środa była dniem, który już zamierzałam opisać na blogu jako idealny, bo:
wyspaliśmy się
Kubuś obudził się w doskonałym, zabawowym nastroju
radośnie pomaszerował do przedszkola
radośnie z niego wymaszerował
po przyjściu do domu samodzielnie się rozebrał i przebrał w dresy (w tym sam zdjął pieluszkę i założył majtki)
kontynuował sprawy nocnikowe do tego stopnia, że
po raz pierwszy (po raz pierwszy, kiedy był w ubraniu, latanie z gołą pupą to zupełnie inna sprawa) z własnej inicjatywy wybrał się na nocnik z cięższą sprawą
w ogóle był w doskonałym nastroju i kondycji
a mnie w tym czasie mieszkanie sprzątało się nie moją ręką
ale spadek apetytu był zastanawiający. zaraz potem Kuba zaczął wymiotować. i tak zostało aż do nocy.
zmartwiłam się nim i zmartwiłam się sobą, bo zamiast sobie spokojnie leżeć, musiałam ganiać z miskami, ubraniami na zmianę, probiotykami, napojami... ech, żal mi nas było...
na szczęście potrwało to jakoś do północy i... z rana Kuba jak nowy!
w czwartek został odwieziony do przedszkola, gdzie - wyczerpany nocą - pierwszy raz usnął! o 16:30 był ostatnim dzieckiem, które opuściło przedszkole! w doskonałym humorze, zresztą, co szalenie mnie ucieszyło.
od tej pory jest normalnie.
a ja udałam się na pierwsze po szpitalu ktg, którego zapis wygląda dobrze. będę się tak kontrolować regularnie, ale czuję i WIEM, że jest dobrze. i będzie dobrze przez jakiś czas. chyba jednak braciszek będzie młodszy od Kubusia o 3 lata kalendarzowe (tego mi trochę szkoda).
dzisiaj po raz pierwszy po wyjściu ze szpitala naprawdę LEŻĘ. sama, w spokoju, po prostu leżę. nie jest to łatwe.
piątek, 17 grudnia 2010
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Ze szpitala
...ze szpitala, ze szpitala, ze szpitala... właśnie wyszłam!!!
jestem w domu, o czym z radością donoszę!
ps. jesteśmy nadal w trójkę :-)
jestem w domu, o czym z radością donoszę!
ps. jesteśmy nadal w trójkę :-)
niedziela, 12 grudnia 2010
Ze szpitala
może trochę nieostro, ale tak tu właśnie jest...
o Kubusiu: bardzo dobrze znosi rozłąkę. absolutnie przekłada się to na mnie.
szpital traktuje jako kolejną rozrywkę, dobrze się tu bawi i wychodzi bez większego oporu. mamę też zostawia bez oporu, co mnie oczywiście - paradoksalnie - cieszy.
o dzidziusiu: wszystko z nim dobrze, na razie nie spieszy się na świat, ale nie wiadomo, jak będzie dalej, bo zabrakło mu trochę środowiska wodnego :-( zobaczymy, w najbliższych dniach mogą pojawić się bardziej precyzyjne dane. spróbuję coś dodać wkrótce.
czwartek, 9 grudnia 2010
Rakieta
- A co to jest kosmonauta?
- Kosmonauta to jest taki pan, który lata rakietą w kosmos.
- A co to rakieta jest, znaczy się?
w pospiesznym, rakietowym, rzec bym można, tempie mama podąża do szpitala. jakieś 40 dni za wcześnie :-(
trzymajcie kciuki.
następne doniesienia nieprędko.
- Kosmonauta to jest taki pan, który lata rakietą w kosmos.
- A co to rakieta jest, znaczy się?
w pospiesznym, rakietowym, rzec bym można, tempie mama podąża do szpitala. jakieś 40 dni za wcześnie :-(
trzymajcie kciuki.
następne doniesienia nieprędko.
niedziela, 5 grudnia 2010
1/2 roku
dokładnie tyle Kubuś pozostawał w zdrowiu. co do dnia!
od wczoraj jest trochę gorzej:
od wczoraj jest trochę gorzej:
choróbsko przechodzi też na mamę, co wskazywałoby na jego wirusowy charakter. trzymajcie kciuki, żeby się szybko zwijało!
Mikołaj
przychodził już kilka razy :-)
a co?! Kubuś był przez cały rok baaaardzo grzeczny!
pierwszy przyniósł to:
a co?! Kubuś był przez cały rok baaaardzo grzeczny!
pierwszy przyniósł to:
drugi to:
trzeci to, co obok Kuby:
a czwarty to, co właśnie odpakowuje:
pozazdrościć...
czwartek, 2 grudnia 2010
Zmiana
proszę Pani! proszę Pana!
zaszła u nas wielka zmiana!
no cóż, muszę po prostu przyznać, że pozwoliłam Kubusiowi przestać być dzidziusiem. skoro będzie starszym bratem, to już chyba czas, żeby był małym chłopczykiem.
zrobiłam to jednak nie bez żalu...
zaszła u nas wielka zmiana!
no cóż, muszę po prostu przyznać, że pozwoliłam Kubusiowi przestać być dzidziusiem. skoro będzie starszym bratem, to już chyba czas, żeby był małym chłopczykiem.
zrobiłam to jednak nie bez żalu...
na szczęście zmiana jest tylko zewnętrzna :-) cudne wnętrze Kubusia wydaje się być nienaruszone...
a wnętrze jest naprawdę cudne! rozbraja mnie wszystko, a dziś szczególnie poczucie humoru. nic konkretnego nie mam w tej sprawie do napisania - po prostu po raz kolejny zachwycił mnie fakt, że Kubuś sobie żartuje :-)
poniedziałek, 29 listopada 2010
Zima (dla m)
...na całego! w tym roku Kuba cieszy się śniegiem jak mały szczeniak. nie lubi co prawda, jak mu sypie w twarz (a kto lubi??), ale poza tym bawi się świetnie!
w swoim profesjonalnym stroju wzbudza nieukrywane zainteresowanie dziewcząt...
ale dziewczęta bywają podstępne... podczas gdy Kuba zajął się patykiem...
Marta wskoczyła na bobslej!
Kuba się tylko tym rozbawił
ale z braku pojazdu musiał zadowolić się przemieszczaniem wpław
w końcu odzyskał swój śniegowy pojazd
i choć czasem bywało trudno
nie poddawał się!
nie ma tu zdjęć naszej najlepszej aktywności: budowania babek ze śniegu (polecam wszystkim! trzymają się o wiele lepiej niż te z piasku!), ale jeszcze zdążymy je uwiecznić. tak przynajmniej zapewniają prognozy.
w swoim profesjonalnym stroju wzbudza nieukrywane zainteresowanie dziewcząt...
ale dziewczęta bywają podstępne... podczas gdy Kuba zajął się patykiem...
Marta wskoczyła na bobslej!
Kuba się tylko tym rozbawił
ale z braku pojazdu musiał zadowolić się przemieszczaniem wpław
w końcu odzyskał swój śniegowy pojazd
i choć czasem bywało trudno
nie poddawał się!
nie ma tu zdjęć naszej najlepszej aktywności: budowania babek ze śniegu (polecam wszystkim! trzymają się o wiele lepiej niż te z piasku!), ale jeszcze zdążymy je uwiecznić. tak przynajmniej zapewniają prognozy.
niedziela, 28 listopada 2010
Przytulanki
już nie będę pisać, co Kuba zjadł na obiad, bo mi się pióro wypisze, w każdym razie zakończył posiłek makaronem penne (ryżowym, gwoli ścisłości). zjadł go... dużo! zaskakująco dużo, powiedziałabym. wziął do ręki ostatni i powiedział:
- To jest makaronik.
ja dodałam:
- Ostatni.
na co usłyszałam:
- On jest biedny, bo cały dzień leżał w moim talerzu. Przytul go.
a ta łobuzerska mina do tego... pękłam ze śmiechu!
a potem pękłam z rozczulenia, bo nastąpiła licytacja, kto kogo bardziej kocha, bezpośrednio zainspirowana wieczornymi lekturami książki Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham. to jedna z piękniejszych książek, jakie mamy w domu.
- To jest makaronik.
ja dodałam:
- Ostatni.
na co usłyszałam:
- On jest biedny, bo cały dzień leżał w moim talerzu. Przytul go.
a ta łobuzerska mina do tego... pękłam ze śmiechu!
a potem pękłam z rozczulenia, bo nastąpiła licytacja, kto kogo bardziej kocha, bezpośrednio zainspirowana wieczornymi lekturami książki Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham. to jedna z piękniejszych książek, jakie mamy w domu.
sobota, 27 listopada 2010
A teraz...
Kubuś już obudził się ze snu wspomnianego poniżej.
obudził się, po czym zjadł:
ziemniaczki z zupki (samej zupki tym razem odmówił - jadł ją 3 godz. wcześniej, przed snem)
kotlet z wędzonego tofu
kaszę gryczaną
ogórka kiszonego
a potem oznajmił:
A teraz co??
może czytanie mu od najwcześniejszego dzieciństwa o Bardzo Głodnej Gąsienicy nie było najlepszym pomysłem??
obudził się, po czym zjadł:
ziemniaczki z zupki (samej zupki tym razem odmówił - jadł ją 3 godz. wcześniej, przed snem)
kotlet z wędzonego tofu
kaszę gryczaną
ogórka kiszonego
a potem oznajmił:
A teraz co??
może czytanie mu od najwcześniejszego dzieciństwa o Bardzo Głodnej Gąsienicy nie było najlepszym pomysłem??
Przed snem
Kubuś na szczęście znów (nadal) sypia w dzień. najczęściej zasypia w samochodzie, kiedy wracamy z przedszkola. albo podczas innych przejażdżek, które sprytna mama aranżuje ok. 13:30.
dziś jednak Kuba wstał na tyle wcześnie (6:00), że postanowiłam podjąć ryzykowną próbę usypiania go w łóżku. zaciągnęłam zasłony i położyłam się obok niego. oczywiście - jak zawsze - szalenie mnie wzruszył, chwytając mnie natychmiast za szyję i wtulając się w moją rękę. mówię więc do niego:
- Kubusiu, kto Cię kocha najbardziej na świecie?
- Ty, mamo.
- No pewnie!
- A tata?
- Tata też!
chwila ciszy...
- A zasłony?
dziś jednak Kuba wstał na tyle wcześnie (6:00), że postanowiłam podjąć ryzykowną próbę usypiania go w łóżku. zaciągnęłam zasłony i położyłam się obok niego. oczywiście - jak zawsze - szalenie mnie wzruszył, chwytając mnie natychmiast za szyję i wtulając się w moją rękę. mówię więc do niego:
- Kubusiu, kto Cię kocha najbardziej na świecie?
- Ty, mamo.
- No pewnie!
- A tata?
- Tata też!
chwila ciszy...
- A zasłony?
piątek, 26 listopada 2010
Słowa, słowa...
w drodze do przedszkola:
Jedź szybko, mamo! Spiesz się do klubiku! Postaraj się, mamo!
a tak w ogóle chwilami wydaje się, że zbliżamy się do końca etapu małego pieska. od dawna wszystko z nami robi mały piesek: przychodzi do łóżka rano i się w nim wygłupia, je śniadanie, łasi się, przytula...
ostatnio jednak do się zmienia:
To jest mały dinozaur, zapomniałaś?
fascynuje mnie to, że Kuba mówi o sobie w pierwszej osobie, ale potrafi też wcielić się w te małe zwierzątka i natychmiast przejść na 3 os.:
Cieszy się dinozaur!
Dinozaur jest głodny!
ach, w ogóle jego werbalne wyczyny rozkładają mnie na łopatki... uważam, że jest w tym względzie co najmniej genialny! :-))
jedyny minus tego stanu rzeczy jest taki, że Kuba wydaje mi się starszy, niż jest w rzeczywistości. czasem wymagam od niego zrozumienia rzeczy, których ogarnąć nie jest w stanie swoim małym rozumkiem...
Jedź szybko, mamo! Spiesz się do klubiku! Postaraj się, mamo!
a tak w ogóle chwilami wydaje się, że zbliżamy się do końca etapu małego pieska. od dawna wszystko z nami robi mały piesek: przychodzi do łóżka rano i się w nim wygłupia, je śniadanie, łasi się, przytula...
ostatnio jednak do się zmienia:
To jest mały dinozaur, zapomniałaś?
fascynuje mnie to, że Kuba mówi o sobie w pierwszej osobie, ale potrafi też wcielić się w te małe zwierzątka i natychmiast przejść na 3 os.:
Cieszy się dinozaur!
Dinozaur jest głodny!
ach, w ogóle jego werbalne wyczyny rozkładają mnie na łopatki... uważam, że jest w tym względzie co najmniej genialny! :-))
jedyny minus tego stanu rzeczy jest taki, że Kuba wydaje mi się starszy, niż jest w rzeczywistości. czasem wymagam od niego zrozumienia rzeczy, których ogarnąć nie jest w stanie swoim małym rozumkiem...
czwartek, 25 listopada 2010
8
tak, to już ósmy miesiąc. trochę to niewiarygodne, ale nie da się już tego ukryć :-)
Braciszek kręci się jak szalony, choć pozycję z grubsza ma od jakiegoś czasu właściwą (tzn. odwrotną niż Kuba).
wszystko jest w porządku, moje samopoczucie dobre, żeby nie powiedzieć, że doskonałe, ciuszków skompletowane ze dwie tony...
większość sprzętów jest po Kubie (mógłby nimi obdzielić jeszcze jakąś małą dwójkę!), ale na przykład pierwszy wózek i fotelik mieliśmy pożyczone, więc tym razem dokonaliśmy zakupu. jest już przetestowany.
moskitiera na przykład działa świetnie!
a mnie rozczuliły te wystające nożyska...
a ze szczegółów: tylko szpital jeszcze nie wybrany...
Braciszek kręci się jak szalony, choć pozycję z grubsza ma od jakiegoś czasu właściwą (tzn. odwrotną niż Kuba).
wszystko jest w porządku, moje samopoczucie dobre, żeby nie powiedzieć, że doskonałe, ciuszków skompletowane ze dwie tony...
większość sprzętów jest po Kubie (mógłby nimi obdzielić jeszcze jakąś małą dwójkę!), ale na przykład pierwszy wózek i fotelik mieliśmy pożyczone, więc tym razem dokonaliśmy zakupu. jest już przetestowany.
moskitiera na przykład działa świetnie!
a mnie rozczuliły te wystające nożyska...
a ze szczegółów: tylko szpital jeszcze nie wybrany...
środa, 24 listopada 2010
Smutek i nostalgia
bardzo sprytnie się zachowaliśmy, przywożąc Kubuniowi z Holandii ciocię. było fajnie.
no, ale szybko się skończyło. nie za szybko, ale szkoda, że tak... radykalnie :-(
ślemy buziaki w dal!
ps. a przy okazji jeszcze dwa zdjęcia z tego samego dnia:
no, ale szybko się skończyło. nie za szybko, ale szkoda, że tak... radykalnie :-(
ślemy buziaki w dal!
ps. a przy okazji jeszcze dwa zdjęcia z tego samego dnia:
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































