmusiła go do wizyty w szpitalu :-( okropność! jeśli do tego dołożyć to, że i drugi Gucio jest chory, a także Emilka, to... ech, te choroby dziecięce... zdecydowanie ich za dużo!
wszystkim chorym życzymy szybkiego powrotu do zdrowia! i pozostania w takim stanie.
w Warszawie spotkaliśmy się z rodziną Gałązków, co nie było może aż tak niezwykłe, za to baaardzo przyjemne.
Kubuś zajmował się Helenką
a Kubusiem Gucio
a nimi oboma mama Gucia
albo Tata Gucia
albo mama Kubusia
i to, co widzicie w tle, to jest właśnie kolejna wyjątkowość: Kubuś pierwszy raz był na placu zabaw! fascynuje mnie to, że place zabaw są teraz takie, że nawet dla takiego malucha coś się znajdzie! Kubusiowi się podobało i w dodatku było bezpiecznie - mógł bawić się sam:
a jak mu się znudziło, pasł się na trawie
a jak mu się znudziło, zajmował się sprzętem jeżdżącym Gucia
było bosko!!!podróż powrotna też była wyjątkowa - Kubuś, choć senny, był spokojny i nie marudził.
wyjątkowy był też wieczór: Kubuś nie mógł zasnąć aż do 22:00. nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło. był potwornie zmęczony i nie mógł spać. to już kosztowało nas trochę - mnie i Kubusia. kiedy zasnął, było już normalnie.
a z mniej przyjemnych rzeczy dowiedzieliśmy się, że Gucia dopadła w nocy choroba, która zmusiła go do wizyty w szpitalu :-( okropność! jeśli do tego dołożyć to, że i drugi Gucio jest chory, a także Emilka, to... ech, te choroby dziecięce... zdecydowanie ich za dużo!
wszystkim chorym życzymy szybkiego powrotu do zdrowia! i pozostania w takim stanie.
środa, 6 maja 2009
Co umie Kubuś
ooo, już dużo rzeczy umie! trudno nadążyć.
a tu próbka dla Was:
umie bawić się z Tatą
umie raczkować, jak mu się zachce
umie robić porządki, kiedy uzna mamine za niewystarczające
i umie jeszcze mnóstwo innych rzeczy, których uwiecznić nie sposób...
a tu próbka dla Was:
umie bawić się z Tatą
umie raczkować, jak mu się zachce
umie robić porządki, kiedy uzna mamine za niewystarczające
i umie jeszcze mnóstwo innych rzeczy, których uwiecznić nie sposób...
W kinie
dzisiaj zawędrowaliśmy z Kubusiem do kina na "Tatarak". no... film lekki nie był... jakoś brak mi chwilowo słów, żeby cokolwiek na jego temat napisać (zdecydowanie wciąż bliżej mi do tematu narodzin niż umierania), więc tylko gorąco polecam!
w kinie nie byliśmy sami - Kubusiowi towarzyszyła Helenka, a mnie - mama Helenki
Helenka w kinie była cudna i dużo spokojniejsza niż Kubuś
bo ten... po tym, jak zjadł wręczone nam ulotki, zajął się zdobywaniem kinowych schodów. szło mu to całkiem sprawnie.
a propos schodów: pamiętacie Kubusiową przymiarkę do najbardziej stromych schodów w domu? było to w urodziny Taty, 19.04. dziś Kubuś SAM zdobył te schody. zupełnie sam, acz z uważną asekuracją, więc zdarzenie to jeszcze nie zostało udokumentowane. ale robi wrażenie, zapewniam Was...
w kinie nie byliśmy sami - Kubusiowi towarzyszyła Helenka, a mnie - mama Helenki
Helenka w kinie była cudna i dużo spokojniejsza niż Kubuś
bo ten... po tym, jak zjadł wręczone nam ulotki, zajął się zdobywaniem kinowych schodów. szło mu to całkiem sprawnie.
a propos schodów: pamiętacie Kubusiową przymiarkę do najbardziej stromych schodów w domu? było to w urodziny Taty, 19.04. dziś Kubuś SAM zdobył te schody. zupełnie sam, acz z uważną asekuracją, więc zdarzenie to jeszcze nie zostało udokumentowane. ale robi wrażenie, zapewniam Was...poniedziałek, 4 maja 2009
Majówki ciąg dalszy
Kubuś na szczęście zdrowy. tzn. nie wygląda na takiego, jeśli chodzi o katar, ale osłuchowo zdrów, co nas bardzo cieszy. po kolejnej dawce leków homeopatycznych i postawieniu baniek zaczął bardzo ładnie spać i mniej kaszle. oczywiście znów pojawia się pytanie, co pomogło? i oczywiście nigdy się nie dowiemy. na wszelki wypadek jednak magiczne homeopatyczne granulki pozostają w użyciu, z założeniem, że jak nie pomogą, to nie zaszkodzą.
a Kubuś obecnie wygląda tak:

w niedzielę wystroił się, jak na święto przystało i wyruszył do stolicy świętować
tu nie mogliśmy, niestety (na szczęście!!), zaparkować...
ale znaleźliśmy dla siebie miłe miejsce
Kubuś poznawał z Tatą miejskie realia
(trzeba było aż do miasta jechać, żeby przyjrzeć się drzewu...)
było wysooookie
a w stawie były tylko dwie kaczki i to w dodatku szare i Kubuś nie bardzo się nimi interesował
a tu jesteśmy w naszym ulubionym lokalu - Kafce na Powiślu.
i stąd oczywiście ślemy gorące uściski państwu Franssenom, którzy towarzyszyli nam wirtualnie na kocu pod drzewem...
a Kubuś obecnie wygląda tak:

w niedzielę wystroił się, jak na święto przystało i wyruszył do stolicy świętować
tu nie mogliśmy, niestety (na szczęście!!), zaparkować...
ale znaleźliśmy dla siebie miłe miejsce
Kubuś poznawał z Tatą miejskie realia
(trzeba było aż do miasta jechać, żeby przyjrzeć się drzewu...)
było wysooookie
a w stawie były tylko dwie kaczki i to w dodatku szare i Kubuś nie bardzo się nimi interesował
a tu jesteśmy w naszym ulubionym lokalu - Kafce na Powiślu.
i stąd oczywiście ślemy gorące uściski państwu Franssenom, którzy towarzyszyli nam wirtualnie na kocu pod drzewem...

Figury
sobota, 2 maja 2009
Majówka
Kubuś wybrał się wczoraj na pierwszą w swoim życiu majówkę. pomimo szalejącego wiatru zaliczamy ją do udanych
zresztą - z takim towarzystwem nie mogła się nie udać!
a po powrocie...
należało mu się!
nam zresztą też, zwłaszcza jak uwzględnić minioną noc... była ciężka...
dziś już lepiej.
wybieramy się na grilla, ale na wszelki wypadek do lekarza też. o wyniku osłuchania doniesiemy
zresztą - z takim towarzystwem nie mogła się nie udać!
a po powrocie...
należało mu się!nam zresztą też, zwłaszcza jak uwzględnić minioną noc... była ciężka...
dziś już lepiej.
wybieramy się na grilla, ale na wszelki wypadek do lekarza też. o wyniku osłuchania doniesiemy
czwartek, 30 kwietnia 2009
Gorączka przeszła
tak, przeszła i poszła sobie, dlatego Kubuś dzisiejszy dzień spędził na łonie natury, a nie mamy.
spędził go zresztą głównie z Babcią, podczas gdy Dziadek ciężko pracował w ogródku, a mama nadrabiała zaległości tu i tam, w tym również głównie w ogródku.
zarówno Dziadek jak i mama wyglądali na tyle niefotogenicznie*, że nie znaleźli się w kadrze...


*z powodu utytłania pracą, nie genów!!
spędził go zresztą głównie z Babcią, podczas gdy Dziadek ciężko pracował w ogródku, a mama nadrabiała zaległości tu i tam, w tym również głównie w ogródku.
zarówno Dziadek jak i mama wyglądali na tyle niefotogenicznie*, że nie znaleźli się w kadrze...


*z powodu utytłania pracą, nie genów!!
wtorek, 28 kwietnia 2009
Wielka Wyprawa
wróciliśmy.
można by się w zasadzie tylko cieszyć, gdyby nie to, że wróciliśmy my i choroba. choroba jest paskudna, bo jest nią zapalenie krtani Kubusia i jedynym pocieszeniem jest to, że najgorszy kawałek szybko mija. niemniej od niedawna nienawidzę określenia "szczekający kaszel", o samym zjawisku takowego kaszlu nawet nie wspominając...
szybciutko chronologicznie:
Kubuś jest wspaniałym podróżnikiem. 16 godz. w pociągu w te i 17 z powrotem upłynęły dość spokojnie, a aktywność Kubusia niewiele różniła się od domowej. na miejscu zaś Kubuś był jeszcze mniej kłopotliwym towarzyszem podróży. najmniej lubił podróżować w samochodzie, najbardziej chyba w tramwaju, gdzie zaczepiał kogo się tylko dało. zobaczyliśmy kawałek świata i zamierzamy to powtarzać, tylko wcześniej... wyrobimy Kubusiowi paszport... bo tym razem pojechaliśmy bez... jak mama zobaczyła w Holandii kontrolę paszportową, to mało martwym trupem nie padła, bo oczyma wyobraźni zobaczyła konfiskatę Kubusia... miły to aspekt poczucia bycia obywatelem świata i należy się tylko cieszyć, że panowie celnicy mieli podobne poczucie, bo jakoś nie dopytali, czyje to dziecko wwozimy do tego bezbożnego kraju. w drodze powrotnej celników nie było...
na naszym wspaniałym Centralnym Kubuś zamknął oczy na dłużej... (mieliśmy ochotę zrobić to samo)

w pociągu długo nie spał, za to zrobił się miłym przytulakiem
a jak już zasnął, to w wózkowym łóżeczku spał nie gorzej niż w swoim domowym.
a rano bawił się nowymi zabawkami inżynieryjnymi
no, czasem też manifestował swoje niezadowolenie (jedzenie nadciągało zbyt powoli)
a to już w kolejnym pociągu, po przesiadce
i widoki za oknem.
teraz Kubuś ma się już lepiej niż tuż po powrocie, szczekający kaszel zniknął, pojawił się taki nieco mokry i potworny katar. ech... przykro patrzeć i słuchać, jak się męczy nocą. ale humor już mu na powrót dopisuje, czwarty ząb już wystaje, a! i nawet raczkowanie się pojawiło! w mikroskali, ale zawsze. za to wstawanie... non-stop!
poniżej obfita relacja z wyjazdu
można by się w zasadzie tylko cieszyć, gdyby nie to, że wróciliśmy my i choroba. choroba jest paskudna, bo jest nią zapalenie krtani Kubusia i jedynym pocieszeniem jest to, że najgorszy kawałek szybko mija. niemniej od niedawna nienawidzę określenia "szczekający kaszel", o samym zjawisku takowego kaszlu nawet nie wspominając...
szybciutko chronologicznie:
Kubuś jest wspaniałym podróżnikiem. 16 godz. w pociągu w te i 17 z powrotem upłynęły dość spokojnie, a aktywność Kubusia niewiele różniła się od domowej. na miejscu zaś Kubuś był jeszcze mniej kłopotliwym towarzyszem podróży. najmniej lubił podróżować w samochodzie, najbardziej chyba w tramwaju, gdzie zaczepiał kogo się tylko dało. zobaczyliśmy kawałek świata i zamierzamy to powtarzać, tylko wcześniej... wyrobimy Kubusiowi paszport... bo tym razem pojechaliśmy bez... jak mama zobaczyła w Holandii kontrolę paszportową, to mało martwym trupem nie padła, bo oczyma wyobraźni zobaczyła konfiskatę Kubusia... miły to aspekt poczucia bycia obywatelem świata i należy się tylko cieszyć, że panowie celnicy mieli podobne poczucie, bo jakoś nie dopytali, czyje to dziecko wwozimy do tego bezbożnego kraju. w drodze powrotnej celników nie było...
na naszym wspaniałym Centralnym Kubuś zamknął oczy na dłużej... (mieliśmy ochotę zrobić to samo)

w pociągu długo nie spał, za to zrobił się miłym przytulakiem
a jak już zasnął, to w wózkowym łóżeczku spał nie gorzej niż w swoim domowym.
a rano bawił się nowymi zabawkami inżynieryjnymi
no, czasem też manifestował swoje niezadowolenie (jedzenie nadciągało zbyt powoli)
a to już w kolejnym pociągu, po przesiadce
i widoki za oknem.
teraz Kubuś ma się już lepiej niż tuż po powrocie, szczekający kaszel zniknął, pojawił się taki nieco mokry i potworny katar. ech... przykro patrzeć i słuchać, jak się męczy nocą. ale humor już mu na powrót dopisuje, czwarty ząb już wystaje, a! i nawet raczkowanie się pojawiło! w mikroskali, ale zawsze. za to wstawanie... non-stop!poniżej obfita relacja z wyjazdu
Dzień pierwszy
ku naszemu własnemu zdumieniu nie byliśmy jakoś strasznie zmęczeni podróżą, więc z zapałem przystąpiliśmy do różnych aktywności.
najpierw Kubuś zaprezentował, jak ładnie stoi
potem zbadał nie swoje łóżeczko

potem zbadał nie swoją pralkę
(test wypadł nadzwyczaj pomyślnie!)
potem podziwiał nowoczesną technologię spania w wózeczku
potem zatańczył z Tatą taniec hula
skręcił z Tatą i z Wujkiem regał
a na koniec dnia poczytał z Tosią i Ciocią książeczkę!
uff! prawda, że aktywnie??
najpierw Kubuś zaprezentował, jak ładnie stoi
potem zbadał nie swoje łóżeczko
potem zbadał nie swoją pralkę
(test wypadł nadzwyczaj pomyślnie!)
potem podziwiał nowoczesną technologię spania w wózeczku
potem zatańczył z Tatą taniec hula
skręcił z Tatą i z Wujkiem regał
a na koniec dnia poczytał z Tosią i Ciocią książeczkę!
uff! prawda, że aktywnie??
Subskrybuj:
Posty (Atom)











