wtorek, 21 września 2010

Kuba

co robi Kuba ostatnimi dniami?
otóż:
rysuje dla pieska
pokazuje pieskowi wyniki swojej twórczości
gra na gitarze
ale głównie spędza czas z Babcią.
na zdjęciach tego nie ma, ale Kuba dużo bywał na plaży w ciągu ostatnich dwóch dni. bywał na plaży, kąpał się w morzu, stawiał babki z piasku, wychodził na rybkę, kładł się spać, a kiedy księżyc się chował, wstawał, aby znów pójść na plażę... to pokazuje, że wcale nie trzeba jeździć nad morze, żeby bywać na plaży :-)
nie mam tego na zdjęciach, ponieważ odbywało się to głównie pod moją nieobecność.
mnie udało się sfotografować jedynie efekty tegoż plażowania
zaobserwowałam też, że wraz z upływem czasu Kuba zaczął kupować ryby na piętrze (widocznie były świeższe), a potem zaczął je sam przyrządzać:
kto je konsumował? miś, krokodyl i pelikan. prawda, że adekwatnie??

a dla Was krótka próbka monologu kucharza (no, momentami dialogu z operatorem)
 
mnie się najbardziej podoba moment przekręcania rybki na drugą stronę, choć tu akurat bez komentarza ("muszę przełożyć rybkę na drugą stronę, żeby usmażyła")

niedziela, 19 września 2010

Jedzenie

dzisiaj byliśmy na imprezie jedzeniowej. ale zanim o niej, to jeszcze zdjęcia z wczoraj:
uśmiech Jockera po soku jabłkowo-burakowym. zdziwiłam się, ale Kubie bardzo smakował.

a dziś już ta impreza. spod znaku świni jakby...
świnia fajna, a reszta towarzystwa jeszcze fajniejsza:

Kuba odkrywał różne zakamarki
a potem zajął się swoim towarzystwem:
no to ja też się zajęłam:
i jeszcze uwieczniłam Towarzystwo. w wyjątkowym momencie, kiedy znaczna jego część doznała iluminacji...
no, nie było o to trudno...
no a Kubuś jadł, jadł i jadł...

impreza była zacna, ale nie polecamy, bo sezon na nią już się skończył.

sobota, 18 września 2010

Nowości

z nowości to Kuba przestał spać w dzień. ma to swoje plusy i minusy, ale dla mnie chyba przeważają minusy. tzn. jeden: nie ma wolnych dwóch godzin w ciągu dnia.
myślę, że to nie jest jeszcze nieodwracalny trend, ale kto wie? zobaczymy.

inną nowością są słowa, których Kuba używa.
Tatę wczoraj bombardował słowem "baba" wypowiadanym ze specyficzną intonacją. czasem w dodatku pokazywał, gdzie rzeczona baba jest. na przykład na stole. (Kuba nigdy nie mówił "baba" na Babcię, więc kompletnie nie wiadomo, o co mu chodzi. w dodatku wypowiada to słowo z łobuzerską miną, więc wiadomo, że żartuje sobie z nas.)
do mnie zaś Kuba wypowiadał się dzisiaj jeszcze ciekawiej. przynajmniej z mojej perspektywy. mówił dziś do mnie: "bomba... bum!" również ze specyficzną intonacją i pauzą pomiędzy słowami. skąd "bomba"? a skąd do niej "bum"?? pojęcia nie mam! ja tam mu o bombach nie opowiadam, w książeczkach nie było, w przedszkolu też chyba nie mówią...

wracając jeszcze do "żartuje". zapominam od dłuższego czasu napisać, że Kuba żartuje. ot tak, przy różnych okazjach upewnia nas, że ma poczucie humoru. zaczęło się na wakacjach: zazwyczaj kiedy wracaliśmy do rowerów na plaży, Kuba - idąc wprost na nie - mówił: "gdzie te rowery? nie ma naszych rowerów! no, gdzie te nasze rowery są?" po to, aby z entuzjazem po chwili wykrzykiwać: "są! tutaj są!".

jeszcze bardziej niż poczucie humoru, zaskakuje mnie jakiekolwiek poczucie czasu dwulatka. to, że mówi w różnych sytuacjach "byłem tu wczoraj" (czyt. "kiedyś") lub "płakałem wczoraj" (czyt. "kwadrans temu") mniej niż sformułowania "byłem tu kiedyś", ale jeszcze bardziej sytuacje takie jak dziś z rana:
patrząc na opakowanie chusteczek higienicznych:
- Gdzie jest ta owieczka?
- No, gdzie jest ta owieczka?
nieco zbity z tropu brakiem owieczki na opakowaniu:
- Kiedyś tu była, ale teraz jej nie ma.
to mnie rozbraja

tak jak słowo "oczywiście" w odpowiedzi na różne skierowane do niego prośby...
- Kubusiu, mam katar, przyniesiesz mi chusteczki ze stołu?
- Ocywiście, mamo!

piątek, 17 września 2010

Naleśniki

Kubuś jest fanatykiem naleśników. je po trzy naraz w tempie konkursowym. wszędzie, w dowolnych warunkach:
te akurat są bezglutenowe...

ps. choć już wiele pojęłam z nowego widoku edycji, to - jak widać - jeszcze nie wszystko jest dla mnie jasne...

Kumpel

kto to jest: dzwoni domofonem po Kubusia
wykrzykuje z ulicy: jest Kubuś? a wyjdzie na dwór?
przekonuje: Kubuś, wynieś rakietę!
jeździ razem z Kubą na hulajnodze, urządza z nim wyścigi
i czasem odwiedza
to oczywiście Olek!

Różne dni

tak, w ostatnich dniach panowała tu bardzo duża zmienność nastrojów. aż się prosi rzec: niepotrzebnie duża.
najpierw te wyniki Kuby.
i wspaniałe przedszkole.
potem Babcia trafiła do szpitala. no i strach.
potem okazało się, że z Babcią w miarę dobrze i wiara, że będzie coraz lepiej.
potem drugie USG i wspaniałe wyniki Dzidziusia oraz niepokojące diagnozy dotyczące łożyska. do tego Kubuś z katarem lejącym się z nosa bez opamiętania. i ciężka noc, bo jego zatkany nos i mój nastrój.
potem Kubuś cudownie ozdrowiony i konsultacja telefoniczna z lekarzem prowadzącym: "to nic nie znaczy".
więc dziś od rana przedszkole, suszenie grzybów, pisanie, gotowanie i oczekiwanie na miły wieczór.
uff!
i w tym wszystkim tylko jeden stały pozytywny aspekt: wsparcie Taty

wtorek, 14 września 2010

Dzień dobry

kwestię diet i alergii zostawiłam sobie na kiedy indziej.

dzisiaj był bardzo dobry dzień.
a Kubuś, kiedy po niego przyszłam do przedszkola, zupełnie spokojnie mnie zignorował. zobaczył mnie i dalej układał puzzle. potem poszedł w moim kierunku (po trzeciej chyba prośbie), ale jednak zboczył i skierował się do zabawek. zasiadł za stołem i najspokojniej w świecie zaczął się bawić.
to chyba dobrze, prawda?  :-)

poniedziałek, 13 września 2010

Do bani!

czegóż się spodziewać? trzynasty...
poszliśmy dziś do IMiD, m.in. aby odebrać wyniki testów Kuby. testy miały zbadać ewentualne uczulenie Kuby na - jak się wyraził lekarz - mleko i mąkę. i co? i pokazały uczulenie na mleko i mąkę :-(( lekko mnie to przybiło, bo kolejna dieta bez- staje się już kłopotliwa. jeśli chodzi o filozofię, to ta akurat kompletnie mnie nie przejmuje, ale jeśli chodzi o realia... Kuba, który uwielbia buły... Kuba, który zajada makaron... białko pszenicy, które jest wszędzie... no cóż, da się, wiem.
przed nami chwila znacznie bardziej dla mnie stresująca. skoro wyniki są właśnie takie, lekarz zalecił wykonanie testu na celiakię. pal licho dietę bezglutenową wynikającą z alergii! ale wydaje mi się, że celiakia to już nie przelewki... tak więc czekam z niepokojem na to, co się wydarzy za miesiąc - mniej więcej wtedy mają być wyniki.

JA

a co? pewnie, że ja! beze mnie by ICH nie było - tych brzdąców :-)
tylko że... okazało się, że jakaś niefotogeniczna jestem :-( no więc nie mam żadnych ładnych indywidualnych zdjęć. więc niech będą z nimi. nimi wszystkimi

z rana pojechaliśmy na rowery. w komplecie:
potem zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową przed domem:
a potem...
perfidnie obmyśliłam plan! wyczekałam, aż Kuba będzie tak straaasznie śpiący, że zyskamy gwarancję jego uśnięcia w samochodzie. tak też się stało. a my... no, oczywiście! Wrzenie Świata! tak, tak, mam lekkiego (?) świra...
było bosko, wreszcie napiłam się kawy (polecam!), zjadłam ciasto marchewkowe (podwójnie polecam!), ale to wszystko nic w zestawieniu z tym, że nieoczekiwanie spotkaliśmy się z państwem Gałązkami! i zupełnie nie wiem, czemu nikt z nas nie zrobił zdjęcia. no dobrze, wiem - z powodu zaskoczenia. a szkoda, bo w tak kompletnym składzie właściwie się nie spotykamy.
a mnie naszła nagła tęsknota za Holandią. a właściwie to za Przyjaciółmi. kiedy Wam pokażę tę knajpę??

a potem ę.
dla przyjemności własnej, ale też w dużej mierze dla Kuby:
no i dla innych:
co było tak fascynujące?
spektakl z pięknym akompaniamentem:
a potem zabawy:
Tata zasłużył na wycieczkę do zaczarowanego ogrodu :-)
a dzieci skomponowały w tym czasie piękną mandalę:

piękne są takie niedziele!
szkoda, że takie rzadkie...

sobota, 11 września 2010

Pytania

rano w domu:
- Mamo, proszę, niosę dla ciebie!
- Dziękuję, Kubusiu, nie chcę tego kubeczka, nie nieś mi go.
- Dlaczego nie lubisz herbaty, mamo?
- … Bo… wolę kawę!
chwila milczenia (jak się później okazało, także namysłu)
- Dlaczego nie mamy telewizora, mamo?
- …

jedziemy rano samochodem.
Kuba w szale:
- Po co jedziemy?
- Po co zatrzymałaś?
- Po co skręciłaś?
- Po co autobus czerwony?
- Po co pan idzie?
nie wytrzymałam:
- Synu, czy możesz na chwilę… [poszłam po rozum do głowy i przełknęłam ślinę] przestać zadawać pytania i... [wiem, że trzeba powiedzieć, co dziecko ma ROBIĆ, a nie, czego ma NIE ROBIĆ] rozejrzeć się rochę? Zobacz, jakie jest światło.
- Zielone!
- Czyli co powinniśmy zrobić?
- Jechać!
- No właśnie, jedziemy!
chwila milczenia (jak się później okazało, także namysłu)
- Z czego to wynika, mamo?
- …

Wychodne - sprostowanie

pewnie sobie tak naiwnie myślicie, że to będzie sprostowanie do TAMTEGO wychodnego! nic bardziej mylnego! tytuł należy czytać tak: znów wychodne, a przy okazji pewne sprostowanie :-)
wychodne tym razem z Kubusiem, ale to sobotnie, więc może być rodzinne, umówmy się, że w weekend nie potrzeba mi separacji.
wybraliśmy się z Kubą na Agrykolę, żeby wziąć tam udział w akcji charytatywnej firmowanej przez ecco, ale na wysokości Pl. Na Rozdrożu Kuba zasnął, nie było miejsc parkingowych, wielbicieli działań charytatywnych były tysiące, więc... co by tu? może do Wrzenia Świata?? ha! pod kawiarnią jedno wolne miejsce parkingowe, jakby czekało specjalnie na mnie i śpiącego królewicza. no, wspaniale!
tym razem wzięłam aparat:
są różne miejsca tego typu, część z nich lubię, ale to przypadło mi do gustu jakoś szczególnie. może z powodu tej reporterskiej otoczki, którą szalenie cenię? może z powodu tego, że niechcący przyszłam tam w dniu otwarcia i byłam w związku z tym jedną z pierwszych klientek? może dlatego, że miejsce to do pewnego stopnia powstaje na moich oczach, bo - i tu właśnie czas na sprostowanie - dziś byłam świadkiem udoskonalania go:
tak, moje wyobrażenie o tym, że jest to miejsce dla dorosłych było mylne. to znaczy na szczęście nie do końca, bo zdecydowanie jest ono dla dorosłych. ale staje się też przyjazne dzieciom. aktywnie przyczynia się do tego Kubuś :-)
tutaj rzeczywiście przejął śrubokręt i nie zrobiłam kolejnego zdjęcia tylko dlatego, że byłam absolutnie zaskoczona tym, że zupełnie sam przykręcił te rogi! 
a potem sprawdził, jak wszystko działa. 

dostał też przywilej nadania imienia łosiowi, ale tu jakoś mowę mu odjęło i wpadł w tryb "nie wiem".

tak więc różne aktywne mamy mogą spotykać się we Wrzeniu Świata na pogaduszki, a ja... poczułam ukłucie żalu... żalu, że jednak nie mam azylu tylko dla siebie. oczywiście mogę tam Kuby nie zabierać, ale to zupełnie nie o to chodzi. myślę, że tak bardzo polubiłam to miejsce głównie dlatego, że byłam tam sama i spodobało mi się ono ze względu NA MNIE, a nie dlatego, że jest przyjazne Kubie. jak widać, to jakiś czas koncentracji na sobie. myślę, że bardzo dobry czas. 

a jak już Kuba wybawił się z panią Agnieszką, ruszyliśmy na Agrykolę, żeby skorzystać z imprezy plenerowej. 
i jak?

najpierw Kuba prezentował swoje asekuranctwo bez mamy
potem wpadł w niemałą histerię wywołaną niewiadomoczym, którą przerwała dopiero ta sympatyczna i kontaktowa dziewczynka
a zupełnie ukróciła buła jedzona na murku
potem Kuba odkrył studzienkę kanalizacyjną, z której uprawiał skoki (zawsze to jakiś plus typowego polskiego niedbalstwa - pokrywa studzienki była korzystnie przechylona)
którą następnie ostukiwał patykiem
oraz ze znawstwem analizował
a ja? 
ja dostałam kwiaty.