najpierw były sanki, czyli zzziu! zzziu! tym razem do zzzziu! dołączyło strwożone bam! czyli pokłosie weekendu spędzonego z Tatą :-)
a potem już same przyjemności:
spacer solo
spotkanie z ulbionym pieskiem:
podejrzany u Julka pomysł wykorzystania sań:
dochodzenie w tym zakresie do wprawy, czyli sprawne operowanie saniami na zakrętach:
no i zimowe obowiązki:
a na koniec chwila relaksu, czyli spacer z psem:
nie zawsze posłusznym...
oby takich pięknych dni było w tym roku jak najwięcej! choćby śnieżnych...
2 komentarze:
:) Też podglądamy Wasze saniowe przejażdżki i ze smutkiem piszę, że Julko do tego środka transportu nadal nieprzekonany. Pewnie dlatego, że nie na kołach jest ;) Pozdrawiam!
zdjęcia to tylko zdjęcia :-) Kuba też nie jest przekonany: pierwszego dnia z entuzjazmem zjeżdżał z górki, ale drugiego dnia już zjeżdżania odmówił :-( teraz w grę wchodzi tylko jazda po płaskim, z lekkim przestrachem zresztą (nie oszukujmy się: z tak lekkim pasażerem zawsze zdarzy się jakaś wywrotka na nierównościach...). no a najlepsze jest podejrzane u Julka właśnie pchanie sań :-))
nie ma to jak blogowe inspiracje! ;-)
Prześlij komentarz